Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

Waszej ziemi już nie ma

Skromny domek na niewielkim wzniesieniu porośniętym młodym lasem. Można z niego wyjść zarówno w głąb lasu, jak i na oddaloną o kilkadziesiąt metrów ulicę, którą w kilka minut dojeżdża się do centrum Wilna. Cała działka liczy kilkanaście arów. - Tyle nam zostało z naszej ziemi - mówi smutno pan Roman. Wraz z bratankiem stara się od blisko 20 lat o zwrot dwuhektarowej działki, która znajduje się obecnie w granicach stolicy Litwy. Dotychczas nie odzyskali nic. - W urzędzie usłyszałem, że naszej ziemi... już nie ma - mówi rozgoryczony. - Tu wszyscy Polacy są w podobnej sytuacji - dodaje.

Według Narodowego Urzędu Ziemskiego, w Wilnie na zwrot ziemi czeka ok. 6300 osób, niemal wyłącznie Polacy. Tymczasem naczelnik powiatu wileńskiego mówił niedawno, że w stolicy nie ma już ziemi do zwrotu. Jak dotąd w mieście ziemię odzyskało tylko ok. 800 osób.
Tadeusz Andrzejewski, były doradca ds. mniejszości narodowych poprzedniego premiera Litwy Gedyminasa Kirkilasa, podważa jednak twierdzenia o tym, że nie ma już czego zwracać w Wilnie. - Jest jeszcze wolna ziemia, ale - powiedzmy - ukrywana. Co to znaczy? Wiele działek, o których zwrot ubiegają się prawowici właściciele, zakwalifikowano jako tereny rekreacyjne, np. jako parki miejskie, które nie podlegają zwrotowi. To jest nadużycie, ponieważ wiele takich nieruchomości w rzeczywistości nie ma wartości rekreacyjnych - uważa Tadeusz Andrzejewski.
Pan Czesław, który wraz z rodziną ubiega się od prawie 20 lat o zwrot 4,4 ha w granicach administracyjnych Wilna, kilkanaście kilometrów od centrum miasta, podaje inny powód odmowy zwrotu ziemi, z którym sam się zetknął. - Mnie tłumaczono, że nie oddadzą mi ziemi, na której po wojnie wyrósł las, bo lasy nie są zwracane. Ale Uniwersytetowi Wileńskiemu oddano działki tak samo zalesione - mówi rozżalony pan Czesław.

Władze rozdają cudzą własność
W przypadku pana Czesława historia zwrotu ziemi albo - mówiąc inaczej - drogi przez mękę zaczęła się w 1991 roku. - Kierowaliśmy już sprawę do sądów, pisaliśmy do prezydenta, premiera, a nawet do władz Polski. Jak dotąd, bez skutku - mówi rozżalony wilnianin. Przyznaje, że otrzymywał odpowiedzi, z których jednak nic nie wynikało. Władze litewskie cały czas odpowiadały to samo: sprawa zwrotu ziemi jest realizowana. - Tyle to sam wiem, choć nic z tego nadal nie wynika - podkreśla.
Dodaje, że otrzymał nawet decyzję, iż działki, o których zwrot się ubiega, zostały wydzielone i przeznaczone do zwrotu, ale do tej pory pan Czesław nic nie otrzymał. Jego zaniepokojenie jest tym większe, że przed kilkoma laty część ziemi, o której zwrot zabiega, została przez władze litewskie... przekazana Uniwersytetowi Wileńskiemu, i to bez wiedzy samych zainteresowanych. Sprawa wyszła na jaw dopiero podczas opracowywania dokumentów przez służby geodezyjne.
- Proszę, jacy dobrzy urzędnicy, oddali uniwersytetowi moją ziemię, czemu swojej nie oddali? - pyta pan Czesław. Po chwili dodaje, że otrzymał już części działek, o których zwrot od lat się ubiega, tyle że nie wie, co z nimi zrobić...

