Rodzina i zdrowie jest częścią wortalu Informacje
Zdrowa rodzina
18 Maj 2012 05:42:18
Komunia Święta w rodzinie
Niedawno uczestniczyłam we Mszy Świętej odprawionej za jednego ze zmarłych członków rodziny. Liturgia była pięknie przygotowana, ksiądz powiedział głębokie kazanie o Bożym Miłosierdziu. Moje dzieci, które dość szybko "wszystko zauważają", zwróciły uwagę na to, że bliscy osoby, za którą sprawowana była Najświętsza Ofiara, nie wiedzą, jak się zachować: kiedy uklęknąć, kiedy usiąść, co mówić. Czuli się najwyraźniej niezręcznie i rozglądali się, próbując naśladować innych uczestników Liturgii. Ksiądz, myśląc, że są to protestanci, powiedział wyraźnie przed Komunią Świętą, że Pana Jezusa mogą przyjąć tylko katolicy.

Prawda jednak okazała się bolesna. Nie byli to protestanci, tylko ludzie ochrzczeni w naszym Kościele. Dwoje dzieci w wieku jedenastu i piętnastu lat przystępowało do Pierwszej Komunii Świętej w wieku dziewięciu lat! Tymczasem podczas Mszy św. nie umieli się odnaleźć; wydawało się, że kompletnie nie rozumieją, co się dzieje. Ich rodzice deklarowali się jako niewierzący. Rodzi się więc pytanie: Czym dla tych dzieci i ich rodziców była Pierwsza Komunia Święta?
Obecnie dość często spotykamy się ze zjawiskiem traktowania sakramentów świętych: chrztu, Pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania, a nawet (przecież u ludzi już dorosłych) sakramentu małżeństwa jako swoistego obrzędu, niewiele wnoszącego obyczaju. Przygotowuje się wszystko dla dzieci, żeby nie miały kompleksów wobec innych, by przeżyły "piękną" uroczystość, w pięknym stroju księżniczki i księcia z bajki (co uwielbiają małe dzieci, a często również i duże), aby wreszcie spotkać się w niecodziennych okolicznościach z bliską i dalszą rodziną.
Przez tak potraktowaną uroczystość następuje totalna koncentracja dziecka na sobie samym (które i tak ma do tego skłonność od urodzenia jako skutek grzechu pierworodnego) i nie ma żadnych pozytywnych skutków dla duszy, czego dowodem jest szybkie odejście od jakichkolwiek praktyk religijnych i postępowania według Bożych Przykazań.
Jakiś czas temu kolega z pracy mojego męża, który deklarował się jako ateista, mówił o zajęciach związanych z bliskim przystąpieniem jego syna do Pierwszej Komunii Świętej. Kiedy mój mąż zapytał go, dlaczego bierze w tym udział, ten wykształcony, bardzo inteligentny człowiek odpowiedział, że tak się robi i nie ma się co zastanawiać. Oczywiście dziecko od czasu uroczystości pierwszokomunijnych nie przestąpiło progu kościoła. Nawiasem mówiąc, może tu tkwi wyjaśnienie, dlaczego w naszej Ojczyźnie jest tylu katolików, a codzienne życie i decyzje, jakie są podejmowane przez ludzi działających w różnych dziedzinach, są odległe od Ewangelii, a nawet po prostu z nią sprzeczne - swoista schizofrenia duchowa.
Komunia Święta jest oczywiście również wydarzeniem rodzinnym, ale należałoby się zastanowić, w jakim sensie.
Pan Bóg jest dla nas niezwykle cierpliwy i bardzo miłosierny. Często w sposób bardzo wyraźny staje na naszej drodze i przypomina o sobie, bo On jest naszym szczęściem, tym wszystkim, czego naprawdę najgłębiej pragnie nasza istota. Jak już mówił św. Augustyn, a po nim na wiele sposobów wielu chrześcijan: "Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu".
Przypomina mi się historia rodziny, z której dwoje dzieci przygotowywałam do Pierwszej Komunii Świętej. Rodzice chłopców byli ludźmi wykształconymi, deklarującymi się jako niewierzący. Nie wiadomo, dlaczego zdecydowali się na posyłanie synów na religię. Dzieci chodziły bardzo chętnie na zajęcia i oczywiście bardzo chciały przystąpić do sakramentu Eucharystii. Rodzice bardzo kochali swoich synów, więc na ich prośbę uczestniczyli w różnych spotkaniach przygotowujących do przyjęcia sakramentu. Próbowali również poszukiwać odpowiedzi na zadawane im pytania, nie zbywając swoich pociech byle czym. Tak więc prawdziwa miłość do synów, przekraczająca siebie, tzn. swój własny egocentryzm, doprowadziła ich do głębokiego nawrócenia - osobistego spotkania z Bogiem. (Wcześniej przeczytane książki, m.in. o całunie turyńskim, jak wiem z relacji mamy, nie poruszały ich serca ku wierze). Po Pierwszej Komunii Świętej synów zaczęli się przygotowywać do przyjęcia sakramentu małżeństwa. (Żyli w małżeństwie niesakramentalnym). To przez własne dzieci i potężną łaskę Komunii św. również do nich przyszedł Jezus i odmienił życie całej rodziny. Dla nich sakramenty nie były jakimś tylko obrzędem, o którym szybko się zapomina. Ciekawe, a czasem wręcz zabawne, było obserwowanie postępów w świadomości religijnej dzieci, które próbowały również w sobie właściwy sposób pracować nad rodzicami. Musiałam powstrzymywać się od śmiechu, kiedy mały Tomek, doświadczając nadmiernych emocji swoich rodziców, powiedział za świętym Franciszkiem: "Rozkazuję ci milczeć, bracie wilku". To dziecko pewnie nie zdawało sobie sprawy z tego, że prawdziwa wewnętrzna walka z pokusami, ze złem jest walką nie ze sobą, ale z "wilkiem" w sobie, i nie poradzimy sobie sami. Jezus przychodzący do nas w Eucharystii daje nam siłę do przezwyciężania naszego egoizmu, by móc kochać prawdziwie siebie, innych i Boga. Komunia Święta nie jest nagrodą za dobre sprawowanie, chociaż przygotowanie do niej wymaga pracy nad sobą, przezwyciężania złych skłonności, od których nikt nie jest wolny.
Świadomie lub nieświadomie właśnie szukamy Boga, długo błądząc zwodzeni przeróżnymi iluzjami, wśród których jest poczucie, że sami doskonale damy sobie radę. Tymczasem rzeczywistość powoli pokazuje zupełnie co innego...
