Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

Zabezpieczenia w traktacie lizbońskim co najmniej jak w Niemczech

Z dr. Piotrem Wiśniewskim, pracownikiem naukowym Katedry Prawa Konstytucyjnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II Wydziału Zamiejscowego Nauk Prawnych i Ekonomicznych w Tomaszowie Lubelskim, rozmawia Mariusz Bober

Co zmieni w procesie legislacyjnym związanym z ratyfikacją traktatu lizbońskiego drugie już w tej sprawie referendum w Irlandii? Co będzie, jeśli Irlandczycy - o czym przekonują niektóre sondaże - tym razem zaakceptują traktat?
- Niezależnie od wyników irlandzkiego referendum proces integracji Unii Europejskiej będzie postępował i będziemy musieli przyjmować kolejne przepisy ustanawiane przez Unię. To, jakie to będą przepisy (bardziej czy mniej korzystne dla naszych interesów), zależy również od tego, kto będzie nami rządził.

A czy, według Pana, ratyfikacja tego dokumentu to kwestia prawna czy raczej polityczna?
- Gdy zaczynałem studia prawnicze uczono mnie, że prawo jest sztuką stosowania tego, co jest dobre i słuszne. Dziś jednak dominuje inne podejście do prawa. Sprowadza się ono do traktowania tej dziedziny jako sposobu realizacji poleceń polityków.

A więc uważa Pan, że prezydent Lech Kaczyński podpisze traktat reformujący? Wiele osób zwracało się do niego z prośbą o odrzucenie tego dokumentu jako godzącego w polską suwerenność.
- Traktat jest dokumentem prawnym. Zatem zastanawiając się nad jego ratyfikacją lub odrzuceniem, należałoby przeprowadzić dyskusję nad tym, co będzie dobre i słuszne z naszego, polskiego punktu widzenia. Tego mi zabrakło. Odnoszę wrażenie, że nasze elity polityczne stanęły jakby w rozkroku w myśl powiedzenia "jestem za, a nawet przeciw". W oczekiwaniu na to, że inni, w tym przypadku Irlandczycy, za nas podejmą tę refleksję, a następnie decyzję. Prezydent RP powiedział wprost, że jeżeli Irlandczycy przyjmą traktat, to i on go ratyfikuje.

A co będzie, jeśli Irlandczycy jednak odrzucą traktat?
- Wówczas zostanie utrzymany dotychczasowy stan, czyli traktat będzie martwy. Oczywiście pojawia się pytanie, czy politycy nie będą próbowali znowu przekonywać Irlandczyków do przyjęcia tego dokumentu. Słyszałem, że są też pomysły, aby wymienić wówczas całą administrację unijną, ponieważ nie rozumie ona oczekiwań Europejczyków. Wówczas przedstawiono by nową propozycję przyjęcia jakiegoś nowego dokumentu regulującego funkcjonowanie UE, być może kolejny traktat, który również niewiele różniłby się od dokumentu z Lizbony, podobnie jak ten był nieznaczną przeróbką konstytucji unijnej. To jest właśnie przykład realizacji prawa pod dyktando polityków.

Jednak sytuację trochę zmieniło chyba orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że żadne unijne prawo nie może być przyjęte bez zgody niemieckiego parlamentu. W efekcie tamtejsi politycy opracowali ustawę zabezpieczającą prawa władz RFN w stosunku do przepisów unijnych. W Polsce od razu część ekspertów wezwała do wprowadzenia analogicznych przepisów. Przyłączyłby się Pan do tych apeli?
- To też jest sprawa polityczna. Z jednej strony - wśród euroentuzjastów zapadła cisza. Mówią jedynie, że bez traktatu Unia padnie w globalnej konkurencji. Po werdykcie niemieckiego trybunału przekaz przede wszystkim był następujący: traktat lizboński jest zgodny z niemiecką konstytucją. Z drugiej strony pojawiły się także opinie, że z orzeczenia wynika, iż teraz Niemcy praktycznie będą decydować o funkcjonowaniu UE. Zresztą przy tej okazji wychodzi także sprawa roli trybunałów krajowych i unijnych. Przecież to już w latach 70. Europejski Trybunał Sprawiedliwości wyinterpretował z obowiązujących wówczas traktatów wyższość prawa wspólnotowego nad krajowym, włącznie z konstytucjami państw członkowskich.