Po 4 metry kwadratowe na 5 działkach
Pan Czesław otrzymał mianowicie decyzję o zwrocie w sumie ponad 3 arów ziemi... rozrzuconej na 5 różnych działkach. Średnio przyznano mu po ok. 4-6 metrów kwadratowych (sic!) na 5 działkach oddalonych od siebie, do "spółki" z innymi właścicielami. - Co mam zrobić z taką ziemią? - pyta rozgoryczony wilnianin.
- Można najwyżej dogadać się z pozostałymi właścicielami, ustalić podział działek pomiędzy nimi i wyodrębnić normalne działki rekreacyjne czy budowlane, które następnie można podzielić na nieruchomości o normalnych rozmiarach - odpowiada Tadeusz Andrzejewski. Zaznacza jednak, że rzadko się to zdarza, bo często musiałoby się porozumieć... kilkuset współwłaścicieli.
Problem ten jest wynikiem wadliwych przepisów dotyczących zwrotu ziemi w dawnych tzw. wsiach sznurowych. Chodzi o miejscowości, w których wybuch II wojny światowej przerwał proces reformy rolnej i scalania gruntów dzielonych wcześniej według tzw. sznurów. Na tej zasadzie np. spadkobiercy otrzymywali działki w różnych miejscach, by mieć jednocześnie ziemię orną, łąkę czy las. Prowadziło to do rozdrobnienia działek, więc już w okresie międzywojennym przeprowadzano na Wileńszczyźnie reformę mającą na celu rozwiązanie tego problemu, dotyczącego dziś głównie niektórych dzielnic Wilna, które przed wojną były podstołecznymi wioskami.
W takiej sytuacji są m.in. mieszkańcy dzielnicy Ludwinowo, do 1968 r. podmiejskiej wioski o takiej samej nazwie. Dziś ponad 100 osób czeka tam na zwrot ziemi.
Jednak władze Litwy w XXI wieku, jak widać, nie umiały albo nie chciały się uporać z tym problemem.

Litwini przenoszą jeziora
Znacznie łatwiej i szybciej załatwiono natomiast przekazywanie ziemi obywatelom narodowości litewskiej z głębi kraju, którym ustawa zezwalała na "przenoszenie ziemi" z innych części, np. do stolicy.
Skutków tych zapisów doświadczył także pan Edward. - Przed 10 laty podpisałem z władzami powiatowymi umowę na 25 lat na dzierżawę jeziora niedaleko Wilna. Znajdowało się ono wówczas w fatalnym stanie, było zamulone, a ryby na wymarciu. Oczyściłem je, zarybiłem, zgodnie z umową zostałem także zobowiązany do sporządzania corocznych raportów z tego, jak wykorzystuję jezioro. Muszę także ochraniać je przed kłusownikami, a jednocześnie rozliczać się z odławianych ryb - relacjonuje pan Edward. Jednak pewnego dnia usłyszał od urzędników, że znalazł się właściciel, któremu przekazano 2 ha z dzierżawionego przez niego 14-hektarowego zbiornika... Właściciel pochodzi z głębi Litwy. Okazało się, iż jakoby miał prawo do 2 ha jeziora w innej części kraju i zamiast niego otrzymał "działkę" na jeziorze pod Wilnem, na zasadzie przeniesienia ziemi. - To ja muszę dbać o to jezioro, rozliczać się z każdej ryby, a ten człowiek może sobie odławiać ryby i to na całym akwenie - oburza się pan Edward.
Dodaje, że mimo podpisanej umowy powiedziano mu, iż być może zostaną "zwrócone" także inne części jeziora ubiegającym się o zwrot osobom.
Takich przypadków jest znacznie więcej. Pan Czesław pokazuje nam działkę, o której zwrot starali się jego krewni i również padli ofiarą "przenosin" ziemi.
Dojeżdżając do działki, aż trudno uwierzyć, że to wciąż miasto. Wąska, asfaltowa droga prowadzi przez porośniętą mieszanym lasem górę, z której zjeżdżamy do niezbyt szerokiej, za to dość długiej doliny. Jej dnem przepływa niewielki potok. U stóp malowniczego przeciwległego wzgórza, tuż za potokiem, widać nowo powstałe domy, budowane w nowoczesnym stylu. Na tle okolicznych szarych budynków, pamiętających co najmniej czasy Breżniewa, a może nawet Chruszczowa, stanowią niezwykły kontrast.
- O, właśnie te domy stoją na działce mojej babci - wyjaśnia pan Czesław, pokazując nowe wille. Dodaje, że dziś należą do rodowitych Litwinów, którzy "przenieśli" tutaj działki z innych miejsc kraju.
Trudną sytuację Polaków wykorzystują litewskie grupy przestępcze oferujące "załatwienie" zwrotu ziemi, tyle że... w zamian za odstąpienie np. połowy działki. Jeden z Polaków, który wolał wypowiedzieć się anonimowo, przyznaje, iż jemu również składano takie propozycje. Jednak odmówił. Nadal więc czeka na zwrot, choć - jak przyznaje - ma coraz mniej nadziei na odzyskanie własności.
Pan Czesław też miał propozycje "załatwienia" zwrotu ziemi poprzez dziwne osoby, z którymi trzeba byłoby "podzielić się" nią. Składane były jednak pośrednio, poprzez innych ludzi.

