Rodzina i zdrowie jest częścią wortalu Informacje
Zdrowa rodzina
18 Maj 2012 05:43:08
Odbudował więź nierozerwalnego małżeństwa
Myślę, że droga zawierzenia Maryi naszych rodzin polega na ciągłym odkrywaniu w Jej wnętrzu pulsującego Życia Boga Miłości. Maryja prowadzi nas do otwierania się na tę miłość, którą Bóg nas obdarza w różnorodny sposób: poprzez miłość małżonka, naturę, którą nam dał (jeśli tylko ją szanujemy, respektując jej naturalny rytm), przez nowe życie, które nam powierza w dziecku (tak naprawdę to siebie nam powierza).

Zawierzyć się Maryi

"Pod Twoją obronę uciekamy się, Matko Boża, ratuj, pomóż, uzdrów mnie.... pomóż nawrócić się mojej teściowej, daj mi dobrego męża, uwolnij mnie od strasznego szefa w pracy, spraw, żeby moje dzieci były lepsze, pomóż w dostaniu się na wymarzone studia, znajdź mi dobrą pracę..." Wiele tego typu modlitw wypowiadają nasze usta. Zanosimy je w naszych prywatnych, codziennych modlitwach, zanosimy je na Jasną Górę. W mojej parafii na ścianach przy kaplicy Matki Zbawiciela wiszą liczne wota, na których wygrawerowane są podziękowania za wysłuchanie podobnych próśb. Maryja cierpliwie, z miłością nas słucha. Jednak wiele osób jest zawiedzionych. Często słyszę skargi tego typu: "modlę się, modlę, a moje prośby są niewysłuchane, bo mój mąż się nie zmienił, moje dzieci się nie uczą. No to może w ogóle nie warto się modlić? W mojej parafii słyszę już od kilku lat odczytywaną prośbę: "O małżeństwo i macierzyństwo dla Anny". Pewnie, trzeba modlić się i nie ustawać... Może jednak Boże plany względem nas są inne, niż my byśmy chcieli i może dla Anny lepsza jest inna droga w życiu.
Często słyszymy, że jakaś osoba lub jakaś grupa dokonała aktu zawierzenia Matce Bożej. Co to tak naprawdę znaczy "zawierzyć" i dlaczego zawierzamy nasze życie Maryi?
Mamy swoje plany, swoją wizję życia, swoją wizję drugiej osoby, swoje rozwiązanie trudnej sytuacji i patrzymy tylko ze swojej krótkiej perspektywy na rzeczywistość. Jesteśmy często załamani tym, że znowu nam się nie udało, więc żeby się udało, zawierzamy...
Tymczasem Bóg ma niezwykły, fascynujący plan wobec każdego z nas. Ofiarowuje nam samego siebie, pragnie zjednoczyć nas ze sobą. On jest naszym szczęściem, pełnią, samą Miłością, której przecież tak bardzo pragniemy, jesteśmy jej głodni, a szukamy zaspokojenia naszych najgłębszych tęsknot jedynie w namiastkach szczęścia, nietrwałych jak bańki mydlane. I tak wciąż i wciąż jak w zaklętym kole. Często podświadomie bronimy się przed Jego wizją, bo to wymagałoby pewnego rodzaju śmierci naszego narosłego różnymi fałszami, iluzorycznego "ja". A to jest bardzo bolesne. Im bardziej rozrosło się to fałszywe "ja" niezgodne z prawdziwą głębią naszej istoty, tym trudniej się z nim rozstać, tym boleśniejsze są nowe narodziny i w związku z tym często uruchamiają się silne mechanizmy obronne. Nie zdając sobie z tego sprawy, trzymamy się kurczowo starych schematów. Nie widzimy, że można inaczej. Jesteśmy ślepi, głusi, pełni lęku, że coś nie idzie po naszej myśli, waląc głową w ten sam mur własnego "ego".
