Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

Nowe fałsze Grossa (17): Gdy awansowały miernoty

Wróć na początek

prof. Jerzy Robert Nowak

We wcześniejszych artykułach cyklu przedstawiłem rozliczne fakty ilustrujące bardzo duże wpływy żydowskich komunistów na przeróżne sfery życia publicznego w Polsce po 1944 roku. Fakty te jakże wymownie przeczą kłamstwom Grossa, skrajnie pomniejszającym rolę żydowskich komunistów w Polsce, wręcz próbującym wmówić amerykańskim czytelnikom, że Żydzi w Polsce byli wówczas dyskryminowani ("Fear", s. 222, 237, 238 i in.). W rzeczywistości po 1944 r. Żydzi w Polsce stanowili środowiska szczególnie uprzywilejowane z góry, niejako a priori cieszące się zaufaniem komunistycznych władz i je popierające. O prawdziwym dyskryminowaniu mogły mówić natomiast ogromne rzesze Polaków, które dzięki usadowieniu się wojsk sowieckich w Polsce straciły wszelkie szanse na tak oczekiwaną niepodległość i suwerenność.
Jakże fałszywie brzmią w tym kontekście głoszone przez Grossa do amerykańskich czytelników zapewnienia o rzekomym "wyzwoleniu Polski przez Armię Czerwoną", o tym, że po 1944 r. Polska była krajem "niepodległym" (independent Poland, s. 82). Atmosferę tego "wyzwalania" przez Sowietów przypomina ogromny zbiór wstrząsających relacji o sowieckich pacyfikacjach, mordach i wywózkach Polaków zawarty w V tomie znakomitego dokumentalnego wydawnictwa "Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945". Zacytuję tylko jeden meldunek z tego tomu (s. 329) - z Sarn, 13 marca 1945 r.: "Krwawa okupacja sowiecka bestialstwem przewyższyła niemiecką. Aresztowania w każdej wsi, mordy, gwałcenie dziewcząt, grabież. Aresztowanych dziesiątki tysięcy; wywożą w nieznanym kierunku na amerykańskich samochodach lub torturują nagich w lochach z wodą. Za posiadanie bądź słuchanie radia prywatnie - kula w łeb. Wolno słuchać urzędowe 'szczekaczki', zwane obecnie 'uzłami swiazi' (...)".
Szczególnie spektakularnym kłamstwem Grossa jest twierdzenie ("Fear", s. 246), że "w większości ludzie pogodzili się z nowymi władzami, dalej urządzali swe życie tak dobrze jak tylko mogli i nie żywili w sobie palącej nienawiści do komunizmu, gotowej do eksplodowania przy nadarzającej się sposobności".
Może przypomnę, jak wyglądało to rzekome "pogodzenie się z nowymi władzami" w przypadku okrutnie spacyfikowanej przez KBW i Armię Czerwoną w nocy 23 maja 1945 r. wioski Czysta Dębina (woj. zamojskie). Uratowana z rzezi Zofia Strzępa opisywała: "Tak witaliśmy wolność. Dokonano podpalenia wsi ze wszystkich stron. Do zaskoczonych i uciekających mieszkańców zaciekle strzelano. (...) Zraniono też moją siostrę stryjeczną, która z rocznym dzieckiem uciekała przez pola. Ja również, trzymając za rękę ośmioletniego synka, biegłam polami. Na szczęście kule nie dosięgły nas. (...) Popalone krowy i konie leżały nogami do góry, widok straszny i pełen grozy" (cyt. za: Ojczyznę wolną racz zwrócić, Warszawa 1998, s. 39-40).
Kłamstwa Grossa o rzekomym pogodzeniu się większości Polaków z reżimem są szczególnie oburzające w odniesieniu do Narodu, którego przeważająca część była nastawiona zdecydowanie antykomunistycznie i antysowiecko. Najlepiej dowiodły tego prawdziwe wyniki referendum z 1946 r. i wyborów z 1947 r., sfałszowanych przez władze. Tak Gross fałszuje historię Narodu, który zniewalano i sowietyzowano najbrutalniejszym terrorem, aresztując i mordując tysiące ludzi. Dość przypomnieć formy rozprawy ówczesnego reżimu z kilkusettysięczną rzeszą byłych członków oddziałów AK, NSZ czy BCh, formy prześladowania najpotężniejszej partii demokratycznej - PSL-u, zamordowanie wielu jej działaczy. Doszła do tego bezwzględna rozprawa ze środowiskami zdziesiątkowanych przez niemieckie i sowieckie władze dawnych polskich warstw posiadających: ziemiaństwa, kupiectwa, właścicieli fabryk. Przeprowadzona pod kierownictwem jednego z czołowych żydowskich komunistów - Hilarego Minca - tzw. bitwa o handel zniszczyła trzon polskiej prywatnej inicjatywy w handlu, przemyśle i rzemiośle. Do tego doszła później walka z tzw. kułactwem, niszcząca nie tylko zamożnych chłopów, ale wszystkie bardziej prężne i przedsiębiorcze elementy na polskiej wsi. O tym wszystkim Gross nie pisze nawet jednym zdaniem, choć tyle miejsca poświęca na przedstawienie "żałosnego losu" Żydów "ograbionych przez Polaków".