Ileż razy słyszymy smutne opowieści rodziców o złym zachowaniu i postępowaniu ich dzieci, o ich fatalnych wyborach, różnego rodzaju uzależnieniach i uwikłaniach. Przecież ten stan nie nastąpił nagle, bez przyczyny. Poprzedza go długi czas życia bez Boga, bez współpracy z Jego łaską - bo bez oparcia się na Nim i wysiłku trwania w Nim nie uda się odzyskać prawdziwej wolności, aby móc kochać i przez to być szczęśliwym. Przecież większość tych ludzi przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej, tylko że nie było kontynuacji współpracy z łaską. Zostało miłe wspomnienie rodzinnej uroczystości.
Kiedy jest ciężko sobie poradzić, kiedy już jest bardzo źle, rodzice przychodzą do różnego rodzaju poradni. Dobrze, że szukają ludzkiej - psychologicznej czy psychiatrycznej - pomocy, przez którą też często pomaga nam Bóg, ale nie można zapomnieć o bezpośrednim Źródle, tylko żeby z Niego zaczerpnąć, trzeba się nisko pochylić...
Chrystus obecny w Eucharystii przyjmowany systematycznie przez dziecko daje mu siłę do przezwyciężania własnych słabości. Jest także źródłem uzdrowienia z różnych chorób.
Znamy dzieci, które obciążone nadpobudliwością, będące utrapieniem dla nauczycieli i źródłem nieustającego zmartwienia dla rodziców ostatecznie nie dzięki lekom, które nie były skuteczne, ale dzięki wierności systematycznej spowiedzi i Komunii Świętej otrzymywały dar uzdrowienia ze swoich przypadłości.
Często obserwowałam, że małe dzieci są bardzo otwarte na Boga. W sposób naturalny Go poszukują i możliwa jest ich droga do prawdziwej świętości. Są jednak jeszcze zbyt słabe, żeby trzymać się tej ścieżki prowadzącej do prawdziwego życia. Jest ona bardzo wąska. Dzieci potrzebują przewodników, pomocy kogoś dojrzalszego w wierze. Takimi osobami powinni być rodzice i często są, ale o ileż częściej swoją postawą zasłaniają swoim dzieciom prawdę o Bogu miłującym, przebaczającym i dającym prawdziwe szczęście. Dlatego przygotowywanie się dzieci do sakramentu Eucharystii powinno również być czasem szczególnego pogłębienia wiary ich rodziców. W tym sensie Pierwsza Komunia Święta jest wydarzeniem rodzinnym. Jest to szczególny czas łaski. Wiem, że Bóg niczego nie odmawia dzieciom, które przyjmują Go z miłością. Sami doświadczyliśmy tego, kiedy jeden z naszych synów po przyjęciu Komunii św. ofiarował ją w intencji znajomego pana uwikłanego w nałóg alkoholizmu. Jak bardzo ucieszyliśmy się, kiedy rok później okazało się, że człowiek ten właśnie od roku nie pije alkoholu.
Jezus przychodzi, by pomóc nam w walce duchowej. Toczy się ona w nas, w naszych dzieciach i w środowiskach, w których żyjemy. Nie łudźmy się, że to nas ominie. Tej walki nie oszczędza nam Bóg, który w swej mądrej pedagogii wie, że dzięki niej umocni się nasza wiara i zaufanie do Niego, a zarazem daje nam niezwykłą pomoc - Samego Siebie. Tak naprawdę walczymy z przerośniętą miłością siebie rodzącą egoizm. Uczymy się "tracić siebie, by siebie odzyskać", przekraczać siebie, by kochać. Wiadomo z doświadczenia i obserwacji życia, jak bardzo osłabiają nas skłonności, które odziedziczyliśmy z grzechem pierworodnym: pożądliwość - skłonność do zagarniania dla siebie, pogoń za przyjemnością, a zarazem strach przed stratą (jak często widać to u naszych dzieci, od małego). Nie chodzi mi jednak o negowanie naturalnych potrzeb czy pragnienia osiągania przyjemności, ale o wysiłek przemiany naszych pragnień w postawę ofiarności. To przechodzenie jest nieustanne i możliwe dzięki Pokarmowi, jaki daje nam Jezus. Chyba nie ma człowieka, któremu obce byłoby pragnienie bycia kochanym i cenionym. Jest to normalne, ale wówczas, gdy zapominamy o przemienianiu tego pragnienia w prawdziwą, osobową relację z drugim człowiekiem, a pogrążamy się w szukaniu podziwu w swoim otoczeniu dla własnej korzyści, stajemy się niszczącymi siebie pyszałkami. Często nawet czyny bohaterskie mogą być nasączone próżną potrzebą pokazania się, przyciągania uwagi innych. (Czy my i nasze dzieci jesteśmy od tego wolni?). Czy nie widzimy, jak często chcemy panować nad innymi, przejąć inicjatywę i mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą? Nie przyznajemy się do błędów, nie prosimy o wybaczenie. Wszystko sprowadza się do naszej osoby. (Widzimy to już u malutkich dzieci). Tracimy podstawowy związek z Bogiem, dla którego zostaliśmy stworzeni i który chce nas uczynić podobnymi sobie (myśl wywołująca zawrót głowy!). Każdy człowiek ma różne rany i urazy związane z życiem uczuciowym, różne dziedziczne obciążenia, cechy wrodzone zarówno dobre, jak i te mniej pożądane. Wszystko to nie pomaga nam w przemianie naszych pragnień, jesteśmy słabi, często niezdolni do zachowania czujności, o której mówi Jezus. W sercu dziecka "żarliwym" w miłości do Jezusa bardzo szybko nastąpi rozpoznanie pokus, bo te podszepty nie mają nic wspólnego z duchem miłości. Łatwo jest je nazwać i z pomocą Jezusa, Eucharystii zwalczyć. Człowiek ma naturalną skłonność do poszukiwania siebie, więc przenoszenie się z "wrażliwego" serca, które jest źródłem pokusy, do serca głębokiego, w którym miłość oświecona przez rozum poddaje się impulsom Ducha Świętego jest koniecznością i wielkim trudem codziennym. Bez Eucharystii przyjmowanej często jest to praktycznie niemożliwe. Niech Komunie św. naszych dzieci wzmocnią również nasze dążenie do przemiany i w ten sposób staną się ważnym wydarzeniem dla każdego z członków rodziny.
Zdarza się, że Pan Bóg działa mocno, bezpośrednio na dusze dzieci, które mimo letniości czy niewiary swoich rodziców wchodzą w głęboką relację z Bogiem, przyczyniając się do nawrócenia swoich bliskich. Nie dzieje się to jednak tak często, bo małżeństwo i rodzicielstwo są powołaniem do współpracy z Bogiem, który pragnie posłużyć się rodzicami we wprowadzeniu swojego potomstwa na drogę zjednoczenia z Bogiem. Niech więc nadchodzące Pierwsze Komunie Święte naszych dzieci będą rzeczywiście wydarzeniami rodzinnymi, które prowadzą do ponownego odkrycia źródła siły i życia.
Elżbieta Marek