To tak jakby drzewo, które ma chore gałęzie, broniło ich za wszelką cenę, bo odcięcie ich boli... a przecież w przeciwnym razie może całe zginąć. Jednak żyjąc w niewoli swojego "ja", nie umiemy powiedzieć Bogu "tak". Tylko Maryja tożsama z głębią swojej duszy, gdzie mieszka Bóg, prawdziwie czysta (nie obrosła żadnym fałszem, żadną iluzją, ponieważ jest bez grzechu), niezwykle prosta, umiała naprawdę powiedzieć Bogu "tak". Dlatego Jej zawierzamy nas samych i nasze rodziny. To, co dokonało się pod Krzyżem, dotyczy każdego z nas. Jezus pragnie, byśmy Maryję przyjęli do naszego życia, do domu naszego serca, żebyśmy żyli z Nią we wspólnocie. Ona, będąc naszą Matką, wciąż mówi Bogu "tak". Trzyma nas blisko swego serca i wtedy dodaje sił i odwagi do ciągłego stawania w prawdzie (nie tylko raz w roku, raz na miesiąc, na tydzień, na dzień, ale wciąż, nieustannie) i szybkiego podnoszenia się z upadków, niekoncentrowania się na sobie. Ona wpatrzona wciąż w Boga zna drogę każdego z nas... Gwiazda Zaranna, Gwiazda Wieczorna, Przewodniczka Łodzi. Szukamy szczęścia, a ono jest tak blisko, mieszka w głębi nas. Kiedy zdecydujemy się tam wyruszyć? Matka naszego wnętrza, której się zawierzamy, rodzi nas wciąż do nowego - duchowego życia. Ona pragnie, byśmy należeli całkowicie do Jej Syna. Wtedy dopiero nasze życie będzie owocne i w sposób cichy, niezauważalny dla nas samych będzie promieniowało na ludzi nam bliskich, np. na męża czy żonę, dzieci czy teściów, których wcześniej tak bardzo chcieliśmy zmienić.
Zawierzenie jest decyzją naszej woli, ale żeby było prawdziwe, musi być całkowite, tzn. wszystkie sfery mojego życia oddaję Maryi. Ta decyzja musi być nieodwołalna, a zarazem nieustannie ponawiana. W którymś momencie przychodzi taki czas, myślę, że każdy idący tą drogą tego doświadcza, że droga zaczyna tonąć w ciemności, wydaje się, że jej nie ma. Wszystko, co wydawało się jasne i zrozumiałe, już takie nie jest. Iluzje związane z naszym życiem rozwiały się w nocnej mgle. Uczucia - ten wiatr dla naszych "żagli" - zamilkły. Wtedy właśnie tym bardziej trzeba zawierzyć - ślepo zawierzyć Maryi. Iść jak małe dziecko prowadzone za rękę przez mamę, nie rozumiejąc czasem, dlaczego właśnie tak, nie wiedząc, co będzie za chwilę. Trzeba wyrzec się usilnej chęci dowiedzenia się wszystkiego do końca, a także chęci kontrolowania własnego życia. Myślę, że to ciągłe przekreślanie własnego, zewnętrznego "ja" jest bardzo trudne, ale może w tym nam pomóc myśl, że nie ono jest naszym szczęściem, tylko jest nim Bóg.
Okaże się, że to, czego szukaliśmy daleko, jest bardzo blisko, a chociaż jest tak blisko, długą i trudną drogę trzeba przejść (bardzo trudno jest przyjmować prawdę o sobie, mieć pewien dystans do siebie, umieć siebie zakwestionować) i warto ją przejść, tylko bez zawierzenia Maryi wydaje się to niemożliwe.
Myślę, że droga zawierzenia Maryi naszych rodzin polega na ciągłym odkrywaniu w Jej wnętrzu pulsującego Życia Boga Miłości. Maryja prowadzi nas do otwierania się na tę miłość, którą Bóg nas obdarza w różnorodny sposób: poprzez miłość małżonka, naturę, którą nam dał (jeśli tylko ją szanujemy, respektując jej naturalny rytm), przez nowe życie, które nam powierza w dziecku (tak naprawdę to Siebie nam powierza). Czy umiemy dostrzegać Boga w naszych najbliższych?
