Wyszukiwarka


Informacje

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria

Archiwum

· 2010 (77)· 2009 (497)· 2008 (593)· 2007 (564)· 2006 (443)

"Wprost" w nowych rękach?

Tygodnik "Wprost" 28 grudnia 2009 r. zmienił właściciela. Od kontrolowanej przez rodzinę Królów spółki Qebonto Holdings Limitem z siedzibą w Limassol na Cyprze 80 proc. udziałów w Agencji Reklamowo-Wydawniczej "Wprost" za 8,1 mln zł kupiła Platforma Mediowa Point Group, wydająca szerzące permisywizm moralny miesięczniki "Machina" i "Dlaczego".

Tygodnik "Wprost" został założony w Poznaniu 5 grudnia 1982 r., a więc w okresie stanu wojennego, i początkowo ukazywał się jedynie w Wielkopolsce. Największy rozwój pisma związany jest z osobą Marka Króla, który przyszedł do tygodnika w roku 1984. Został kierownikiem działu społeczno-politycznego, by już rok później objąć funkcję zastępcy redaktora naczelnego, a po kolejnych czterech latach przejąć całkowicie stery "Wprost". Jak się okazało, jego aktywna działalność w strukturach PZPR nie stanowiła przeszkody, by stał się kapitalistą. Z powodzeniem wcielał w życie projekt uwłaszczenia nomenklatury, dając towarzyszom partyjnym przykład, jak zaaklimatyzować się w nowym systemie politycznym.

Dziwna transakcja
Król, w 1989 r. kandydując z listy PZPR, został posłem Sejmu kontraktowego, gdzie zasiadał w Komisji Kultury i Środków Przekazu, odpowiedzialnej m.in. za projekt ustawy o likwidacji RSW "Prasa-Książka-Ruch". Przyjęta przez Sejm 22 marca 1990 r. ustawa zakładała sprzedaż poszczególnych tytułów lub przekazanie ich spółdzielniom dziennikarskim. Tę możliwość zdobycia tygodnika "Wprost" postanowił wykorzystać Marek Król. Założył Spółdzielnię Pracy Dziennikarzy "Wprost" i został jej prezesem. Spółdzielnia otrzymała więc tytuł od Komisji Likwidacyjnej RSW. Król jednocześnie - razem z Lechem Kruszoną, który w PZPR był instruktorem propagandy - założył Agencję Reklamowo-Wydawniczą "Wprost", która przejęła pismo od spółdzielni. Wokół tej dziwnej transakcji przez kilka lat toczyły się liczne spory prawne, łącznie z procesami sądowymi, jednakże ostatecznie w 1999 r. doszło do ugody, na mocy której Agencja Reklamowo-Wydawnicza "Wprost" zapłaciła Komisji Likwidacyjnej RSW milion dolarów za prawo do tytułu. Wówczas "Wprost" miało już silną pozycję na rynku prasowym i spore pieniądze, mogło więc sobie pozwolić na taki wydatek. Gdyby nie skomplikowana transakcja, w której Król występował zarówno jako sprzedający, jak i kupujący, dzisiaj nie byłby prawdopodobnie jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, a jego rodzina nie prowadziłaby rozległej działalności wydawniczej (obecnie są to pisma reklamowe przygotowywane dla dużych firm, w tym występujący w jednej z sieci dyskontów spożywczych cotygodniowy magazyn z programem TV).

