Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

Ojca Mieczysława Krąpca bój o polską kulturę (cz. 2)

Musimy wracać do dziedzictwa, jakie nam pozostawił Ojciec Profesor Mieczysław Albert Krąpiec - wielki i szlachetny Polak i kapłan. To jest nasz obowiązek, który musimy wypełniać dla dobra Polski i dla dobra Kościoła.

W każdym systemie zniewalającym człowieka główna linia obrony musi biec poprzez kulturę. Bo nawet jeśli rozgorzeje wojna i sięgamy po miecz, to przecież musimy wiedzieć, kim jesteśmy i kto jest naszym wrogiem, musimy znać słabości i siłę, naszą i wrogów. Musimy też wiedzieć, dlaczego ta wojna ma miejsce, czy chodzi tylko o zwykły rozbój, czy może o jakieś sprawy głębsze, ideowe, bo może jest to wojna cywilizacji? A zdarza się, że jakieś społeczeństwo coraz słabiej rozpoznaje, że jest zniewalane, że toczy się wojna, ale bezkrwawa. Ma to miejsce wówczas, gdy stosowane są środki znieczulające, gdy społeczeństwo poddawane jest hipnozie i zapada w sen, tracąc krok po kroku poczucie rzeczywistości. To też jest wojna, ale trzeba umieć ją rozpoznać; a jak rozpoznać, jeśli umysł człowieka jest otępiały?
Ojciec Profesor Krąpiec przez pierwsze prawie dwadzieścia lat swego życia widział Polskę niepodległą, odradzającą się do życia po ponadwiekowej niewoli, po zaborach. Potem przez 6 lat patrzył na Polskę napadniętą i niszczoną, Polskę, na którą Niemcy i Sowieci wydali wyrok śmierci. Potem nastała Polska, którą nazwano PRL-em; nie był to wprawdzie Związek Sowiecki, ale nie była to też Rzeczpospolita. Wreszcie przyszedł rok 1989, upadek komunizmu i odzyskanie niepodległości. Ale mijały lata i coś ta Polska nie bardzo przypominała samą siebie.
Ojciec Profesor widział to bardzo wyraźnie, bo przecież mało kto posiadał taką paletę doświadczeń, jak właśnie on. Komuś, kto urodził się w PRL-u w latach 60. lub 70., łatwo wmówić, że mieszkając w bloku przy ulicy Kasztanowej z widokiem na inny blok, dziś mieszka w Rzeczypospolitej, bo z okien widzi reklamy firm zachodnich, a nie napisy zachwalające czyn produkcyjny. Ale mówienie o niepodległości komuś, kto żył na Kresach, gdzie w takich miastach jak Tarnopol czy Lwów tętniło polskie życie, na Kresach zdobionych tysiącami kościołów, klasztorów, pałaców i dworów, na Kresach, gdzie kwitły gimnazja klasyczne, opromienione kultem polskich dziejów i blaskiem kultury polskiej, mówienie o niepodległości, gdy zmiana systemu jest tylko zmianą nazwy, to wszystko brzmieć musiało niezbyt wiarygodnie, zwłaszcza że i sama mowa była jakaś niedokształcona, jakby mówiący mieli poprzetrącane szczęki, jak gdyby nigdy nie słyszeli prawdziwej polskiej mowy i mieli koślawe pióra. Ojciec Profesor często z rozrzewnieniem wspominał: w czasie wojny prawidłowej polskiej wymowy uczył mnie w Krakowie sam Osterwa, i to przez dwa lata; miał zajęcia u Dominikanów. Faktycznie, do końca swoich dni, Ojciec Profesor mówił głębokim, wyraźnym głosem, a przecież zbliżał się powoli do dziewięćdziesiątki. Więc gdy słyszał, jak mówi współczesna inteligencja, to nie miał wątpliwości, że to jeszcze nie była Polska.