Numerus nullus dla polskich patriotów
Szczególnie wielkie ciosy zadał system komunistycznej władzy środowiskom tradycyjnej polskiej inteligencji patriotycznej, i tak ogromnie mocno zdziesiątkowanej przez obu okupantów. Ciągle zbyt rzadko wspomina się o katastrofalnych skutkach polityki władz komunistycznych, stosujących skrajne praktyki dyskryminacyjne przy przyjmowaniu na studia, do pracy na uczelniach, w instytucjach naukowych i kulturalnych. Częstokroć miała tu zastosowanie zasada numerus nullus, całkowicie uniemożliwiająca dostęp na studia dzieciom ze środowisk dawnych warstw posiadających, z kręgów urzędników czy oficerów II RP czy z rodzin członków takich formacji niepodległościowych, jak AK, a więc tych szczególnie mocno zasłużonych w walce o prawdziwą Polskę. Tylko stopniowo łagodzono te restrykcje, dopuszczając do zastępowania zasady numerus nullus przez zasadę numerus clausus, selektywnie ograniczającą dzieciom ze wspomnianych wyżej środowisk dostęp na studia, zwłaszcza te, które uznawano za szczególnie ważne pod względem polityczno-ideowym, np. prawo. "Złe pochodzenie społeczne" częstokroć stawało się jednak przeszkodą w przyjmowaniu nawet na najbardziej neutralne politycznie wydziały. Historyk Marek J. Chodakiewicz podawał np. na dowód tego typu praktyk fakt, że Teresa Strzembosz, "córka sanacyjnego urzędnika", pięciokrotnie zdawała egzamin na medycynę i pięciokrotnie odmówiono jej przyjęcia ze względu na pochodzenie (por. M.J Chodakiewicz, Żydzi i Polacy 1918-1955, Warszawa 2000, s. 404). Przy tak szerokiej dyskryminacji osób wywodzących się ze środowisk piętnowanych jako "reakcyjne" tym mocniej uprzywilejowywano specjalnymi punktami za pochodzenie dzieci wywodzące się z "postępowych" klas społecznych czy dzieci ludzi z aparatu władzy. Wysuwano już czasem postulat zbadania, jak wielkie rozmiary przyjęło to zablokowanie szans na ukończenie studiów ludziom z dawnych tzw. warstw posiadających (byłych ziemian etc.) czy środowisk niepodległościowych, ale nigdy go nie zrealizowano. Myślę, że powinno to być jednym z pilniejszych postulatów badawczych dla IPN. Podobnie jak pokazanie całej skali rozmiarów prześladowań nonkonformistycznych osób w środowiskach naukowych i kulturalnych, tych, którzy świadomie wybierali emigrację wewnętrzną i przymieranie głodem, tak jak Zbigniew Herbert. Czas, aby pokazać szerzej i te postawy na tle historii upodlonych pseudoautorytetów.