Rozsiać Polaków
Okazuje się, że obrót ziemią w Wilnie i jego okolicach to świetny interes. Cena metra nieuzbrojonej działki w granicach Wilna waha się od 25 do 30 euro (112-135 zł). W takim wypadku sprzedaż działek staje się intratnym przedsięwzięciem, na którym można zarobić nawet 1,1-1,3 mln zł (w przeliczeniu) za hektar ziemi.
Dlatego też znalazło się mnóstwo chętnych na ziemię w stolicy kraju i jej najbliższej okolicy, przede wszystkim Litwinów. Władze znacznie chętniej przekazywały im grunty, dlatego bardzo szybko zaczęło ich ubywać. Przykład tego procederu dawali zresztą sami przywódcy litewscy. - Swoje działki chcieli mieć w Wilnie nie tylko urzędnicy i parlamentarzyści, ale nawet były przewodniczący sejmu litewskiego Vytautas Landsbergis, któremu nocą wytyczano działkę na cudzej ziemi - opowiada mer samorządu rejonu wileńskiego Maria Rekść.
Jak zaznacza, władze litewskie mówiły też niemal wprost, że chodzi również o zmianę proporcji narodowościowych w Wilnie i okolicznych miejscowościach, gdzie Polacy stanowią większość. Mer rejonu wileńskiego podkreśla, iż niektórzy litewscy politycy niemal oficjalnie mówią, że Polaków trzeba "rozsiać" po kraju, ponieważ stanowią zbyt zwartą grupę narodowościową na Wileńszczyźnie.
Potwierdzeniem tego jest fakt, że na pozostałych terenach Litwy już prawie zakończono zwrot nieruchomości. W rejonie wileńskim ziemię odzyskała tylko niewielka grupa Polaków.

Czy w takim razie działania władz litewskich nie są przykładem zabronionej przez Unię Europejską i Radę Europy polityki rozbijania zwartych skupisk mniejszości narodowych?
- Rzeczywiście, konwencja ramowa Rady Europy zabrania rozpraszania zwartych skupisk mniejszości narodowych metodami administracyjnymi - przyznaje Tadeusz Andrzejewski, były doradca premiera Litwy ds. mniejszości narodowych. - Pisaliśmy w tej sprawie nawet raporty do Rady Europy. Eksperci tego gremium w sporządzanych w ostatnich latach raportach bardzo krytycznie oceniali wdrażanie przez Litwę konwencji ramowej RE odnośnie do przestrzegania praw mniejszości narodowych - dodaje, zaznaczając, że przedmiotem tej krytyki była jednak głównie sprawa pisowni nazwisk w języku polskim.
Andrzejewski podkreśla, że dyskryminacji ze względu na narodowość zabrania też litewska konstytucja. Problem w tym, że trudno udowodnić urzędnikom, iż dopuszczają się dyskryminacji z tego powodu, że nie chcą zwracać nieruchomości Polakom.

