Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

Polityczny wybór prezesa Kaczyńskiego

Ostatnie roszady personalne w gabinecie Kazimierza Marcinkiewicza są z punktu widzenia programu społeczno-gospodarczego całkowicie nieczytelne: po stronie rządu w miejsce dotychczasowych dwóch powstały trzy ośrodki władzy. Jak w tym triumwiracie uzgodnić zmianę strategii polityczno-gospodarczej Polski w globalizującym się świecie? Tymczasem bez zmiany priorytetów nie ma co marzyć o państwie silnym i solidarnym.
Gdyby ktoś chciał jednym słowem określić nastrój wyborców PiS po sobotniej nominacji prof. Zyty Gilowskiej na stanowisko wicepremiera i ministra finansów, powiedziałby: dezorientacja. Jest to kolejne z serii posunięć personalnych zupełnie nieczytelnych dla narodowego i katolickiego elektoratu Polski solidarnej.

Rząd z kredytem zaufania
Z równie zaskakującymi decyzjami mieliśmy do czynienia w chwili tworzenia gabinetu przez Kazimierza Marcinkiewicza. Niektóre propozycje obsady stanowisk ministrów nowego rządu wprawiły zaplecze PiS w zdumienie - chodzi zwłaszcza o powołanie na szefa dyplomacji Stefana Mellera, kojarzonego z układem udecko-postkomunistycznym, usadowienie Andrzeja Mikosza, prawnika świadczącego usługi zagranicznym inwestorom, w fotelu ministra Skarbu Państwa czy też powierzenie resortu finansów Teresie Lubińskiej - byłej współpracownicy Leszka Balcerowicza, związanej z Unią Wolności. Właściwie niewiele wtedy brakowało, aby partie, na których poparcie liczyło PiS, okrzyknęły nowy gabinet - rządem zdrady obietnic wyborczych.
Minister Lubińska zaraz jednak rozproszyła te obawy - wypowiadając się publicznie przeciwko wpychaniu Polski na siłę do strefy euro oraz krytykując drenaż rynku przez hipermarkety, przez co stała się negatywną bohaterką liberalnych mediów. Minister Mikosz, mimo poważnego konfliktu wokół ZEDO, zyskał sobie sympatię sprzeciwem wobec fuzji banków PKO SA i PBH pod patronatem UniCredito Italiano oraz zapowiedzią "powalczenia" z Eureko o PZU (choć sympatia w tym wypadku nie była wolna od podejrzeń). Meller zaś, jako zawodowy dyplomata, a nie polityk, unikał wypowiadania zdecydowanych, samodzielnych sądów, więc szybko o nim zapomniano. Z czasem więc obawy w stosunku do poszczególnych członków gabinetu przyćmił ogromny kapitał zaufania, jakim obdarzony został Marcinkiewicz w szerokich kręgach społeczeństwa. Atakowany zawzięcie przez media premier czuł za plecami wyraźne poparcie opinii publicznej.

Koniec małej stabilizacji
I gdy już wydawało się, że rząd jako tako się ustabilizował i może "naprawiać Polskę" (jak mawia premier), nagle, nieoczekiwanie zapadły jedna po drugiej decyzje o zdymisjonowaniu najbliższych współpracowników Marcinkiewicza: ministrów Mikosza i Lubińskiej, i powołaniu na wicepremiera i ministra finansów prof. Zyty Gilowskiej, do niedawna - "flagowego okrętu" Platformy Obywatelskiej, promotorki hasła "3x15"... Szerokie rzesze zwolenników obecnego rządu poczuły się zdezorientowane i oszukane.
Pierwsza fala komentarzy na temat tej nominacji oparta była - jak celnie zauważył felietonista "Rzeczpospolitej" - na schematach czysto personalnej rozgrywki: prezes jakoby zagrał na nosie Platformie, wyciągnął jej "wizytówkę", utrudnił PO głosowanie przeciw budżetowi, upokorzył Giertycha i Leppera za "becikowe" etc. Takie komentarze mają podstawową słabość - nie biorą pod uwagę, że ktoś może traktować politykę inaczej niż w kategoriach gry. Co prawda minione 15 lat dawało podstawy do takiej opinii, niemniej warto chyba założyć, że tak doświadczony polityk, jak Jarosław Kaczyński, wie, iż nie da się zbudować szerokiej formacji i rządzić wyłącznie przy pomocy manewrów politycznych, bez wiarygodnego społeczno-gospodarczego planu. Jeśli zaś lider PiS ma plan, to oczywiście powstaje pytanie: jaki?

Ani solidarna, ani liberalna
Zazwyczaj odpowiedź na to pytanie mieści się w ramach haseł z okresu kampanii, czyli wyboru między Polską solidarną a Polską liberalną. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że ostatnie dymisje nijak nie pasują do żadnego z tych scenariuszy. Gdyby lider PiS chciał odejść od dotychczasowej liberalnej polityki gospodarczej na rzecz większego solidaryzmu społecznego, który zakłada zwiększenie redystrybucyjnej roli budżetu, nie zaoferowałby Gilowskiej teki ministra finansów, a tym bardziej nie uczyniłby jej wicepremierem. Z drugiej strony jednak - jeśli Kaczyński chce kontynuować politykę liberalną, to po co pozbywał się ministra Mikosza? Któż lepiej niż on umiałby przygotować nasz rynek do wymagań globalnej konkurencji? Przecież jego ewentualny następca - poseł Jasiński - na rynku kapitałowym się nie zna. Powstaje obawa, że - przy całej jego dobrej woli - zastępy cwaniaków rodzimych i obcych, od lat żerujące na prywatyzacji, wyciągną mu spod ręki jeden po drugim najlepsze kąski. Obie dymisje, rozpatrywane naraz, jawią się więc jako posunięcia pozbawione sensu, a w każdym razie zmierzające w przeciwnych kierunkach.