Czystki w nauce i kulturze
Jest niezbędne, aby w pełni zrozumieć niebywałe rozmiary opisanej przeze mnie wcześniej "rewolucji kadrowej", szczególnie promującej w nauce i kulturze osoby z komunistycznych środowisk żydowskich. Otóż trzeba ciągle pamiętać o równoczesnej, wciąż konsekwentnie prowadzonej czystce godzącej w polskie środowiska patriotyczne na uczelniach. W tym samym czasie, gdy brylowali na nich błyskawicznie awansowani żydowscy marksiści, czasami skrajne miernoty, inni padali ofiarami brutalnej dyskryminacji. Z wyższych uczelni bezwzględnie usuwano wielu doświadczonych starych profesorów, nierzadko ludzi z ogromnym dorobkiem naukowym. Towarzyszyło temu hasło wyparcia z uniwersytetów "kułaków nauki". Przypomnijmy, że wśród usuniętych z wyższych uczelni znaleźli się m.in.: estetyk, filozof i historyk filozofii prof. Władysław Tatarkiewicz, wychowawca kilku pokoleń polskich filozofów, w latach 1933-1945 przewodniczący Zarządu Głównego Towarzystwa Szkół Wyższych i Średnich, autor ogromnie cenionych "Historii filozofii" (1931) i "Historii estetyki" (1960); jeden z najsłynniejszych logików polskich prof. Kazimierz Ajdukiewicz, twórca semantycznej teorii języka, redaktor naczelny czasopisma "Studia Logica"; historyk prof. Władysław Konopczyński, inicjator i wieloletni redaktor Polskiego Słownika Biograficznego, autor "Dziejów Polski nowożytnej" (1936) i "Konfederacji Barskiej" (1936-1938); prof. Edward Taylor, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (1922), wychowawca kilku pokoleń polskich ekonomistów, autor "Historii rozwoju ekonomiki" (1957-1958); jeden z najsłynniejszych antropologów polskich prof. Jan Czekanowski, twórca lwowskiej szkoły antropologicznej; filozof i estetyk prof. Roman Ingarden, twórca teorii literatury, autor głośnego dzieła "Spór o istnienie świata" (1947-1948); archeolog prof. Józef Kostrzewski, prezes Polskiego Towarzystwa Prehistorycznego, później (od 1955 r.) prezes Polskiego Towarzystwa Archeologicznego; autor ponad 700 prac naukowych, wychowawca kilku pokoleń archeologów polskich; filozof i historyk filozofii prof. Henryk Elzenberg, autor głośnej książki "Wartość i człowiek"; historyk prof. Ludwik Kolankowski, prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego (1937-1947); etnolog i socjolog prof. Jan Bystroń, autor "Dziejów obyczajów w dawnej Polsce" (1932); historyk i teoretyk literatury polskiej prof. Konrad Górski. Wybitnego historyka literatury pochodzenia żydowskiego prof. Juliusza Kleinera pozbawiono prawa nauczania za otwarty sprzeciw wobec "postępowej" metodologii.
Gwałtowne ataki ze strony marksistowskich "naukowców" uderzyły w słynnego mickiewiczologa i świetnego znawcę poezji polskiej XVIII w. prof. Wacława Borowego. W 1950 r. prof. Borowy został obelżywie zaatakowany na Uniwersytecie Warszawskim przez grupę ZMP-owców. Dziesięć dni później zmarł na atak serca. Administracyjne represje władz komunistycznych uderzyły również w jednego z najwybitniejszych ekonomistów polskich prof. Adama Krzyżanowskiego.
Jego krytyczny stosunek do postępującej stalinizacji kraju i odwaga, z jaką wyrażał swoje poglądy, sprawiły, że decyzją ministra został - wbrew stanowisku Rady Wydziału i Senatu UJ - przeniesiony 31 grudnia 1948 r. na emeryturę. Profesor Krzyżanowski, autor m.in. głośnych dzieł: "Wiek XX" (1947) i "Chrześcijańska moralność polityczna" (1948), dziekan Wydziału Prawa UJ, był zarazem jednym ze współtwórców Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (w 1957 r. został wybrany na jego prezesa) oraz doktorem honoris causa UJ.
Najważniejszą cechą represji wobec naukowców był fakt, że uderzały w prawdziwą elitę polskiej profesury, ludzi najwybitniejszych pod względem dorobku naukowego, a zarazem stanowiących prawdziwe autorytety moralne.