Najważniejsze dzieje się w sercu

Sakrament Pierwszej Komunii Świętej dla wszystkich dzieci jest wydarzeniem wyjątkowym. Jednak potrzebują one naszego czasu, zainteresowania, a także w chwilach niepewności mocnych naszych rodzicielskich dłoni, aby na spotkanie z Panem Jezusem nie iść z sercem pełnym lęku, ale miłości.


I stało się. Mój pierworodny syn, ten, który "tak niedawno przyszedł na świat, a już taki duży" - jak mówią - dziwiąc się znajomi, którzy rzadko nas widują, przystąpi w tym roku do Stołu Pana, aby pierwszy raz wziąć udział w Jego Uczcie...
Sięgając pamięcią do dnia chrztu świętego, muszę przyznać, że dla nas, rodziców, było to wydarzenie o wiele prostsze. Malutki, bezbronny, dwumiesięczny dzidziuś w białym stroju wzruszał nas rodziców, dziadków, znajomych. Modliliśmy się w jego intencji, a jeśli się czegoś obawialiśmy, to może tylko tego, że jak się "rozwrzeszczy" (a słynął z dosadnego głosiku), to trudno będzie go uspokoić.
Na szczęście nie było tak źle, głośny jak dotąd malec w kościele spał słodko, kiedy z poganina zamieniał się w chrześcijanina.

Trzeba dziecku towarzyszyć
Minęło kilka lat, choć czas upływa tak szybko, że trudno uwierzyć, że aż tyle. Przed nami, rodzicami, stają nowe wyzwania. Jak przygotować krnąbrnego 9-latka do tego tak wzniosłego wydarzenia, jakim jest Pierwsza Komunia Święta? Jak sprawić, aby nie tyle ważne były prezenty, co sama obecność Pana Jezusa w jego sercu? Te pytania zadawaliśmy i zadajemy sobie czasem kilka razy na dzień.
Zdarza się, że latorośl zamiast chęci uczestniczenia w spotkaniach przygotowujących do Pierwszej Komunii Świętej wyraża chęć zostania w domu, bo chce obejrzeć ciekawy - jego zdaniem - film. - Mamo, a czy te spotkania nie mogą być o innej porze? - pyta naburmuszony drugoklasista. - Ja dziś do kościoła nie idę - mówi i patrzy na mnie spod oka, sprawdzając, co zrobię. - No synu, to ma być twoja Pierwsza Komunia, a nie moja - mówię zdecydowanie, kiedy żadne inne tłumaczenia nie pomagają. - Jeśli nie chcesz, to do kościoła nie idź, ale i do Pierwszej Komunii Świętej też nie pójdziesz w tym roku... Sama o tym z księdzem porozmawiam. Możesz przystąpić do tego sakramentu za rok, jak się dobrze przygotujesz. Bo, widzisz, synu, Pan Jezus na ciebie czeka, ale jeśli nie otworzysz Mu serca, to na pewno nie przyjdzie
- tłumaczę. Po tych słowach w oczach smyka widzę zastanowienie, chwilę trwa cisza, w końcu mówi: "No dobrze, mamo, chcę iść".
Mojemu synowi nie brakuje też i niepewności co do tego, co ma się wydarzyć. "Mamo, a jak to będzie podczas mojej spowiedzi, co ja powiem księdzu?". Wtedy siadam przy nim i tłumaczę, że będzie musiał wyznać swoje grzechy, czyli złe uczynki, Panu Jezusowi w konfesjonale za pośrednictwem księdza i za nie przeprosić. Podaję przykłady i mogę odnieść się do naszej wieczornej wspólnej modlitwy. Klęcząc bowiem oprócz odmawiania pacierza, uczymy dzieci dziękować za cały miniony dzień i przepraszać Pana Jezusa i siebie nawzajem za to, co nie było dobre. - Przepraszam, że biłem Piotrka i że się trochę was nie słuchałem - wyznaje prawie codziennie to samo Bartek, a my codziennie wybaczamy mu to dziecięce łobuzowanie, bo któż z nas jest bez winy...

Czas łaski dla całej rodziny
Pierwsza Komunia Święta dziecka jest czasem wyjątkowym nie tylko dla niego samego, ale dla całej rodziny. Jest wręcz czasem nawrócenia. Bo jak tu przygotowywać dzieci, będąc samemu daleko od Boga? Jak wytłumaczyć synowi czy córce, że przyjmowanie Ciała Pana Jezusa jest tak ważne, jeśli samemu nie jest się w stanie łaski uświęcającej? Dlatego dla wszystkich, którzy może zagubili kontakt z Bogiem, jest to czas szczególnie błogosławiony. Można wszystko jeszcze naprawić.
Pan Bóg daje siły, abyśmy jako rodzice dobrze przygotowali nasze pociechy do tego wydarzenia. Warto jednak zaznaczyć, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie.
Dużą pomocą jest katecheta, to pod jego okiem cały rok dziecko poznaje zagadnienia religijne, prawdy katechizmowe. Są podręczniki, z których dziecko czerpie wiedzę i uczy się modlitw. Jednak to wszystko nie wystarczy.
My, rodzice, musimy dać dziecku swój czas, zainteresowanie. Mama i tata powinni sprawdzić, wysłuchać, jak się pięknie syn czy córka wyuczyli modlitw. Pochwalić albo ponaglić. Warto zauważyć, że takie wspólne chwile dają dorosłym również wiele do myślenia. Bo czy naprawdę dobrze znamy wszystkie choćby podstawowe modlitwy, jeśli nie, to jest jeszcze czas na powtórkę. A kiedy czujemy, że całe zadanie prowadzenia dziecka jakoś nas przerasta, to zawsze można swoje sprawy oddać Panu Bogu na modlitwie, ona z pewnością doda nam sił.