Do Strasburga?
Choć Polacy mają obecnie większość przedstawicieli w samorządzie rejonu wileńskiego, jednak ma to nikły wpływ na problem zwrotu ziemi. - Zwrotem ziemi zajmowały się do tej pory władze powiatowe, które nie podlegają samorządowi - tłumaczy mer rejonu wileńskiego Maria Rekść.
Dodaje, że mimo to władze samorządowe starają się pomagać ludziom ubiegającym się o zwrot nieruchomości. - Pomagamy np. w pisaniu wniosków i kompletowaniu dokumentacji, bo część Polaków nie zna urzędowego języka litewskiego - zapewnia mer rejonu wileńskiego.
Rozgoryczeni właściciele ubiegający się bez skutku o zwrot ojcowizny mówią wprost, że dzisiejsza Litwa, choć została przyjęta do Unii Europejskiej, nie jest państwem prawa, ponieważ nie szanuje własności prywatnej, a nawet własnego prawodawstwa.
Rozważają też zaskarżenie litewskich władz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. - Prawniczka, z którą rozmawialiśmy, jednak nie wierzyła, by to odniosło skutek - tłumaczy pan Czesław.
Pomysł ten sceptycznie ocenia też Grzegorz Sakson, prezes Związku Polaków Prawników na Litwie (ZPPL), który pomaga od lat w przygotowywaniu wniosków i dokumentacji dla osób ubiegających się o zwrot ziemi. - Przed kilkoma laty sam pisałem skargi do Trybunału w Strasburgu. Zostały jednak odrzucone - podkreśla.
Jak zaznacza prezes Sakson, są trzy podstawowe argumenty za odrzuceniem skargi. - Pierwszym argumentem jest to, że Europejska Konwencja Praw Człowieka weszła w życie 3 września 1953 roku, a Litwa ratyfikowała ją w 1995 roku. Natomiast ziemię odebrano właścicielom jeszcze w lipcu 1940 roku. Dlatego Trybunał zgodnie z podstawową zasadą "prawo nie działa wstecz" (lex retro non agit) nie może rozpatrywać spraw, których konwencja nie obejmuje czasowo - tłumaczy.
Kolejnym argumentem za odrzuceniem skargi jest to, że Trybunał rozpatruje indywidualne skargi obywatela przeciwko państwu. - A w tym wypadku Litwa nie może być właściwym podmiotem pozwanym przed Trybunałem, ponieważ ziemię znacjonalizował Związek Sowiecki, a nie Litwa - wyjaśnia. - Trzecim argumentem podawanym przez Trybunał w Strasburgu jest fakt, że wspomniana konwencja, a dokładnie protokół 1 art. 1 konwencji, obejmuje ochroną prawa majątkowe realne (aktualnie istniejące), natomiast nie obejmuje ochrony restytucji mienia znacjonalizowanego, czyli w tym wypadku państwo samo decyduje, w jakiej formie ma zwrócić mienie znacjonalizowane - dodaje prezes Sakson.
Jednocześnie wyjaśnia, że można wnosić skargi w tej sprawie na podstawie innych artykułów konwencji, np. zakazujących naruszania zasady obiektywnego i sprawiedliwego sądu czy przewlekania wykonania przychylnej dla obywatela decyzji sądowej, jak to było w 2003 roku w sprawie Jasiuniene przeciwko Litwie.
Grzegorz Sakson zaznacza też, iż nie należy spodziewać się zasądzenia przez Trybunał kompensacji materialnych i niematerialnych w "zawrotnej wysokości". Trybunał zazwyczaj w sprawach wygranych przez obywatela zasądza zwrot kosztów sprawy (koszty adwokackie), jak również może zasądzić zaledwie 1000-3000 euro kary tytułem wynagrodzenia szkód niematerialnych.
Prezes ZPPL podkreśla, że Trybunał w Strasburgu orzeka na podstawie konwencji i może przyznać, iż odpowiednie jej zasady (normy) zostały naruszone przez państwo, natomiast nie wydaje decyzji w sprawie zwrotu mienia. - Jeszcze jedną wadą Trybunału jest to, że termin, w jakim zostanie rozpatrzona skarga i wydane orzeczenie, jest długi: wynosi 5-6 lat od wniesienia skargi - dodaje.

Do sądów, ale z prawnikiem
Co w takiej sytuacji mają robić osoby od lat bezskutecznie ubiegające się o zwrot nieruchomości w Wilnie i jego okolicach? - Kierować sprawy do litewskich sądów - radzi Grzegorz Sakson. Prezes ZPPL przyznaje, że zdarzają się dziwne decyzje, nawet naczelnego sądu administracyjnego, niezrozumiałe dla prawników, ale są też przypadki wygranych spraw o zwrot ziemi.
ZPPL pomagał prowadzić wiele procesów sądowych o zwrot nieruchomości i często udawało się je wygrać, choć niestety zwykle odzyskiwano tylko część gruntów albo otrzymywano zamiast nich np. działki budowlane o wielkości 4-20 arów. Za utratę pozostałej części nieruchomości można uzyskać rekompensaty, choć - jak przyznaje Grzegorz Sakson - są one niewspółmiernie niskie w porównaniu z wartością rynkową utraconych gruntów. Można też otrzymać nieruchomości położone dalej od Wilna, jednak działki mają tam wielokrotnie niższą wartość niż w stolicy.
W ten sposób prezes ZPPL potwierdza opinie ludzi ubiegających się o zwrot nieruchomości, że obecnie są nikłe szanse na pełne zadośćuczynienie za bezprawie dokonane przez Związek Sowiecki. Żal Polaków jest tym większy, że władze niepodległej Litwy od 20 lat zachowują się tak, jakby chciały podtrzymać to bezprawie.
Mariusz Bober


Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.06
7,422,646 Unikalnych wizyt