Niektórych naukowców dotknęły jeszcze większe represje. W komunistycznym więzieniu został osadzony m.in. pedagog Ludwik Jaxa Bykowski, jeden z pionierów pedagogiki eksperymentalnej, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, w czasie wojny organizator i rektor Tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Aresztowano go pod zarzutem przynależności do nielegalnego Stronnictwa Narodowego. Schorowanego 67-letniego naukowca sąd skazał na 6 lat więzienia. Po kilku miesiącach zwolniono go na podstawie przepisów o amnestii. Przejścia więzienne tak bardzo odbiły się jednak na jego zdrowiu, że wkrótce po uwolnieniu zmarł w szpitalu. W kazamatach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego kryje się tajemnica śmierci światowej sławy dermatologa prof. Mariana Grzybowskiego. Aresztowany 26 listopada 1949 r., był więziony w areszcie przy ul. Koszykowej w Warszawie. Według oficjalnej wersji, popełnił samobójstwo po 16 dniach przebywania w areszcie. Według innych, dużo bardziej prawdopodobnych relacji, zginął w więzieniu. Zatrudniony w owym czasie jako fotograf Moczulski twierdzi, powołując się na swoich znajomych z UB, że prof. Grzybowskiego zbyt mocno uderzono w "zapale" śledczym. Zdaniem brata prof. Grzybowskiego - inż. Jana Grzybowskiego: "Profesor M. Grzybowski aresztowany był na podstawie między innymi doniesień dr S. Jabłońskiej (...), która będąc asystentką mego brata, pracowała jednocześnie dla Bezpieki. (...) Niedługo potem dr S. Jabłońska mianowana została na katedrę, którą tak długo i chlubnie zajmował prof. Grzybowski" (por. tekst. J. Grzybowskiego w paryskiej "Kulturze" nr 4/234 z 1967 r.). Oskarżenia o zadenuncjowanie prof. Grzybowskiego do bezpieki były podnoszone m.in. przez prof. Zbigniewa A. Zawadzkiego, Leszka Żebrowskiego i historyka Marka J. Chodakiewicza. Sama Jabłońska gwałtowie zaprzeczała zarzutom (na łamach "Tygodnika Powszechnego"). Warto dodać, że Stefanię Jabłońską (a poprzednio Szeli Ginsburg, nazwiska Jabłońska zaczęła używać od 1947 r.) oskarżano również o przejęcie po śmierci prof. Grzybowskiego jego podręcznika dermatologii i opublikowanie go pod własnym nazwiskiem.
Wśród represjonowanych naukowców jednym z najsurowiej potraktowanych był biolog prof. Eugeniusz Ralski. Początkowo skazano go na karę śmierci (we wrześniu 1947 r.). Ostatecznie jednak wyrok ten zamieniono na karę dożywotniego więzienia. Ralskiemu udało się wyjść na wolność - po prawie 9 latach więzienia - w czerwcu 1956 roku. Gorszy los spotkał znakomitego anglistę, historyka literatury i tłumacza literatury angielskiej, w tym wszystkich dzieł Szekspira - prof. Władysława Tarnawskiego. W 1951 r. został on zakatowany w więzieniu (aresztowano go pod zarzutem związków z podziemiem Stronnictwa Narodowego). W grudniu 1946 r. aresztowano profesora historii społeczno-gospodarczej na Uniwersytecie Poznańskim Stefana Inglota, późniejszego współautora "Historii chłopów polskich" (1970). Represje dotknęły go jako kierownika wydziału prasy i wydawnictw Polskiego Stronnictwa Ludowego w Poznaniu i redaktora miesięcznika "Wieś i Państwo". Kilka lat spędził w więzieniu znany historyk sztuki, profesor Akademii Sztuk Pięknych i Uniwersytetu Warszawskiego Michał Walicki, współautor wydanych później w 1971 r. "Dziejów sztuki polskiej". Profesora Walickiego aresztowano za wojenną działalność w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego.
Czystki uderzały w reprezentujących nonkonformistyczne poglądy wybitnych polskich uczonych, nie oszczędzając przy tym również broniących tradycyjnych wartości profesorów żydowskiego pochodzenia typu J. Kleinera. Niestety, takie płynące pod prąd postacie wśród intelektualistów pochodzenia żydowskiego nie były zbyt liczne (zamierzam o nich osobno napisać w podrozdziale "Sprawiedliwi pośród Żydów"). Na miejsce usuwanych lub represjonowanych nonkonformistycznych naukowców wchodziły całe watahy żydowskich komunistycznych "oczyszczaczy nauki" z "pozostałości burżuazyjnych". Przewodzili im m.in. tacy specjaliści od stalinizacji nauki, jak Adam Schaff, Włodzimierz Brus, Zygmunt Bauman, Marek Fritzhand, Bronisław Baczko, Żanna Kormanowa, Maria Turlejska, sławetna donosicielka do bezpieki (pseudonim "Ksenia"), Tadeusz Daniszewski (pierwotnie David Kirszbraun), "krwawa Melania" Kierczyńska (Cukier), Zofia Lissa.
Przedstawiony przeze mnie wcześniej obraz stalinizacji polskiej literatury być może zasmucił wielu Czytelników rozmiarami unurzania w stalinizmie niektórych osób sławionych jako domniemane autorytety. Tym bardziej więc warto przypomnieć pewną prawidłowość z czasów, gdy windowano, częstokroć skrajnie ponad miarę, niektórych komunizujących twórców pochodzenia żydowskiego, od Brandysa, Jastruna i Stryjkowskiego po Ważyka i Kotta. Otóż w tym samym czasie niezwykle bezwzględnie uderzano represjami w licznych nonkonformistycznych polskich twórców katolickich i patriotycznych. Tego też nie dowiemy się od Grossa, choć w swej książce o Polsce po 1944 r. nie omieszkał poświęcić paru stron na opisy prześladowań ludzi z żydowskich środowisk kulturalnych w ZSRS (por. "Fear", s. 204-205).