Człowiek potrzebuje kultury, aby być człowiekiem. Nie ma czystego stanu natury. Każda ludzka natura jest formowana przez jakąś kulturę, a proces ten rozpoczyna się już w łonie matki. Ale kultura kulturze nierówna. Gdy dziś słyszymy różne hasła w rodzaju: więcej tolerancji i pluralizmu, to musimy od razu mieć przed oczami różne kultury śmierci, gdzie zabijanie ludzi miało nawet uzasadnienie religijne (Aztekowie). Czy to też należy akceptować w ramach akceptacji dla odmienności? Z drugiej strony, nie każda społeczność doszła do poziomu narodu, wiele zatrzymało się na poziomie rodowym lub plemiennym. Miało to swoje konkretne konsekwencje, ponieważ w kulturze rodowej podmiotem, któremu przysługują wszystkie prawa, jest tylko głowa rodu, w kulturze plemiennej będzie to jakiś naczelnik, a reszta, łącznie z rodziną, to służba lub niewolnicy. Były też cywilizacje ponadplemienne, ale nie narodowe, jak na przykład Bizancjum. Był to system scentralizowany, gdzie głową państwa i Kościoła był kaizer - cesarz. Jego wola decydowała o tym, co jest zgodne z prawem, a co nie (quod principi placet legis habet vigorem - co podoba się władcy ma moc prawa), oraz w co ludzie mają wierzyć (cezaropapizm). Bizancjum upadło, ale bizantynizm objął Europę swoimi ramionami: niemieckim od zachodu i rosyjskim od wschodu. A pośrodku - Polska. Polska łacińska, miłująca wolność, wierna Rzymowi, katolicka. Inny świat, bo inna cywilizacja. Ale dlatego też wielokrotnie skazywana przez Bizantyńców ze wschodu i zachodu na unicestwienie. Dawniej i dziś. Ojciec Profesor bardzo cenił Feliksa Konecznego, jak i mniej znanego, ale równie ciekawego autora, Michała Pawlikowskiego ("Dwa światy", Londyn 1952). Ta perspektywa ścierania się różnych cywilizacji pozwalała lepiej zrozumieć dzieje i losy Polski, dlaczego była atakowana, ale też pozwalała docenić, mimo porażek, jej niezwykły heroizm.
Kultura narodowa różni się od kultur rodowych, plemiennych czy sakralnych tym, że postrzega człowieka jako osobę, a więc główny podmiot życia, podmiot, który jest zdolny do poznawania prawdy, do wyłonienia aktów decyzyjnych, do zachwycania się pięknem. Całe życie społeczne ma być zogniskowane wokół człowieka, żeby mu pomóc rozwijać się i być coraz bardziej suwerenem. Bo głównym suwerenem ma być człowiek, a państwo ma być suwerenne tylko po to, żeby jego obywatele mogli być suwerenami. Gdy państwo za cenę suwerenności pomija suwerenność osoby, staje się państwem totalitarnym. Ale może być też totalitarne wówczas, gdy w miejsce suwerenności postawi się wolność. Liberalizm to druga twarz socjalizmu, jedno i drugie jest ostatecznie totalitaryzmem.
Suwerenność to nie to samo co wolność. Dlaczego? Dlatego że suwerenność oznacza zdolność do podjęcia decyzji, a decyzja wymaga zastanowienia, rozpatrzenia różnych wariantów, zarówno pod kątem ich prawdziwości, jak i słuszności, a to jest sfera działania intelektu; dopiero potem, jako kolejny krok, następuje wybór, który należy już do naszej woli. Gdy natomiast człowiek nie potrafi myśleć, rozważać, analizować, a przechodzi od razu do wyboru, to jest to albo działanie na oślep, albo też bezwiedne (czyli nie-świadome, nie-rozumne), jest to posłużenie się wolą czy to przez uczucia, czy też przez jakieś zewnętrzne uwarunkowania zaprogramowane przez kogoś innego. Bez własnego rozumu jesteśmy tak lub inaczej manipulowani! Z tego wynika, że człowiek powinien ze szczególną troską podchodzić przede wszystkim do swego rozwoju intelektualnego, aby być zdolnym do prawidłowego używania rozumu. Dziś trąbią tyle o wolności, a rozum jest całkowicie sponiewierany. A przecież bez rozumu nie ma wolności.