Jak ma się do tego orzeczenie niemieckiego trybunału?
- Jeśli zderzymy je z orzecznictwem ETS oraz traktatem lizbońskim, który w części prawnej nie zawiera zasady wyższości prawa unijnego, to z prawnego punktu widzenia Niemcy mogli wydać taki werdykt. Z drugiej strony jest deklaracja polityczna (o wyższości prawa unijnego nad ustawodawstwem państw członkowskich), która została dołączona do traktatu, a niestety obecnie niekiedy zdarza się, że to właśnie te deklaracje mają większą realną siłę, ponieważ idzie za nimi jakieś inne działanie. Ponadto w UE bierze się też pod uwagę tzw. tradycję prawną, a orzeczenia ETS są niepodważalne. Więc odpowiedź na to pytanie zależy w rzeczywistości od tego, czy zwycięży tradycja prawna w UE czy polityka.

Część prawników polskich wzywa do wprowadzenia w naszym kraju ustaw, które - podobnie jak te przygotowywane w Niemczech po orzeczeniu tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego - zabezpieczałyby nas przed narzucaniem przez UE przepisów godzących w naszą suwerenność...
- W UE ma obowiązywać zasada równości i niedyskryminacji. Jeśli więc jedno państwo uzyskuje takie uprawnienia jak Niemcy, to także pozostałe strony traktatu, na którym oparta jest Unia, mają prawo do analogicznych zabezpieczeń. Próby innego ujęcia problemu wynikają jedynie z polityki, chyba że jakiś organ unijny wypowie się, że prawo unijne ma bezwzględną wyższość i orzeczenie niemieckiego trybunału nie ma żadnego znaczenia.

W jakiej formie należałoby przyjąć w Polsce zabezpieczenia podobne do tych, nad którymi pracują Niemcy? Oddzielnej ustawy? A może - jak twierdzą przedstawiciele Platformy Obywatelskiej - wystarczyłoby wprowadzić odpowiednie zmiany do ustawy o współpracy rządu z parlamentem?
- Forma - czy to będzie oddzielna ustawa, czy nowelizacja już istniejącej - nie ma znaczenia. Istotna jest jej treść. Ta zaś powinna wprowadzać co najmniej takie zabezpieczenia jak w Niemczech (mówię tu o orzeczeniu federalnego Trybunału Konstytucyjnego, a nie o podpisanych 24 września br. przez prezydenta RFN ustawach, które mają być odpowiedzią na wątpliwości trybunału, a których to treści nie miałem jeszcze okazji poznać). Można też wprowadzić takie zabezpieczenia do naszej Konstytucji i to z bezpośrednim sformułowaniem, że chodzi o Unię Europejską, a nie kamuflowaniem sytuacji przez stwierdzenia, że możemy przekazać część suwerenności jakiejś organizacji międzynarodowej. Niestety, obawiam się, że w obecnym Sejmie nie zbierze się odpowiednia do tego większość (dwóch trzecich) i także w tej sprawie wszystko może popsuć tzw. wola polityczna. Do tego dochodzą przyszłoroczne wybory prezydenckie, przed którymi w trakcie kampanii wyborczej politycy będą zapewne unikać twardych deklaracji.

Dziękuję za rozmowę.


Komentarze

#1 | sonia dnia October 11 2009
no coż Irlandia poległa,my tez zmuszeni przez
POLITYKOW,podpisalismy
a 2/3 w Sejmie potrzebne do zebrania większości to UTOPIA...brak po prostu woli politycznej tak w SLD,ktore nas wprowadzało do unii,jak i w platformie,ktorej jedynym marzeniem ...jest
Prezydentura i bycie w Unii,niestety

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.07
7,422,697 Unikalnych wizyt