Przypomnijmy tu, że znaczna część polskich twórców oparła się stalinizacji, ponosząc nieraz ciężkie konsekwencje. Na przykład katolicki poeta i filozof Jerzy Braun, współredaktor zlikwidowanego w 1948 r. "Tygodnika Warszawskiego", był 9 lat więziony z powodu sfabrykowanych oskarżeń, a w trakcie śledztwa stracił oko. Oskarżano go m.in. o rzekomy "polski nacjonalizm". Wojciech Bąk, jeden z najwybitniejszych poetów katolickich, laureat nagrody "Wiadomości Literackich" (1934), odznaczony Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury (1938), laureat nagrody Episkopatu Polski za twórczość poetycką (1949), poddawany był długotrwałym represjom. W 1946 r. pozbawiono go kierownictwa redakcji poznańskiego "Życia Literackiego". Później zabrano mu wydawnictwo, wreszcie usunięto z mieszkania. Po próbie opozycyjnego wystąpienia na Zjeździe Literatów został zatrzymany, a potem zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. W końcu popełnił samobójstwo. Siedem lat przebywał w więzieniu związany z kręgiem "Tygodnika Warszawskiego" poeta Andrzej Madej. Dwukrotnie więziony przez UB (1945-1947 i 1949-1951) był Leszek Prorok, były żołnierz AK, prozaik, eseista i dramaturg. Przez dziewięć lat więziony był przez komunistów (1947-1956) Janusz Krasiński, jeden z najwybitniejszych polskich powieściopisarzy, dziś prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, były żołnierz AK i więzień obozów koncentracyjnych. W więzieniach stalinowskich przebywali również m.in.: prozaik i krytyk literacki Tadeusz Kudliński, była wicedyrektor Polskiego Radia (do września 1939 r.) Halina Sosnowska, poetka Irena Tomalakowa. Wśród uwięzionych przez UB znalazł się również Paweł Jasienica, później słynny eseista historyczny. Przejściowo groziła mu nawet kara śmierci.
Bohdan Urbankowski przypomniał w "Czerwonej mszy", że "Emigrację wewnętrzną dobrowolnie wybierali - w różnych okresach - Iłłakowiczówna i Morstin, Truchanowski i Parandowski, także Staff, często uciekający w chorobę. (...) Jak prawdziwy arystokrata zachował się Jerzy Szaniawski. Nasz najlepszy dramaturg nie poszedł na kolaborację". Prawdziwym symbolem nonkonformizmu w dobie stalinowskiej był wegetujący w głodowych warunkach Zbigniew Herbert. Wegetację na marginesie życia wybrał pisarz Stanisław Rembek. Warto pamiętać, że bardzo liczni Polscy twórcy pozostali na emigracji. By przypomnieć choćby takie nazwiska, jak Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński, Józef Łobodowski, Józef Mackiewicz, Stanisław Cat-Mackiewicz, Witold Gombrowicz, Melchior Wańkowicz, Zofia Kossak-Szczucka, Józef Czapski, Zygmunt Nowakowski, Teodor Parnicki, Ferdynand Goetel, Gustaw Herling-Grudziński. Zerwał z komunizmem po kilku latach kolaboracji Czesław Miłosz. Warto tu szczególnie podkreślić, że na emigracji pozostało kilku wybitnych twórców pochodzenia żydowskiego na czele z mistrzem kabaretu politycznego Marianem Hemarem i świetnym redaktorem naczelnym "Wiadomości Literackich", a później londyńskich "Wiadomości" Mieczysławem Grydzewskim. W latach 60. emigrował na Zachód niewątpliwie najwybitniejszy z twórców pochodzenia żydowskiego, których rozkwit twórczy nastąpił po wojnie - Leopold Tyrmand. Zdobył szczególne zasługi jako demaskator komunizmu i prosowieckiej lewicy.
Gross oczywiście całkowicie milczy o fali dyskryminacji i represji, jaka uderzyła w stalinowskiej Polsce w wielu wybitnych polskich patriotycznych naukowców i twórców. Wysławia (na s. 171) jako rzekomy "wielki polityczno-literacki tygodnik ery powojennej" marksistowską "Kuźnicę" nazwaną przez pisarkę M. Dąbrowską "plugawą" ze względu na wyjątkową brutalność jej ataków na wszystko, co polskie i patriotyczne. Równocześnie Gross całkowicie milczy na temat bezwzględnych represji, jakimi likwidowano katolickie reduty polskości typu "Tygodnik Warszawski". Członków redakcji uwięziono, a jej redaktor naczelny ks. Zygmunt Kaczyński zmarł po 5 latach przebywania w więzieniu mokotowskim.