Ekonomiczna dysleksja?
Pozostaje jeszcze jedna możliwość - że Jarosław Kaczyński, którego natura obdarzyła znakomitym instynktem politycznym, jest nieuleczalnym "dyslektykiem" w zakresie gospodarki, której nie rozumie i nie czuje. To tłumaczyłoby, dlaczego podejmuje tak niespójne kroki wobec gabinetu Marcinkiewicza. Hipotezę tę nominacja Gilowskiej tylko potwierdza: oznacza, że Kaczyński, czując się na gruncie gospodarczym bardzo niepewnie, postanawia dokooptować do składu gabinetu osobę kompetentną, którą zna od dawna i do której ma zaufanie, choć jej poglądów gospodarczych nie rozumie.
Dlaczego jednak zdecydował się na dekompozycję rządu w momencie, kiedy pozycja premiera Marcinkiewicza po sukcesie w Brukseli niesłychanie się wzmocniła? Odpowiedź może być tylko jedna: lider PiS najwyraźniej się obawia, by w osobie premiera nie wyrósł mu polityczny konkurent, który utrudni budowę jednej, szerokiej, centroprawicowej formacji. Dlatego postawił przy nim obdarzoną dużym temperamentem polemicznym i silną osobowością prof. Gilowską, która ma duże szanse przyćmić małomównego, powściągliwego Marcinkiewicza. I dlatego bez targów zgodził się dodać jej do teki ministra finansów funkcję wicepremiera.
Rząd Marcinkiewicza z Zytą Gilowską jako wicepremierem nie jest już tym samym rządem. Premier, który stracił zaufanych ministrów, wyszedł z tych zmian wyraźnie osłabiony. Wiele wskazuje na to, że powtórzy się scenariusz znany z czasów premierów Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej i Buzka: nie szef gabinetu, lecz pani wicepremier minister finansów odgrywać będzie rolę głównego reżysera przemian gospodarczych, nadając im antyspołeczne, liberalne piętno. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że resorty siłowe od początku pozostawały w rękach najbliższych współpracowników Kaczyńskiego, to Marcinkiewiczowi pozostaje wyłącznie rola koordynatora prac rządu, w której wspierać go będzie coraz liczniejsze grono osobistych doradców skupionych w kancelarii premiera.

Ktoś musi zdecydować
Mamy więc obecnie po stronie rządu trzy ośrodki władzy w osobach: prezesa PiS, premiera i nowej wicepremier. Tymczasem na rozstrzygnięcie czekają kluczowe dla istnienia państwa polskiego sprawy. Ktoś musi wreszcie podjąć polityczną decyzję o kierunkach ZMIANY naszej dotychczasowej strategii działania w globalizującym się świecie.
1. Polacy powiedzieli jasno, że nie życzą sobie kontynuowania polityki osłabiania naszej państwowości i stopniowego rozmywania jej w organizmach ponadnarodowych. Ta destrukcyjna tendencja, w Europie posunięta do granic absurdu, na świecie wcale nie jest powszechna, struktury państwowe mają się dobrze i - jak dotąd - nic nie zapowiada utworzenia globalnego kołchozu.
2. Jeśli chcemy zachować własne państwo, musimy ugruntować jego siłę i suwerenność ekonomiczną. Nie jest to łatwe w warunkach coraz szerzej otwartego globalnego rynku. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy umocnieniu państwa lepiej będzie służyć gospodarka kontrolowana przez to państwo, przynajmniej w strategicznych dziedzinach, czy też w pełni sprywatyzowana? Odsuwanie decyzji może okazać się tragiczne w skutkach. Jeśli liberalizacja rynków będzie postępować, a nasze podmioty gospodarcze - państwowe i prywatne - nie zostaną do tego przygotowane, możemy - wskutek działania mechanizmów rynkowych - przegrać w globalnej konkurencji i stracić kontrolę nad resztą majątku narodowego. Trzeba też maksymalnie odsunąć termin naszego wejścia do strefy euro, zerwać z polityką NBP podtrzymywania nadwartościowej złotówki, zdywersyfikować dostawy surowców energetycznych i uruchomić własne złoża, znaleźć mechanizm podtrzymywania konkurencyjności polskiego rolnictwa w warunkach liberalizacji rynków rolnych etc.
3. Budowy państwa solidarnego nie da się połączyć z liberalną tendencją do ograniczania redystrybucyjnej roli budżetu państwa i prywatyzacji wszelkich sfer życia społeczno-gospodarczego. Dobór osób do realizacji prospołecznej polityki nie może być przypadkowy i wynikać wyłącznie z ich kompetencji w dziedzinie nauk ekonomicznych, ponieważ istotą sprawy jest w tym wypadku POLITYCZNY WYBÓR.
Który z trzech wymienionych ośrodków władzy narzuci pozostałym własną polityczną optykę - zobaczymy już wkrótce.
Małgorzata Goss


Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.07
6,899,126 Unikalnych wizyt