Otoczka nie jest najważniejsza
Im bliżej uroczystości, tym więcej czeka nas pracy. Najczęściej jednak myślimy o tym, co zewnętrzne: przydałoby się pomalować mieszkanie, potem oczywiście dokładnie je wysprzątać, wyremontować, wymienić meble, a jeśli jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami działki, to jeszcze dojdzie to i owo, bo przecież przyjadą goście. Ojej, tylko jak na to wszystko znaleźć czas i pieniądze? Na pewno nie wyrobimy się w miesiąc. Najlepiej remonty zaplanować rok wcześniej. A jeśli to się nie udało, to z niektórych rzeczy trzeba po prostu zrezygnować, w końcu lśniące ściany nie wynagrodzą dziecku braku czasu czy umęczonych rodziców, kiedy ich tak bardzo potrzebuje. Podobnie ma się rzecz z przyjęciem dla gości, nie musi być przecież tak bardzo wystawne. Nie dajmy się zwariować całą otoczką towarzyszącą uroczystości. Dzięki temu może właśnie nasza pociecha też zrozumie, że to, co najważniejsze, dzieje się w jej serduszku, a nie wokół niej. I będzie to początek, a nie koniec wspaniałej przygody z Jezusem.
Joanna Bober



Plamy na białej sukience

Po kilkutygodniowym oddechu handlowcy niecierpliwie liczą dni, jakie pozostały do kolejnej komercyjnej kampanii. Wszak trzeba poprawić nadszarpnięty kryzysem budżet, szykując kolejne "hity" i superpromocje. Tym razem na cel zostaną wzięci pierwszokomuniści! Sondowanie rynku już trwa. Co w tym roku będzie na topie? Czym zaskoczyć dziewięciolatka? Jak zadowolić rodziców? Jakich sposobów perswazji użyć, by przekonać ciocie, wujów, a przede wszystkim chrzestnych, że ten, i tylko ten prezent, będzie najlepszy? I tylko dzieci żal, ich przejęcia i czystego, nieskalanego pragnienia Boga. W starciu z brutalnym światem komercji i głupoty (niestety - także swoich najbliższych) nie mają szans.


Wiem, co Państwo myślą teraz: zaraz zacznie się narzekanie, iż dzień Pierwszej Komunii Świętej został brutalnie skomercjalizowany, że liczą się bardziej prezenty niż fakt pełnego uczestnictwa we Mszy św., że imprezy z tej okazji organizowane przypominają swoją wystawnością bardziej wesela niż skromne przyjęcia rodzinne etc. Pokusa pobiadolenia jest ogromna. Tylko że to niczego nie zmieni. "Nowa świecka tradycja" jest zbyt silna, by dało się ją łatwo wyplenić - zresztą ma potężnych sprzymierzeńców. Spójrzmy zatem na problem z innej strony. Poszukajmy przetartych ogniw w łańcuchu. Pierwszy słaby punkt: chrzestni.

Świadek wiary czy sponsor?
"Moi rodzice chrzestni nie sprawdzili się, ani pod względem mojego rozwoju duchowego, ani jako sponsorzy. Właściwie to mógłbym ich nie mieć, nie zauważyłbym różnicy". "Uważam, że instytucja rodziców chrzestnych służy do celów grzecznościowo-ekonomicznych - rodzice wybierając kogoś na to "stanowisko", teoretycznie czynią tej osobie zaszczyt, a z drugiej strony wielokrotnie jednym względem w ich wyborze są zasoby majątkowe przyszłego chrzestnego". "Nigdy w życiu nie widziałam mojego chrzestnego. A moja chrzestna mnie unika. Są dla mnie nikim - obcymi, przypadkowymi ludźmi. I tak jest w większości przypadków". Oto garść wypowiedzi zebranych z kilku internetowych forów młodzieżowych. Pokazują one kryzys instytucji - o ile można użyć takiego sformułowania - która zarówno w historii, jak i dziś odgrywa (a przynajmniej powinna odgrywać) niezwykle ważną rolę. Praktycznie nie trafiłem na żaden głos, który dotyczyłby kwestii towarzyszenia (roli) rodziców chrzestnych w rozwoju wiary. A do tego są przecież powołani.
Pierwsze wzmianki o rodzicach chrzestnych pojawiają się w II w. wraz z rozwojem katechumenatu. Spoczywało na nich wtedy trojakie zadanie: zapewnienie o szczerej intencji przyjęcia chrztu, co w czasach prześladowań było bardzo istotne; pomoc przy zanurzeniu w wodzie; złożenie wyznania wiary i poręczenie za jej rozwój u chrzczonych dzieci. Jak wielką wagę do funkcji rodziców chrzestnych przywiązywano w młodym Kościele, świadczą wypowiedzi starożytnych autorów. Zwracają oni uwagę na wielką odpowiedzialność wobec Boga i wspólnoty wierzących, jaką podejmują "patrini" - chrzestni. "Jeśli piękną jest rzeczą tych także zapalać do cnoty, wobec których nie mamy żadnych zobowiązań, to tym bardziej winniśmy to czynić względem tego, którego przyjęliśmy za duchowego syna. Wiedzcie więc, rodzice chrzestni, że w razie niedbalstwa grozi wam niemałe niebezpieczeństwo" - napominał św. Jan Chryzostom w 388 roku. "Pamiętajcie, że przed Bogiem jesteście poręczycielami tych dzieci, które przyjmujecie na chrzcie. Starajcie się je zawsze napominać i karcić, aby żyły w czystości, trzeźwości i sprawiedliwości. Przede wszystkim nauczcie je Symbolu Apostolskiego i Modlitwy Pańskiej. Zachęcajcie je do pełnienia dobrych czynów nie tylko słowami, ale przykładem. Kto sam żyje czysto, trzeźwo i sprawiedliwie, ten daje innym przykład dobrego życia i otrzyma nagrodę tak za siebie, jak też za nich." - pisał 150 lat później św. Cezary z Arles. Co z tego zostało dziś? Chyba niewiele. Niestety.