Błyskawiczne kariery
Zablokowanie jakichkolwiek dróg awansu setkom tysięcy ludzi wywodzących się z tradycyjnych warstw posiadających w Polsce, z różnych środowisk patriotycznych i katolickich, szło w parze ze stworzeniem ogromnej szansy błyskawicznych karier dla stawiających na komunizm ludzi ze środowisk żydowskich. Dość typowa pod tym względem była iście napoleońska kariera w wojsku zrobiona przez Jakuba Prawina (wuja Daniela Passenta). Prawin w ciągu zaledwie 5 lat, od 1941 r. do 1946 r., awansował z szeregowca do stopnia generała brygady! W 1941 r. był jeszcze szeregowym żołnierzem-ochotnikiem, w 1943 r. - majorem, w lipcu 1944 r. - podpułkownikiem, a w 1946 r. - generałem brygady i szefem Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie.
Częstokroć wspomniane błyskawiczne kariery wiązały się z wędrowaniem po kolejnych wysokich stanowiskach w przeróżnych odmiennych od siebie dziedzinach. Szczególnie znamienne były wzajemne przepływy między służbą w wojsku czy bezpiece a propagandą, cenzurą czy tworzeniem od podstaw "nowej" marksistowskiej nauki. Wspominałem już jakże charakterystyczny przykład Włodzimierza Brusa, który w wieku dwudziestu paru lat jako oficer polityczny został majorem WP, a po oddelegowaniu na uczelnię w wieku zaledwie 28 lat (w 1949 r.) błyskawicznie został profesorem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. Bez jakiegokolwiek dorobku naukowego! Podobnie błyskawiczną karierę naukową zrobił Zygmunt Bauman, w czasie wojny inspektor milicji w Moskwie, później w Polsce oficer "wojska ubeckiego", jak nazywano Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Doszedł tam do rangi majora. Zwolniony z KBW w 1953 r., przeszedł do nauki. Zrobił karierę jako profesor socjologii. Inny politruk (tzw. oficer pol-wychu) - podpułkownik Bronisław Baczko - został oddelegowany na Wydział Filozofii. Na tym wydziale jako profesor ponosi lwią część odpowiedzialności za stalinizację prac nad polską filozofią i myślą społeczną doby powstań (wg A. Walickiego, Umysł zniewolony po latach). Przyśpieszoną karierę naukową zrobił również inny politruk - Marek Fritzhand, przed wojną skromny nauczyciel w szkole podstawowej w ukraińskiej wiosce. Opuścił wojsko w 1948 r. w stopniu podpułkownika i uzyskał pracę w katedrze głównego tropiciela "błędów ideologicznych" w nauce, Adama Schaffa. W 1954 r., a więc zaledwie sześć lat po odejściu z wojska i przejściu do pracy naukowej, Fritzhand został mianowany profesorem nadzwyczajnym. Błyskawiczną karierę zrobił Adam Bromberg, były oficer polityczny w marynarce wojennej. Skierowano go na stanowisko szefa Państwowego Wydawnictwa Naukowego, którego ster dzierżył przez wiele lat.
Częstokroć nowo kreowanymi naukowcami stawali się pracownicy ministerstwa bezpieczeństwa i poszczególnych urzędów bezpieczeństwa. Na przykład podpułkownik bezpieki Wiktor Herer, przez kilka lat naczelnik w Departamencie V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, "pod skrzydłami" osławionej Julii Brystygierowej, zrobił później karierę profesorską w ekonomii, dochodząc do stopnia wicedyrektora Instytutu Planowania przy Radzie Ministrów. Kazimierz Łaski (Cygier), w latach 1945-1950 major w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, od 1950 r. w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, a później w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, zrobił karierę profesorską, dochodząc nawet do stanowiska prodziekana. Matka Ludwiki Wujec - Regina Okrent, z zawodu krawcowa, w latach 1946-1949 pracownik Urzędu Bezpieczeństwa w Łodzi, została później dyrektorem Biura Kadr w Radiokomitecie (z wykształceniem podstawowym!). Przypomnijmy tu, że Gross uskarżał się ("Fear", s. 222), jakoby w przypadku Żydów "Ich etniczne pochodzenie było kolosalnym obciążeniem i przeszkodą dla ich karier, z każdego punktu widzenia".