Ileż to razy Ojciec Profesor powtarzał, jak ważną dla budowania w nas człowieczeństwa jest zdolność samostanowienia, samoposiadania, samodecydowania. Ale to jest wielka praca wychowawcza, której pierwsze i główne impulsy muszą iść ze strony społeczeństwa, poczynając od rodziców, od matki. Tymczasem co mamy dziś? Dziś nasze tak delikatne, a tak ważne struktury i władze poznawcze są deformowane, rozbijane jest poznanie zmysłowe, zaburzana jest wyobraźnia, nie ćwiczy się pamięci, nie uczy filozofii. Człowiek, mówiąc brutalnie, żyje tylko od wlotu do wylotu. Gra się na nim jak na bezwolnym instrumencie. Nie na tym polega ludzka wolność i ludzka suwerenność. My nadal jesteśmy zniewalani, powtarzał Ojciec Profesor.
Najbardziej ubolewał nad upadkiem polskiej humanistyki. Doceniając osiągnięcia na polu nauk szczegółowych, przerażony był stanem humanistyki, którą tak skutecznie i długotrwale zżerał marksizm, aż została sieczka, trociny, które ochrzczono mianem postmodernizmu. W Polsce nie ma humanistów, powtarzał, nie ma profesorów. Robią kariery po to, by administracyjnie przeszkadzać tym, którzy pracują dla ratowania kultury narodowej. Przykład? Podjęty zostaje niesamowity projekt opracowania wielotomowej encyklopedii filozofii. Ukazało się kilka słowników, ale encyklopedią, poważną, wielotomową, poszczycić się mogą niektóre tylko narody, Niemcy, Włosi, Anglicy i Amerykanie, bo o encyklopedii sowieckiej wstyd wspominać. A tu pojawia się Polska. Ruszamy z pracą, by zdążyć z wydaniem pierwszego tomu na czas, czyli na rok 2000. Polską rządzi AWS, partia prawicowa, katolicka, patriotyczna - takie były hasła wyborcze. Ale Ministerstwo Nauki (KBN) nie było zainteresowane wsparciem tego projektu, odrzucali wniosek po wniosku (1998 r., prof. Lech Witkowski, prof. Henryk Jankowski, prof. Jerzy Poganowski). Czy to jest Polska, pytaliśmy. Co to za "profesorowie"?
Ale to były też wyraźne znaki, że Polska nie jest jeszcze niepodległa, a władza pilnuje, aby społeczeństwo nie osiągnęło zbyt wysokiego poziomu zdolności używania rozumu, do czego przecież potrzebna jest rzetelna i źródłowa wiedza. Bo naród istnieje poprzez swoją odpowiednio wysoką kulturę. Jeśli tak, to tym bardziej trzeba walczyć o kulturę, nie ustępować, zwracać się do ludzi dobrej woli.
I tu okazało się, że wcale nie było i nie jest ich mało. Ojciec Profesor wcześnie dołączył do grona prelegentów i słuchaczy Radia Maryja. Prowadził swoje krótkie, ale jakże głębokie przemyślenia przez kilka lat. Miał wiernych słuchaczy, którzy dzięki Radiu mogli go usłyszeć. Bo przecież profesorowie zazwyczaj zwracają się tylko do studentów, i to w odizolowanych od normalnego świata instytucjach, jakimi są szkoły wyższe. A tu okazało się, że grono studentów liczy nie sto czy pięćset osób, ale tysiące, a może i miliony. Ci studenci, których wiek nie grał żadnej roli, byli złaknieni prawdy, prawdziwej wiedzy o Polsce, o jej dziejach, o jej kulturze, o takiej Polsce, jaką znał - również z autopsji, Ojciec Profesor. Każde wystąpienie Ojca Profesora było wielkim wydarzeniem, potrzebnym zarówno słuchaczom, jak i Radiu.
Albowiem fala ataków na Radio Maryja nie ustawała, próbowano Radio po prostu zamknąć. Aż nie pozostało nic innego, jak szukać ratunku w Rzymie. Ojciec Krąpiec dwa razy bezpośrednio interweniował u Ojca Świętego w sprawie Radia Maryja. Interweniował skutecznie.
Musimy wracać do dziedzictwa, jakie nam pozostawił ten wielki i szlachetny Polak i kapłan. To jest nasz obowiązek, który musimy wypełniać dla dobra Polski i dla dobra Kościoła. I musimy dziękować Bogu za to, że w naszych dziejach nie pozostawia nas samych, że zsyła nam ludzi na miarę czasów, ludzi wielkich, gdy czasy są trudne. Takim był Ojciec Profesor Mieczysław Albert Krąpiec.
Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński,
kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL


Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.07
7,422,654 Unikalnych wizyt