Miłość rodzi miłość. Jest dynamiczna i twórcza. Nie ma w niej lęku, jest otwarta na Boży plan, na nowe życie. Odnajdując Boga w sobie, obdarzamy Nim współmałżonka, a miłość, która jest również cielesna, jest zarazem głęboko duchowa. Zawierzając się Maryi, inaczej widzimy trudności, które nas spotykają. Potrafimy je przyjmować bez buntu i szukać rozwiązań zgodnych z wolą Bożą.
Znam osobę, która po różnych próbach odnalezienia swojej drogi w życiu, nie odrzucając również drogi życia konsekrowanego, czuła się zdesperowana i zagubiona. Nie wiedziała co dalej. Podjęła wtedy modlitwę do Matki Bożej, zawierzając Jej swoje życie i drogę powołania. Różaniec i Msza Święta w tej intencji były kontynuowane przez dziewięćdziesiąt dni. W ostatnich dniach nowenny oświadczył się jej przyszły mąż, którego kilka miesięcy wcześniej poznała. On, przebywając wówczas w wojsku, również zawierzał siebie i dalszą drogę życia Maryi. Obydwoje mieli niepełne rodziny, co nie jest najlepszym posagiem na przyszłość. Od wielu lat są szczęśliwym małżeństwem, mają kilkoro dzieci, a Maryja jest zawsze obecna w ich życiu, dzięki czemu nieustannie dokonuje się cud przemiany jak w Kanie Galilejskiej.
Znam inne małżeństwo, które przeżywało potężne trudności związane z nadpobudliwością swojego dziecka. Przenieśli je do innej, wydawałoby się, lepszej szkoły. Pomagali dziecku, gorliwie współpracowali z nauczycielami, zawierzając tę trudną sytuację Maryi. W rezultacie dziecko zostało... wyrzucone ze szkoły pomimo najlepszej woli i starań rodziców. Po usunięciu ze szkoły dziecko było w depresji, a rodzice mocno sfrustrowani. Sytuacja ta doprowadziła do pogłębienia życia duchowego rodziców. Po intensywnych poszukiwaniach znaleźli nową szkołę, gdzie nauczyciele umieli pracować z dziećmi nadpobudliwymi. Po kilku latach schorzenie minęło, ale doświadczenie słabości, niemożności poradzenia sobie z sobą samym spowodowało u dużego już dziecka głęboką potrzebę doświadczenia Bożej Miłości. Sakramenty pokuty i Eucharystii były drogą głębokiego uzdrowienia zarówno duszy, jak i ciała.
Nasi przyjaciele przeżywali bardzo trudny okres: ojciec stracił pracę i dość długo byt materialny rodziny był zagrożony. Wtedy potrafili powiedzieć: "Ten czas jest nam bardzo potrzebny, żebyśmy bardziej zaufali Bogu. Teraz, gdy jesteśmy całkowicie bezradni, widzimy, jak Bóg opiekuje się nami każdego dnia". Pan Bóg pomógł im przezwyciężyć trudności, ale pozostało im głębokie przekonanie, że to On jest Panem ich życia, a nie inni ludzie, np. szef w pracy, czy też okoliczności życiowe. Dla mnie moi przyjaciele są ludźmi prawdziwego zawierzenia się Maryi.
Każde wydarzenie w naszym życiu ma głęboki sens, nawet to, które uważamy za wyjątkowo trudne i bolesne. Przez nie Bóg może przemieniać nasze życie, otwierać drzwi, których nie zauważamy, pod warunkiem, że nie zbuntujemy się i nie odwrócimy się od Niego. Jest to możliwe dzięki zawierzeniu się Matce, która, nawet stojąc pod Krzyżem, ufała bezgranicznie Bogu.
Elżbieta Marek