"Owocna" wymiana kadr trwała również między bezpieką a aparatem partyjnym i propagandą. Weźmy choćby przykład pułkownika Juliusza Burgina. Od czerwca 1945 r. do czerwca 1947 r. był on naczelnikiem Wydziału II Samodzielnego w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), potem przez rok redaktorem naczelnym organu KC PPR "Głos Ludu", aby od 15 lipca 1948 r. wrócić do bezpieki jako dyrektor gabinetu ministra bezpieczeństwa publicznego.
Inny ciekawy przykład przepływu kadr z bezpieki stanowi kariera Józefa (Szai) Krakowskiego. Ten absolwent ośrodka NKWD w Kujbyszewie od stycznia 1945 r. był zastępcą szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Łodzi, potem zastępcą szefa WUBP w Gdańsku, wreszcie od listopada 1945 r. do listopada 1948 r. zastępcą szefa WUBP w Warszawie. Został zdemobilizowany w 1948 r. w stopniu pułkownika (prawdziwie błyskawiczny awans na pułkownika w ciągu pięciu lat, od 1943 do 1948 r.). W 1949 r. został dyrektorem naczelnym Polskiego Biura Podróży Orbis. Pracował na tym stanowisku ponad 7 lat, do 1 stycznia 1957 roku. Następnie zostało odkryte jego wielkie "zamiłowanie do filmu" - został szefem produkcji filmowego zespołu "Kamera" w przedsiębiorstwie Film Polski. Nie przeszkadzała mu w tym szefowaniu nawet decyzja Zespołu Orzekającego CKKP PZPR z 9 lutego 1959 r., karząca go naganą z ostrzeżeniem m.in. za wykorzystywanie stanowiska służbowego w celu osiągnięcia "osobistych korzyści, kumoterską politykę kadrową i brak nadzoru nad gospodarką podległych mu przedsiębiorstw" (wg opracowanego przez J. Fronczaka hasła biograficznego w Słowniku biograficznym działaczy polskiego ruchu robotniczego, Warszawa 1992, t. III, s. 412). Krakowski stracił intratną pracę w filmie dopiero w 1968 r., po 11 latach od jej rozpoczęcia, bez posiadania jakichkolwiek kwalifikacji ku temu.
Warto dodać, że syn płk. J. Krakowskiego - Andrzej Krakowski, student "filmówki" w Łodzi, wyemigrował w 1968 r. do USA, gdzie został reżyserem i scenarzystą filmowym. Był m.in. reżyserem antypolskiego filmu "Prominent" z Donaldem Sutherlandem w roli głównej.
Zaufani żydowscy towarzysze partyjni wędrowali z jednego kierowniczego stanowiska na drugie. Można by tu przytoczyć ogromną ilość przykładów. Taki np. ideolog partyjny jak Roman Werfel był dwukrotnie redaktorem naczelnym organu KC PPR "Głos Ludu" (od grudnia 1944 r. do września 1945 r. i od września 1946 r. do października 1947 r.). Po październiku 1947 r. był dyrektorem partyjnego wydawnictwa "Wiedza", po zjeździe zjednoczeniowym w grudniu 1948 r. został dyrektorem wydawnictwa "Książka i Wiedza" (do 31 grudnia 1951 r.), od 1 stycznia 1952 r. był redaktorem naczelnym teoretycznego organu KC PZPR "Nowe Drogi" (do 1 marca 1954 r.), od kwietnia 1954 r. do maja 1956 r. był redaktorem naczelnym organu KC PZPR "Trybuna Ludu", od lipca 1956 r. do 30 listopada 1958 r. był znowu redaktorem naczelnym "Nowych Dróg". Dodajmy, że jego żona Edda Werfel była w latach 1944-1948 zastępcą redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej".
Zaufani działacze częstokroć przechodzili z jednej dziedziny do drugiej na kierownicze stanowiska bez odpowiedniego przygotowania zawodowego. Na przykład Leonard Borkowicz, skądinąd rzadki przykład żydowskiego komunisty życzliwie wspominanego w "Dziennikach" Marii Dąbrowskiej, ze stanowiska wojewody szczecińskiego przeszedł na stanowisko ambasadora w Pradze czeskiej, a stąd na stanowisko prezesa Centralnego Zarządu Kinematografii, bardzo silnie zdominowanego przez żydowskich towarzyszy partyjnych. Inny żydowski komunista, Jerzy Pański, w latach 1946-1948 był dyrektorem Polskiego Radia, w latach 1948-1950 - prezesem Spółdzielni Wydawniczej "Czytelnik", w latach 1951-1953 - dyrektorem Centralnego Zarządu Teatrów, a od 1956 do 1962 - dyrektorem programowym TV. Świetny krytyk literacki i filmowy Krzysztof Mętrak odnotował w swym dzienniku dowcipny dialog z Pańskim: "Ile macie Żydów w telewizji? - Jakieś 25% - A reszta? - Żydówki" (K. Mętrak, Dziennik 1969-1979, Warszawa 1997, s. 246).