Tygodnik postpezetpeerowski
Jak Król sam przyznał na łamach swojego pisma w maju 2006 r., "Upadek PRL, sukces, jakim był 'okrągły stół' i powstanie III Rzeczypospolitej, stworzyły niepowtarzalną okazję dla tygodnika 'Wprost'". Jednak nawet postkomunistyczna "Trybuna" pisała o tym tygodniku, że był "kontrolowanym przez esbecję wentylem bezpieczeństwa", a Aleksander Kwaśniewski wręcz nazwał "Wprost" gazetą ubecką. Wyraźne umocowanie partyjne tygodnika widać w samej biografii Króla, który nie był szarym członkiem PZPR, lecz wysoko postawionym partyjnym aparatczykiem. W ostatnim okresie funkcjonowania tej partii pełnił nie tylko funkcję posła na Sejm i rzecznika klubu poselskiego PZPR, ale również sekretarza Komitetu Centralnego PZPR do spraw propagandy. Według jednego z tygodników, w zasobach IPN znajdują się dokumenty świadczące o tym, że Marek Król był również współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Co dziwne, tego typu przeszłość aż do 2006 r. nie przeszkadzała mu pełnić funkcji redaktora naczelnego. Wówczas to - jak spekulowano - by uciszyć powtarzające się zarzuty w związku z agenturalną przeszłością, przekazał fotel naczelnego swojemu zastępcy Piotrowi Gabryelowi, lecz nadal wpływał na politykę redakcyjną, pełniąc funkcję prezesa Agencji Wydawniczo-Reklamowej "Wprost" wydającej tygodnik, i nie porzucił działalności dziennikarskiej, głosząc czytelnikom swoją wizję rzeczywistości za pomocą felietonów. Kontrowersje wzbudza również nazwisko Waldemara Kedaja, dziennikarza i dyplomaty z czasów PRL, a obecnie szefa działu zagranicznego "Wprost" - prywatnie ojca Hanny Lis. Kedaj, choć podejrzewany, kategorycznie zaprzeczał, jakoby był tajnym współpracownikiem służb PRL. Sporo spekulacji wywołała także osoba jednego z redaktorów "Wprost" Jerzego Marka Nowakowskiego, który był szefem działu światowego i drugim zastępcą redaktora naczelnego tygodnika, w opublikowanym raporcie o likwidacji WSI występował on bowiem jako współpracownik służb specjalnych III RP. Jednakże w 2008 r. sąd orzekł, że Antoni Macierewicz niesłusznie umieścił jego nazwisko w raporcie o likwidacji WSI. Dzisiaj redaktorem naczelnym "Wprost" jest Stanisław Janecki, który - mimo że w wielu programach telewizyjnych kreowany jest na prawicowego publicystę - wyraźnie utrzymuje obrany przez Marka Króla ideowy kurs pisma. Dlatego pojawiające się niekiedy wśród osób nieznających rynku mediów poglądy o tym, że "Wprost" ma prawicowy i konserwatywny charakter, są z gruntu fałszywe. Świadczy o tym nie tylko życiorys Marka Króla, ale przede wszystkim treść drukowanych artykułów. Wywoływane za pomocą kontrowersyjnych artykułów oraz grafik na okładkach skandale i konflikty szerzą w społeczeństwie apatię i zniechęcenie. Pozwalają utrzymywać zamieszanie, w którym trudno dostrzec czytelnikom troskę o dobro wspólne. Co najmniej dziwne w tym przypadku jest to odczytanie roli dziennikarzy. Przecież nie powinni być oni dywersantami rozsadzającymi ład społeczny, ale sługami prawdy, którym obca jest postawa młodego trefnisia cieszącego się z każdej psoty. Dziennikarzem nie powinna zostawać osoba o mentalności kibica stadionowego, dla którego ważniejsza jest zadyma niż pomyślność własnego Narodu.