Z JE księdzem biskupem Stanisławem Stefankiem, wiceprzewodniczącym Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, pasterzem Kościoła łomżyńskiego, rozmawiają Katarzyna Cegielska i Małgorzata Jędrzejczyk

Na ostatnim posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski księża biskupi poświęcili wiele uwagi rodzinie i trudnościom, z jakimi się ta podstawowa komórka społeczna boryka... Ksiądz Biskup powiedział, że obecna sytuacja rodziny jest trudniejsza niż jeszcze kilka lat temu, dlaczego?
- Temat "rodzina" często wraca do programu obrad posiedzenia plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, bo ma on charakter pastoralny; stąd też rodzina jako pierwsze i najważniejsze zadanie duszpasterskie, obok problemów wychowawczych, zajmuje umysły i serca biskupów. Natomiast specyfika współczesnej sytuacji polega na tym, że dzisiaj rodzina jest zagrożona atakiem skierowanym w istotę małżeństwa. Nie podważa się tylko nierozerwalności małżeńskiej (czy zniechęca do prokreacji w rodzinie, a więc walka przeciwko życiu), podważa się samą instytucję małżeństwa, i to w ogromnych wymiarach, bez liczenia się z rzeczywistością. Autorzy tych ataków próbują zmienić myślenie w młodych ludziach, próbują zniszczyć ich naturalne dążenie do założenia rodziny na dążenia do użycia i przyjemności. Małżeństwo więc jest wpisywane w kategorie użycia i przyjemności, i od razu dodaje się informację, że przecież te przyjemności można osiągnąć na innej drodze, mówią wprost: "Nie bierz na siebie odpowiedzialności za małżeństwo". A zatem sama istota małżeństwa jest przekłamana i wpisuje się to przekonanie w serce młodego człowieka. Nie są to jakieś ogólne dyskusje społeczne czy rozważania o filozoficznych, doktrynalnych prądach, ale sączy się je wprost w serca młodych ludzi, czyli tam, gdzie powstaje myśl, decyzja o założeniu rodziny.

Atak ten prowadzony jest na masową skalę...
- Drugą racją sprawiającą, że sytuacja jest wyjątkowo groźna, jest masowość, powszechność tego ataku. Dzięki mediom "sprawnie funkcjonującym", dobrze opłacony redaktor, czyli propagandzista, ma nieograniczone możliwości dotarcia do odbiorców. Przy tej powszechności docierania do serc trzeba jeszcze dodać atrakcyjność przekazu. Wyspecjalizowano się w atrakcyjnym języku, np. najpierw przeredagowuje się myślenie o małżeństwie, mówi się, że jedynym celem jest zdobycie przyjemności, potem pokazuje się, że wiązanie się z jedną partnerką czy partnerem jest nudne, zobowiązujące, a jeszcze gdyby ktoś miał kierować się miłością, zamyka sobie drogę do nowych przeżyć. Natomiast w sposób bardzo atrakcyjny prezentuje się młodemu człowiekowi zdobywanie przyjemności przy wielu kontaktach, w coraz to zmienianych sytuacjach. Przecież młodzież nie ma jeszcze dostatecznie krytycznego osądu. Można dodać jeszcze jedną przyczynę. Atak ten jest podparty "autorytetami", a więc pojawia się w imię instytucji, które zwykle cieszyły się autorytetem. Najlepszym przykładem jest rezolucja Parlamentu Europejskiego, z początku września, nawołująca do legalizacji zabijania dzieci poczętych jako środka na zmniejszenie śmiertelności matek i krytykująca Kościół katolicki za jego bezwarunkową obronę każdego życia. Myślimy, że PE to jest poważne gremium - dostać się do Parlamentu... eurodeputowany - jak to brzmi?! Tymczasem okazuje się, że jest to "producent" tak bezsensownych i tak groźnych sugestii. "Poważne autorytety" wzięły na siebie rolę niszczenia podstaw życia społecznego w atrakcyjny sposób, a przez to skuteczny; przeznaczając na ten cel potężne środki. Zaznaczam - są to środki budżetowe, z naszych podatków, do których te autorytety roszczą sobie prawo właścicieli. Ze środków, które są pomyślane jako zabezpieczenie życia społecznego, opłaca się antyspołeczny program.

Podczas ostatniego zebrania Konferencji Episkopatu Polski użył Ekscelencja takich słów: "Polityka prorodzinna nie może być dziełem laboratoryjnych teoretyków. Musi być oparta na prawdzie o człowieku i rodzinie". Wydaje się, że wiele rodzin nie zna prawdy o rodzinie...
- Prawdą jest, że sami małżonkowie gubią się w tym zagmatwaniu proponowanych im życiowych rozwiązań. Błędnie pojmują sam cel zakładanej przez siebie rodziny i dlatego przeżywają rozczarowania. Znana jest postawa roszczeniowa we wzajemnych relacjach; brak np. elementarnej wiedzy i praktycznych umiejętności przyjmowania drugiego człowieka z jego prawdziwym charakterem.
Prawdą jest także, że proponowany przez "autorytety" i media model życia rodzinnego mija się istotnie z realizmem ludzkiej natury i jest "eksperymentowaniem" na żywym społeczeństwie. Są to naciski wydumanej ideologii, a nie służba realnej rzeczywistości ludzkiego życia.