Ty jesteś od prezentów i siedź cicho!
Kościół od zawsze stawiał kandydatom na rodziców chrzestnych bardzo wysokie wymagania etyczne. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że "powinni być głęboko wierzący, zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak i dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego" (pkt 1255). W podobnym tonie wypowiada się Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 872): "Chrzestny ma dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki". Z natury rzeczy zatem funkcji tej nie może pełnić osoba, która ma niewiele wspólnego z Kościołem. W związku z tym pojawia się wiele nieporozumień. "Często rodzice myślą, że chodzi o tzw. zaświadczenie o bierzmowaniu - tłumaczy ks. Adam Martyna. I dodaje: "Kiedy jednak dowiadują się, że chodzi o świadectwo proboszcza, że ktoś się nadaje na chrzestnego, popadają w osłupienie. - Jakim prawem ksiądz ma osądzać, czy mój brat, sąsiad, kolega może być chrzestnym mojego dziecka? - często pytają z pretensją w głosie. Jakżeż jednak może się starać o chrześcijańskie wychowanie ktoś, kto sam w swoim życiu nie zdał egzaminu z jego zasad? Jak można oczekiwać wychowania w szacunku dla Mszy św. ze strony kogoś, kto w kościele nie bywa prawie nigdy? Dopuszczenie kogoś takiego do poważnej funkcji ojca czy matki chrzestnej dowodziłoby, że Kościół nie traktuje poważnie wymagania o katolickim wychowaniu dziecka, które przyjmuje w szeregi swoich wyznawców".
Dopiero analizując historię i współczesne wskazania katechizmowe, można w pełni dostrzec, jak bardzo dzisiejszy model matki czy ojca chrzestnego w praktyce oddalił się do swojego prawzoru. Szkoda. Przyczyn takiej sytuacji jest wiele - główna to ta, że dziś dla wieku chrześcijan chrzest nie przedstawia większego znaczenia, nie jest kluczowym momentem wprowadzającym w dziedzictwo łaski - jak to ujął kiedyś bardzo lapidarnie młody ojciec: "No wie ksiądz, chcielibyśmy ochrzcić dziecko, żeby się stało zadość tradycji!" Nic dodać, nić ująć...
Oczywiście, wszelkie uogólnienia są zawsze krzywdzące. Są rodzice chrzestni, którzy do swoich zadań podchodzą bardzo odpowiedzialnie. Kościół, szanując autonomię rodziny, zobowiązuje ich do zdecydowanego reagowania, gdy przekaz wiary w rodzinie jest zachwiany bądź pojawiają się rażące zaniedbania w procesie wychowawczym chrześniaka. Jak bardzo jest to trudne, przekonali się ci, którzy swoje zadanie chcieli potraktować dosłownie. Ogół nawet nie próbuje. Wolą "święty" spokój i rutynowe wizyty z okazji świąt. Przykład? Jedna z uczestniczek wspomnianego wcześniej forum pisze: "Jako matka chrzestna mam dość nieciekawą sytuację. Rodzice chrześniaka są wierzący "tak sobie". Parają się homeopatią, czakramami i czymś tam jeszcze. Wciągają w to swoje dzieci - w tym także mojego chrześniaka. Gdy zwracam uwagę, że nie jest to w porządku, obrywam za to, że się wtrącam i przestają się odzywać. Staramy się z mężem tłumaczyć im, że robią źle, że jest to niebezpieczne. Ale bezskutecznie. Mówią, że wiedzą jak wychowywać swoje dziecko. Gdy tłumaczę im, że narażają je na poważne szkody duchowe, śmieją się. Mam milczeć? Oni uważają, że ja jestem od prezentów i powinnam siedzieć cicho. Ale przecież na chrzcie co innego przyrzekałam Panu Bogu...". Pat. I co z tym zrobić?

Bo miała taką samą sukienkę...
W świetle tego, co zostało napisane wyżej, nie dziwi chaos aksjologiczny, jaki pojawia się przy okazji Pierwszych Komunii. Nie dziwi fakt, że skoro towarzyszenie dziecku w tak ważnym dniu zostało totalnie "wyprane" z aspektów duchowych, czymś powstałą pustkę trzeba zapełnić. Zwykle tłumaczenie rodzicom, prośby - błagania wręcz! - aby ten czas był przede wszystkim głębokim przeżyciem wewnętrznym - rekolekcjami eucharystycznymi dla wszystkich domowników, dalszej rodziny, chrzestnych, jest mało skuteczne. Obserwujący z boku gorączkowe przygotowania dzieci dają się ponieść emocjom tak, że wzajemnie się "podkręcają". Pojawiają się marzenia o tym, co sobie kupią za otrzymane pieniądze, ba, ponoć istnieje nawet giełda prezentów - dzieciaki wymieniają się uwagami, co powinien dać chrzestny, ile banknotów powinna włożyć w kopertę babcia! Błędne koło się zamyka. Katecheci niejednokrotnie są bezradni. Kampanie reklamowe dopełniają reszty. Diabeł się cieszy...
Przed laty rozpoczynając katechezę dla rodziców dzieci klas II, poszedłem z dyktafonem do klasy III. Zadałem jedno pytanie: "Co najbardziej utkwiło wam w pamięci z dnia, kiedy pierwszy raz przyjęliście do swojego serca Pana Jezusa?". Były różne odpowiedzi - wiele z nich głębokich i pięknych. Ale były też inne: "Moja mama bardzo się zdenerwowała, bo moja koleżanka miała taką samą sukienkę jak ja"; "Moi koledzy śmiali się ze mnie, ponieważ dostałem mniej pieniędzy niż oni"; "Kiedy prosiłem mojego tatę, abyśmy poszli do kościoła w biały tydzień, powiedział, że nie ma czasu i żebym dał mu spokój, bo przyjęcie się 'nie zwróciło' i musi teraz zarabiać pieniądze" itd. Gdy odtworzyłem rodzicom nagranie, wielu z nich nie dowierzało. Czy to w jakikolwiek sposób wpłynęło na ich postrzeganie uroczystości Pierwszej Komunii Śwetej? Nie wiem.