Awanse miernot
Przytaczałem już w "Naszym Dzienniku" opinię prof. Stefana Morawskiego, byłego dziekana Wydziału Filozoficznego UW, odsuniętego po marcu 1968 r., że większość osób pochodzenia żydowskiego, wysuniętych tuż po wojnie na wysokie stanowiska w Służbie Bezpieczeństwa i wojsku, na te stanowiska nie zasługiwała, gdyż "(...) ludzie ci częstokroć nie mieli odpowiednich kwalifikacji, to był za duży kapelusz na owe głowy". Otóż tego typu nazbyt wysokie awanse, bez odpowiednich umiejętności, masowo występowały w przeróżnych dziedzinach. Jakże często prowadziły nawet do promowania skrajnych miernot, typu opisanego przez Andrzeja Wróblewskiego przypadku cenzora Łaziebnika, wiceprezesa cenzury, "który po prostu nie umiał po polsku" (A. Wróblewski, Być żydem, Warszawa 1992, s. 156). Wróblewski wspominał w swej książce o "mało trafnym" (dość eufemistyczne określenie) awansie społecznym wielu Żydów przybyłych do Polski po pobycie w Rosji, że "(...) awans odnosił się do niższych szczebli, do ludzi z nizin, bez wykształcenia i kwalifikacji. Więc fryzjer ze Stryja został inspektorem Najwyższej Izby Kontroli. Właściciel małego handlu metalami awansował na naczelnika wydziału w Ministerstwie Przemysłu. Nie wszyscy byli dawnymi członkami partii. Wystarczyło, że przeszli przez Sowiety, że poznawszy tamtejszy rygor, byli dyspozycyjni i podporządkowani, bo wiedzieli, że nieposłuszeństwo grozi zepchnięciem w dół i całkowitym unicestwieniem. A co to znaczy, doskonale sobie uświadamiali, napatrzyli się niemało 'liszeńców' w czasie wojny w Rosji. To zaufanie jednak nie odnosiło się do tubylców" (tamże, s. 167).
Wróblewski, skądinąd sam będący dziennikarzem pochodzenia żydowskiego, ubolewał nad dość szczególną negatywną selekcją kadr aktywistów PPR-u, pisząc: "(...) równocześnie rzucało się w oczy, że aktywistami ze strony PPR-u byli w większości Żydzi [podkr. J.R.N.], którym brakło często taktu, inteligencji, umiejętności przekonywania, liczenia się z ludzką godnością, zwłaszcza w stosunku do zwykłego człowieka, do robotnika, w imieniu którego wszak występowali. Wracając pamięcią w owe czasy, myślę, że o wiele bardziej rozjątrzało ludzi to, że stykali się z brakiem kompetencji, z lekceważeniem partnera, z demonstrowaniem swojej wyższości, która była oparta tylko na nominacji partyjnej, na przekonaniu, że partia to siła, która ma za nic prawdziwą siłę, uosobioną w klasie robotniczej. Nienazwana jeszcze nomenklatura była - moim zdaniem - jedną z przyczyn rodzenia się problemu żydowskiego. (...) Jestem jednak przekonany, że tak znaczne skupienie ludzi żydowskiego pochodzenia wokół ośrodka władzy było błędem - co powtarzam za Talleyrandem - gorsze jest niż zbrodnia" (tamże, s. 166, 168).
Podobne gromadne awanse ludzi pochodzenia żydowskiego, nierzadko skrajnych miernot, ale uznawanych przez Sowietów za dużo bardziej godnych zaufania od nie-Żydów, występowały również na Węgrzech, w Czechosłowacji czy Rumunii. Na Węgrzech zresztą w stopniu jeszcze gorszym niż w Polsce, prowadząc do niemal całkowitego wyeliminowania rodzimych węgierskich elit. Popularny dowcip węgierski głosił, że "(...) jeżeli fabryka zatrudni trzech Żydów, jeden zostaje zaraz dyrektorem, drugi księgowym, a trzeci sekretarzem komórki partyjnej" (cyt. za tekstem J.Z. Mullera w amerykańskim czasopiśmie "Commentary", przedrukowanym w zbiorze: Arabowie i Żydzi, red. I. Lasota, Warszawa 1990, s. 42).


Czytaj dalej


Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.05
7,422,781 Unikalnych wizyt