Tymczasem sankcjonowanie antyspołecznego prawa sprawia, że w społeczeństwie panuje przekonanie, iż wszystko, co możliwe i dostępne, jest dopuszczalne - podając przykład choćby zabijania dzieci nienarodzonych czy metody zapłodnienia in vitro. Jak walczyć z taką mentalnością?
- Rzeczywiście ta mentalność utrwaliła się w społeczeństwie. Uważa się, że wszystko, co jest technicznie i prawnie możliwe, jest dobre. Trzeba tylko odpowiednio skonstruować prawo, a wszystko, co ludzie uznają za możliwe, staje się dopuszczalne. Biorę też pod uwagę przyzwolenie społeczne. Z tym najtrudniej podjąć dialog.
Sugerowałbym niezwykle rzeczową i konkretną dyskusję, żeby pokazać, że to, co technicznie możliwe, absolutnie może działać przeciwko człowiekowi. Na przykład zatrucie wody całego wodociągu. Już nie powiem, że zabijanie gazem przez Niemców milionów ludzi w najnowocześniejszy sposób bazowało na naukowo opracowanych technikach. Wszystkie zbrodnicze doktryny i pomysły opierały się na odkryciach, angażowano do tego całą współczesną naukę. Nie można więc postawić znaku równości, iż możliwe znaczy dopuszczalne. Podobne twierdzenie, że to, co jest prawnie dozwolone, nie oznacza, że jest dobre. Prawo stanowione bardzo często jest prawem złym. Mieliśmy w historii cały szereg ustaw parlamentarnych lub dyktatorskich, które były ustawami ludobójczymi. Samo prawo bez moralności nie gwarantuje nie tylko poprawności formalnej, ale i bezpieczeństwa człowieka.

Rodzina jest w centrum działalności Kościoła, jest częścią prowadzonego przez Kościół duszpasterstwa. Na czym polega ta troska o rodzinę?
- Za Janem Pawłem II, za jego adhortacją "Familiaris consortio", mówimy, że starania o rodzinę są pierwszą i najważniejszą spośród trosk duszpasterskich. Kościół przede wszystkim głosi prawdę o rodzinie. To jest stale powtarzany priorytet - pokazać rodzinie jej tożsamość, chociażby w takiej sytuacji, w której ona tej tożsamości jeśli się nie wyrzekła, to o niej zapomniała; uczyć prawdy o rodzinie, która jest ukazaniem Bożego zamysłu, Bożego modelu, a nie jakichś sezonowych pomysłów przedstawicieli nauk społecznych czy psychologicznych. Drugi wymiar to jest uświęcająca troska o rodzinę. Kościół stoi przy rodzinie sakramentalną obecnością, uświęcającą obecnością - od katechezy sakramentalnej po posługę sakramentalną. Kościół jest środowiskiem uświęcenia i głosząc prawdę o rodzinie, wprowadza ją w rejon uświęcającej działalności Ducha Świętego. My nigdy nie zatrzymujemy się na jakimś doradztwie czy doraźnej pomocy, chociażby materialnej. Kościół nie troszczy się wyłącznie o rodziny biedne. Pomoc socjalna pomylona jest z troską o formowanie istotniej świadomości wśród rodzin. Kościół stoi zawsze przy najważniejszym zadaniu rodziny, jakim jest pełny rozwój człowieka, prowadzi integralną pedagogikę opartą na dynamice sakramentu, tzn. na uświęcającej mocy Bożej obecności. Trzecią, najtrudniejszą rolą Kościoła, jest nauka miłowania, zwłaszcza miłości przebaczającej. Często jesteśmy proszeni, ażeby pieczęcią Kościoła potwierdzić rozpad rodziny. W tej chwili napór na trybunały kościelne jest ogromny, żąda się, aby Kościół postawił pieczęć na tym, co zostało przez małżonków zrujnowane. Rzadko prosi się Kościół o pomoc w odbudowaniu, w uratowaniu małżeństwa. Krótko mówiąc, poradnie rodzinne, parafialne, diecezjalne nie są tak oblegane jak trybunały, sądy biskupie. Dlatego nauka miłości ofiarnej, zwłaszcza miłości przebaczającej, jest najtrudniejszym zadaniem, ale niezbędnym dla Kościoła i Kościół musi rzucić cały swój autorytet na tę jedną szalę, tzn. odbudować więź nierozerwalnego małżeństwa, nawet przy głębokich kryzysach.