Wujek ekwilibrysta
Przykre jest to, że tyle narzekamy na świat, w którym coraz mniej liczy się człowiek, gdzie wszystko się przelicza na dźwięk monet, a zarazem lekceważymy momenty, które mogłyby go ożywić, tchnąć weń ducha. A przecież dla młodych rodziców jest to doskonała okazja, by powtórzyć katechizm, przemyśleć jeszcze raz swoją wiarę, postawić sobie pytanie: przecież 20-30 lat temu ja także zakładałem/am taki strój, miałem/am złożone ręce, na mojej twarzy malowało się ogromne przejęcie - co z tego pozostało? Czy dziecięca wiara dojrzała we mnie, dorosła? A może zatrzymała się na poziomie dziewięciolatka? Z maniakalnym uporem próbuję wciskać na siebie pierwszokomunijny garniturek, postrzegać Pana Boga jak dziadka z długą brodą, ograniczać swoje spowiedzi do infantylnych wyznań o nieodmawianym "paciorku" i mówieniu "brzydkich wyrazów". Przy okazji każdej kolędy chwalę się, że byłem ministrantem, bielanką sypiącą kwiatki na procesji Bożego Ciała. Tylko co z tego pozostało? Jak daleko jestem od tamtego dziecka - gorliwego i ufnego? Wszystko się wypaliło... Przygotowanie do Pierwszej Komunii, dobrze przeżyte przez całą rodzinę, może ten stan odwrócić o 180 stopni.
Pamiętam dramatyczne pytanie małej francuskiej dziewczynki, która po powrocie do domu z kościoła, oglądając swoją białą sukieneczkę, zapytała: "Mamo, co będzie ze mną, gdy już - tak jak ty - nie będę musiała wierzyć w Boga?". Co myśli dziecko, kiedy zostaje przyprowadzone przed konfesjonał do swojej pierwszej spowiedzi i widzi, że mama i tata mu tylko kibicują z daleka? Bo oni już "nie muszą"? Czy podarowany nawet najpiękniejszy złoty łańcuszek jest w stanie zrównoważyć postawę cioci, wujka, którzy zamiast przyjąć Jezusa w Eucharystii i prosić Go, by to małe dziecko nie zagubiło się w okrutnym świecie, skupiają się na ekwilibrystyce, by znaleźć jak najlepsze ujęcie dla kamery czy aparatu fotograficznego? Bo to jest ważniejsze...
Dużo smutku wpisuje się w piękne, majowe, ukwiecone dni, biel komunijnych alb i sukienek. Smutny jest los wielu dzieci, które ze swoim czystym, nieskalanym pragnieniem Boga w starciu z brutalnym światem komercji i głupoty (niestety - często w wykonaniu swoich najbliższych), przegrywają. W ten sposób wyrządzonych krzywd nie da się nigdy naprawić. Czy tak musi być? Także w dużej mierze zależy to od nas.
ks. Paweł Siedlanowski



Wczesna Pierwsza Komunia dziecka
Wsłuchajmy się w duchowy świat dziecka

"Mamo, ja też chcę iść do Komunii" - prosiła 4,5-letnia Antonietta, widząc swoją mamę przygotowującą się do przyjęcia Eucharystii. Gdy matka chłodziła zapał dziewczynki - najpierw obietnicami, później już groźbami - mała niezmiennie obstawała przy swoim, odpowiadając: "Ja chcę iść do Komunii!". Mama wyprowadziła płaczącą i powtarzającą swą prośbę Antoniettę z kościoła. Po latach od tego zdarzenia Maria Meo - mama obecnie Sługi Bożej Antonietty Meo, wspomina: "Słyszałam wyraźnie jakiś wewnętrzny głos, który mówił mi, że to nie był tylko zwykły kaprys dziecka, że to było coś więcej".


Intuicja matki nie myliła się. Znała przecież swoją córkę, była świadkiem jej duchowego rozwoju, pragnienia poznania Boga, listów swojej córeczki pisanych już od 3. roku życia do Jezusa i Jego Matki, do świętych. W nich dziewczynka wyrażała m.in. swoje pragnienie przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej, które jednak mogło się zrealizować parę lat później. Nennolina, jak zdrobniale nazywano dziewczynkę, przystąpiła do Komunii w wieku 6 lat, po amputacji nóżki spowodowanej rozwojem nowotworu. Sakrament Eucharystii umacniał dziewczynkę w dojrzałym, heroicznym wręcz przeżywaniu swojego cierpienia z Chrystusem. Do tego stopnia, że dziś z Watykanu dochodzą głosy, iż ta sześcioletnia mistyczka, Antonietta Meo, może zostać ogłoszona doktorem Kościoła. Mała Antonietta jest wspaniałym przykładem przeżywania głębi wiary. W historii Kościoła znamy również inne przykłady dzieci, które czerpiąc moc z Eucharystii, osiągnęły świętość, jak chociażby piętnastoletni Domink Savio, trzynastoletnia Maria Goretti, trzynastoletnia Chilijka Laura Vicuna, błogosławieni Hiacynta i Franciszek Marto, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która już jako małe dziecko odznaczała się niezwykłą świętością, Agnes Bojaksu (Matka Teresa z Kalkuty) czy inni. Ich postawy, nieraz plany życiowe kształtowały się już we wczesnym dzieciństwie. Zatem dojrzałość chrześcijańska nie zależy od wieku.

Najlepszy czas na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej
Papież - św. Pius X w 1910 roku w dekrecie "Quam singularis" właśnie dzieciom poświęcił wiele uwagi i duszpasterskich starań. W dokumencie tym ustala, że do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej można dopuszczać dzieci w wieku, w którym zaczynają używać rozumu, tj. około siódmego roku życia, "czasem nieco później lub nieco wcześniej". Wiek rozeznania Papież Pius X precyzował jako wiek, w którym dziecko zdolne jest rozróżnić dobro od zła oraz Pokarm Eucharystyczny od zwykłego pokarmu. Owo podstawowe rozróżnienie dzieci posiadają już w wieku 4-5 lat. Pius X pragnął, by dzieci przyjęły Komunię Świętą, zanim popełnią grzech ciężki. Zaś do popełnienia grzechu dzieci są zdolne, gdy posiadają podstawowe rozróżnienie dobra od zła. W swoim dokumencie napisał: "Kiedy Pan weźmie w posiadanie te czułe serca (dzieci), demon nie będzie już mógł nimi zawładnąć (...), byłoby lepiej, gdyby dzieci przyjmowały Jezusa, kiedy mają jeszcze czyste serca, tak, aby Jezus wszedł do ich młodych serc, zanim uczyni to szatan". Dlatego też Pius X udzielał Komunii Świętej siedmio-, sześcio-, a nawet czteroletnim dzieciom. Papież podkreślił również, że odnowa ducha chrześcijańskiego nowego pokolenia jest zasługą praktyki wczesnej Komunii Świętej.