Ataki na Kościół
Tygodnik "Wprost" wielokrotnie wykazywał brak poszanowania dla cnoty patriotyzmu, nie wahał się także atakować Kościoła. Z sondaży przeprowadzonych przez redakcję w 1992 r. wynikało, że czytelnikami tygodnika są przede wszystkim zwolennicy Unii Demokratycznej i SLD. Również w kolejnej ankiecie, przeprowadzonej w 1997 r., aż 53 proc. badanych określiło, że "Wprost" jest najbliższe Unii Wolności, która wyłoniła się w 1994 r. z połączenia UD i Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jak wówczas przyznawano, czytelnik "Wprost" buduje swoją wiedzę o rzeczywistości, sięgając także po "Gazetę Wyborczą", "Politykę" czy też Urbanowe "Nie". Można zatem wnioskować, że linia redakcyjna tych pism w dużym stopniu ze sobą koresponduje. We "Wprost" znajdziemy zajadłe ataki na rodzinę, życie poczętych dzieci czy Kościół katolicki. Dla przykładu, w nr 47 z 1992 r. aż roi się od tego typu tekstów. Ich publikacja usprawiedliwiana była wielokrotnie dążeniem do nowoczesności, zasadami demokracji czy prawami obywateli: "nikt poważny w Polsce nie krytykuje wiary katolickiej czy wartości chrześcijańskich, coraz więcej ludzi natomiast zaczyna dostrzegać zagrożenia płynące z polityki Kościoła. (...) Nie ma to jednak nic wspólnego z 'atakiem na Kościół'. Ludzie ci mają prawo wypowiadać swoje opinie". Jednocześnie próbowano sugerować, że proces laicyzacji jest zjawiskiem zarówno nieuchronnym, jak i naturalnym. Łatwo zauważyć, że tego typu stwierdzenia są wyłącznie zasłoną dymną mającą pomóc nie tylko w odciąganiu ludzi od wiary w Boga, ale i w zacieraniu różnicy między dobrem a złem. Bo jak inaczej nazwać próby przekonywania społeczeństwa, że zabójstwo poczętego dziecka nie jest złem. We wspomnianym numerze "Wprost" z 1992 r. sugerowano już w samym tytule artykułu Zbigniewa Lwa Starowicza, że jest to tylko "zabieg" a ponadto, że: "Najnowsze wyniki badań nie potwierdzają występowania u kobiet 'poaborcyjnego zespołu urazowego'". Na dodatek, by to kłamstwo choć trochę uwiarygodnić, stwierdzono nawet, że "Lęki, depresje, poczucie winy, złości do siebie czy partnera, ujawniane przez kobiety [niejednokrotnie przez całe dalsze życie - przyp. P.P.] nie są następstwami przerwania ciąży, lecz objawami typowego stresu". W numerze nie zabrakło także informacji o zabójczej pigułce RU-486, która wedle sugestii redakcji powinna być stosowana "jako środek antykoncepcyjny". Jakby tego było mało - w tym samym numerze znajdziemy jeszcze dwa artykuły o transseksualistach i reklamy kilku bluźnierczych książek. I nie jest to, niestety, jedyny tak tendencyjny numer tygodnika "Wprost". Szeroko walczono tam z lekcjami religii w szkołach czy krzyżami na ścianach budynków użyteczności publicznej. Sugerowano również, jakoby Kościół hierarchiczny aktywnie angażował się w wybory. Dokonano np. jawnej manipulacji, umieszczając księdza Prymasa Józefa Glempa w rankingu polityków tuż przed wyborami prezydenckimi w 1995 r. (nr 28/1995). We "Wprost" bez skrupułów krytykowano naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II, zarzucając mu zbytni konserwatyzm (nr 41/1995), a w 2002 r. tygodnik nie zawahał się również snuć dywagacji na temat ustąpienia Ojca Świętego w artykule zatytułowanym "Jak bardzo chory jest PAPIEŻ. Konsylium 'Wprost': lekarze stawiają diagnozę" (nr 24/2002). Natomiast wszelkie protesty sprzeciwiające się prześladowaniu ludzi wierzących bagatelizowano, kpiąc z tego. Tak uczynił to chociażby Wiesław Kot w felietonie opublikowanym w styczniu 2006 r., gdzie szyderczo pytał "'Środowiska chrześcijańskie' (kto to taki, koteczku?)". Również Radio Maryja, jego założyciel i dyrektor o. Tadeusz Rydzyk, a także miliony słuchaczy były stale na celowniku redaktorów "Wprost", zwłaszcza za nieugiętą postawę w obronie życia oraz przypominanie o konieczności zasad etycznych w życiu publicznym. Tygodnik ten w walce z toruńską rozgłośnią oraz Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej Ojców Redemptorystów wielokrotnie stosował pomówienia, próbował ośmieszać poprzez rysunkowe karykatury, a także nie wahał się wykorzystać, tak jak w 2007 r., odpowiednio zmontowanych podsłuchów.
Wszystkich manipulacji "Wprost" nie sposób przytoczyć w jednym artykule, a dokonana z końcem 2009 r. zmiana właściciela na Platformę Mediową Point Group wcale nie wróży zmian na lepsze. Pamiętamy, jak to wydawnictwo, podobnie zresztą jak AWR "Wprost", nie potrafiło uszanować wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej ("Machina") i również systematycznie drukowało w swoich dotychczasowych pismach materiały demoralizujące odbiorców.
Paweł Pasionek


Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

.::Podyskutuj z nami na forum::.

Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Zobacz na żywo w internecie

Czy wiesz, że możesz oglądać TV Republika online na żywo w internecie. Zobacz również TV Trwam na żywo online w sieci. Jedynie polskie stacje telewizyjne dostępne do odbioru.
Wygenerowano w sekund: 0.06
7,422,779 Unikalnych wizyt