Ochrona przed złem
Dziś obserwujemy, donoszą o tym również badania psychologów, pedagogów, że współczesne dzieci pod wpływem rozwoju techniki rozwijają się szybciej, aniżeli w czasie powstania dekretu. Obserwujemy zarazem, iż wraz z rozwojem środków przekazu nie wpływa korzystnie na rozwój duchowy i moralny dzieci. Im dzieci są starsze, tym bardziej są narażone na więcej pokus. Są narażone na popełnienie grzechu o wiele wcześniej niż ich rówieśnicy w czasie powstania dekretu, sprzed prawie stu lat. Ksiądz kard. Domenico Jorio, autor komentarza do dekretu, stwierdził, że "rozwój rozumu i pokusy celowo skierowane na psychikę małego dziecka coraz bardziej się przenikają. Do przedwczesnego rozwoju inteligencji przyłącza się zdolność do grzechu, co nieodłącznie pozostawia w duszy dziecka trwały ślad". Dlatego też zastosowanie się do dekretu "Quam singulari" uznaje za "narzędzie Opatrzności", poprzez które "dziecko przechodząc z wieku beztroski do wieku świadomości, zostaje uświęcone, uchronione przed złem i ochronione przed pokusami świata, pokusami złego i pokusami cielesnymi". Ojciec Andrea D'Ascanio, założyciel Białej Armii, wtóruje mu słowami: "Pierwsza Komunia małych dzieci jest najpotężniejszą bronią przeciwko złu. (...) Zapraszam wszystkich odpowiedzialnych za Kościół, by wzięli pod uwagę naglącą konieczność przystępowania dzieci do Pierwszej Komunii św. w wieku pięciu lat - w wieku uznawanym obecnie przez ekspertów za 'wiek rozeznania', oraz w szczególnych przypadkach, 'także i wcześniej' w myśl dekretu 'Quam singulari'".
Wagę tego dekretu podkreślało wielu późniejszych Papieży. Kilkakrotnie Sługa Boży Jan Paweł II - m.in. w książce "Wstańcie, chodźmy" - pisał: "Duszpasterska decyzja o wczesnej Komunii Świętej warta jest pochwały i przypomnienia. Przyniosła wiele owoców świętości i apostolstwa wśród dzieci, sprzyjając także rozwijaniu się powołań kapłańskich". Także w homilii skierowanej do księży, zakonników i zakonnic przywołał przykład ks. Władysława Mendrali z diecezji tarnowskiej (przygotowywał dzieci do wczesnej Komunii św. w wieku przedszkolnym), który twierdził, "że liczne powołania kapłańskie i zakonne brały początek z Eucharystii przyjętej we wczesnym dzieciństwie i procentowały na dalsze życie duchowe".
Wielkim zwolennikiem przystępowania dzieci do wczesnej Pierwszej Komunii Świętej był również ks. kard. Stefan Wyszyński. W liście z 18 kwietnia 1952 r. (w czasie, gdy nauka religii została usunięta ze szkół) skierowanym do rodziców o wczesnej Pierwszej Komunii Świętej, pisał: "Dajmy dziecku Jezusa wcześnie, dużo wcześniej, aniżeli pozna grzech, wzmocnijmy czystą, choć słabą duszę dziecięcą mocą Jezusa Chrystusa. (...) Boży chleb, rodzi Bożych ludzi!". W myśl dekretu przywoływał rodziców do odpowiedzialności za dusze swoich dzieci i ochrony przed grzechem: "Czy może być taki ojciec, czy może być taka matka, którzy obojętnym okiem będą patrzeć na śmierć swego dziecka? A przecież grzech to śmierć duszy, śmierć stokroć boleśniejsza aniżeli śmierć ciała, bo sięgająca w wieczność". Ksiądz kardynał Wyszyński wyjaśniał w swym dokumencie wątpliwości co do wczesnego wieku dzieci, uzasadniając, "że nie przeszkadza, jeśli dziecko nie będzie miało pełnego zrozumienia Bożych spraw", bowiem wystarczy, by miało ono "dostateczne rozeznanie dobra i grzechu, miłości i nienawiści, Boga i szatana, chleba Ciała i Krwi Pańskiej i chleba codziennego - to rozeznanie wystarczy". Wyraził też nadzieję, że realizacja jego postulatów związanych z przygotowaniem dzieci do wczesnej Komunii będzie dobroczynna dla całego Kościoła polskiego, życia społecznego, narodowego i państwowego.
Praktykę wczesnej Komunii Świętej szerzyli także: św. Ojciec Pio, św. Jan Bosko, św. ks. Józef S. Pelczar. Także ks. kard. Dario Castillon Hoyos, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, w 2005 r. - Roku Eucharystii, w specjalnym liście przypomniał kapłanom o katechizacji dzieci według zasad określonych w dekrecie.

Rodzice widzą pierwsi
Wielu rodziców, którzy przygotowali swoje dzieci do wczesnej Pierwszej Komunii Świętej obserwują dobre owoce. Zmianę dzieci, ich pracę nad sobą. To w rodzinie kształtuje się ich rozwój już od najwcześniejszych miesięcy życia. Pierwsze lata życia dziecka to czas, kiedy jest ono najbardziej chłonne na doznania, odkrycia, na to, co słyszy od dorosłych. Przeżycia z wczesnego dzieciństwa rzutują na jego późniejsze życie, jako już dorosłego człowieka. Dziecko ufnie przyjmuje wiadomości przekazywane przez rodziców, którzy są dla niego pierwszym i najważniejszym autorytetem. Dlatego nie wolno zmarnować tej szansy. Jan Paweł II w Liście do rodzin podkreślił, jak bardzo potrzeba, by rodzice w swych dzieciach "chcieli nowego człowieka, tak jak go chce Stwórca". Dlatego łaska otrzymana na chrzcie św., by mogła się rozwijać i rozkwitać, musi być pobudzona. To pierwsze przebudzenie religijne może się zacząć bardzo wcześnie. Pozwala dziecku odkryć miłość Bożą. Świadectwo wiary rodziców jest najlepszym przykładem i zarazem podstawą do rozwoju religijnego dziecka.
Katechizacja domowa albo przykościelna przygotowująca małe dzieci do wczesnej Pierwszej Komunii Świętej może odbywać się jak najbardziej naturalnie, bez stresu dla dziecka. Pięcio-, sześciolatek nie musi posiąść wiedzy, której wymaga się od drugoklasisty. Przecież będzie uczęszczało ono na katechizację i stopniowo poznawało katechizm. W dekrecie "Quam singulari" św. Pius X podkreśla, że do "pierwszej spowiedzi i Komunii św. nie jest konieczna pełna i doskonała znajomość nauki chrześcijańskiej, zaznaczając, że po przyjęciu przez dziecko wczesnej Komunii św. konieczna jest dalsza katechizacja, zadbanie o regularne spowiedzi, częste, nawet codzienne przystępowanie do Stołu Pańskiego. Wraz z rozwojem praktyki wczesnej Pierwszej Komunii Świętej w parafiach pojawia się coraz więcej pomocy dydaktycznych. Przykładem są książki: Ewy Hanter "Przyjdź do mnie Jezu", jak też "Wczesna Komunia Święta" pod redakcją Jolanty Próchniewicz wydawnictwa Apostolicum, czy też "Dokumenty Kościoła o wieku dzieci pierwszokomunijnych" Wydawnictwa Sióstr Loretanek.
Przygotowanie dzieci może mieć bardzo zwyczajny charakter: rodzice mówią dziecku o Jezusie, zabierają je do kościoła, klękają przed tabernakulum i wyjaśniają: "Tam jest Pan Jezus". Podczas adoracji, kiedy wystawiona jest monstrancja, znów wyjaśniają: "Ta biała hostia to Pan Jezus". Najdoskonalszą lekcją jest to, kiedy dziecko widzi swoich rodziców przyjmujących Komunię Świętą. Wówczas rodzice wyjaśniają mu: "Pan Jezus przychodzi do mamusi i tatusia. Pan Jezus bardzo kocha ludzi. Podczas Ostatniej Wieczerzy zostawił nam Swoje Ciało i Krew, by być z nami na zawsze". Wymagane jest minimum wiedzy, którą jednak można poszerzać w zależności od zdolności dziecka. Ważne, by dziecko, które ma po raz pierwszy uczestniczyć w Uczcie Eucharystycznej, poznało, że:
Obecnie w Polsce programowa Pierwsza Komunia dzieci praktykowana jest na ogół pod koniec drugiej klasy, zatem dzieci przyjmują Eucharystię w wieku około 9 lat. Jednak istnieją parafie, które od lat praktykują wczesną Komunię Świętą, jak chociażby w Poznaniu, Katowicach, Tarnowie czy w Warszawie. Odbywają się tam katechezy zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Doświadczenia z tych ośrodków pokazują, jak małe dzieci z głęboką i żywą wiarą, z wielkim wzruszeniem, z autentyczną miłością, nieskażoną materializmem, (który obserwuje się u starszych dzieci), przyjmują Pierwszą Komunię Świętą Dzieci i ich dusze warte są przełamania pewnych, powszechnych schematów duszpasterskich. Indywidualne podejście do konkretnego dziecka, zauważenie, pobudzenie jego wiary, jego dojrzałości religijnej w pragnieniu Jezusa Eucharystycznego, to najlepszy podarunek dla niego. Doświadczenia parafii pokazują, że wczesna Komunia Święta wiąże rodziny z Kościołem, bardzo pozytywnie wpływa na rodziców, uwrażliwiając ich na to, by sami byli żywymi świadkami wiary i katechizowali swoje dzieci. Tworzy się pewnego rodzaju elita religijna parafii, a tym samym aktywizuje się działalność apostolska.
Małgorzata Jędrzejczyk

Dodane przez rodzina dnia Art. z 2009 roku ˇ 935 Czytań - Drukuj
Nasze wiadomosci zostały przeczytane 845731 razy. Dziękujemy!



Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Proszę wybrać swoją ocenę:
Brak ocen.


Inne
Duchowość małżeństwa
Rzecznik ZUS radzi: Dwa filary emerytury
Strona dla najmłodszych
Ważne przepisy:
Powiedzieć życiu TAK: "Słyszę płacz dziecka"
Przesłanie śp. ks. abp. Kazimierza Majdańskiego do uczestników IV Światowego ...
Rzecznik ZUS radzi: Świadczenia w pełni skoordynowane
Śmierć mózgowa
Oboje jednym ciałem
Opowieści dla najmłodszych
Misyjny Dzień Dzieci
Rzecznik ZUS radzi: Od stereotypów do mitów
Dieta na reumatyzm
Dzieci z krainy chaosu
Otoczmy troską życie! 21


Wróć do strony głównej < < RODZINA I ZDROWIE < <
Szukaj
Prymas Tysiąclecia w obronie nienarodzonych
Zmalała cena rodzących się Polaków! Gdy przegląda się pisma, zastanawia dziwny styl prasy, która napada bezmyślnie jak na największych wrogów na tych, którzy chcieliby wydać po Bożemu na świat kształtujące się życie i uszanować prawo do życia.
Stefan Kardynał Wyszyński (1 I 1960 r.)
Jeżeli problemy Cię przerastają i boisz się urodzić dziecko, które nosisz pod sercem:
Telefon nadziei
0800 112 800
(bezpłatny, pn.-pt.
w godz. 15.00-7.00,
pozostałe dni - całą dobę)

Jasnogórski Telefon Zaufania 034 365 22 55
(w godz. 20.00-24.00)
Polecamy

Komorowski wybory
975622 Unikalnych wizyt
Archiwum / Artykuły Polska / Artykuły Swiat / Jan Paweł II Wielki / Mysl Jest Bronia / Mysl jest bronia Rozmowy
Mysl jest bronia Wielcy zapomniani / Niedzielny Felieton / Wiara Ojców / Laboratorium Wiary / Kultura / Kultura Notatki o kulturze
Teatr Piórem Temidy / Kultura Z przepisów naszych czytelników / Kultura Ksiażka / Kultura Film / Kultura Muzyka
Dodatek W Rodzinie / Dodatek Szlachetne Zdrowie / Dodatek Ogród sama radosć / Wybory do Sejmu / Ostatnia strona Nasz Dziennik
Pielgrzymka do Polski / Pielgrzymka Benedykta XVI / Papież w Polsce / Benedykt XVI w Polsce / Pielgrzymka Papieża


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery

Tego jeszcze nie bylo: Kibol 2011 film pobierz Film Grzegorza Brauna Eugenika w imie postepu. Pobierz Eugenika w imie postepu Zobacz lub kup film: Krzyz Solidarni 2010 / Lista pasazerow - dodatek do gazety w 2 czesciach / oraz 10.04.10 film Anity Gardas Mgla - film dokumentalny - ten film trzeba zobaczyc! / Zobacz koniecznie film List z Polski lub pobierz List z Polski informacje ktorych potrzebujesz na kazdy nowy dzien archiwum informacji Nocna Zmiana