W promowaniu rodziny mógłby pomóc leksykon pojęć związanych z rodziną, który był dziełem zmarłego wiosną księdza kardynała Alfonsa Lopez Trujillo. Na jakim etapie jest jego polskie tłumaczenie?
- Przekład wymaga precyzji terminologicznej, a więc dogłębnego przestudiowania teologii, a z drugiej strony, ten język musi dotknąć współczesnych neologizmów, tworzonych na zamówienie pojęć. Leksykon dotyka terminów wieloznacznych i terminów, nad którymi trzeba postawić znak zapytania, zwłaszcza w odniesieniu do spraw prawno-moralnych, które porządkują rodzinę. Trudno mi w tej chwili określić termin ukończenia tych prac, ale jestem przekonany, że w końcu prace te zostaną ukończone. Zmarły kardynał Lopez Trujillo, który był patronem tego dzieła i wielokrotnie mnie osobiście dopingował, na pewno z nieba jeszcze bardziej będzie naciskał na to, byśmy nie ustawali w pracy i pokonali te trudności, o których wspomniałem. Dotychczas z języka włoskiego leksykon przetłumaczono na język francuski, hiszpański, niemiecki i angielski. Podobno daleko posunięty jest także przekład na język rosyjski.

Na ubiegłoroczny kongres rodzin, który odbywał się w Warszawie, kardynał Trujillo przygotował przemówienie (niestety, osobiście nie mógł uczestniczyć w kongresie), w którym użył takich słów: "Uważam, że pogłębienie zagadnienia rodziny i prokreacji jest jednym z najważniejszych zadań dla religii i zarazem jednym z najważniejszych w naszym społeczeństwie. I raz jeszcze od refleksji trzeba przejść do czynów". Co w tym wymiarze należałoby podjąć w naszym polskim Kościele?
- Mimo różnych wysiłków środowisk prorodzinnych trzeba mówić bardziej o postulatach, potrzebach, aniżeli o uruchomionych programach i osiągnięciach. Skala zadań jest bardzo wielka.
Na terenie pracy duszpasterskiej, mówimy niekiedy kościelnej, trzeba wykorzystać bardzo duże osiągnięcia studyjne i zbudowane ramy organizacyjne. Dotyczy to przede wszystkim: przygotowania młodzieży do założenia rodziny opartej na sakramentalnym małżeństwie i spopularyzowania pomocy, jaką mogą otrzymać rodziny ze strony poradni rodzinnych.
W szeroko rozumianym społeczeństwie należy ożywić istniejące struktury (państwowe, samorządowe i stowarzyszenia), poszerzając myślenie kategoriami pomocy społecznej o wizję prawdziwej polityki prorodzinnej.

Czy zechciałby Ksiądz Biskup naświetlić ramowo treść programu polityki prorodzinnej, który zaprezentował Ekscelencja na konferencji, dodając, że powinien on być przedstawiony władzom rządowym?
- Nawet ramowe przedstawienie polityki prorodzinnej wymaga dłuższej wypowiedzi. Przygotowujemy specjalny raport na ten temat. Będzie to głos biskupów polskich skierowany do "wszystkich ludzi dobrej woli". Władze rządowe o tyle są tu specjalnym adresatem, o ile na nich spoczywa szczególna odpowiedzialność za każdego obywatela.
Raport ten będzie przedstawiał istotne elementy prawdy o rodzinie. Stale pojawiają się nowe wcielenia starego błędu, jest to błąd antropologiczny, którego fatalne następstwa sprowadzają już od dziesiątków lat wiele cierpień i ludzkich dramatów (szczególnie objawiło się to w systemach totalitarnych ostatniego stulecia).
Prawda o rodzinie rodzi wymóg pomocniczego wejścia w zadania rodziny. Należy wspierać jej samodzielność i chronić autonomię w tym, co odnosi się do trwałości więzi małżeńskiej i odważnego przyjęcia każdego dziecka od chwili jego poczęcia. Wspomniana zasada pomocniczości nakazuje strukturom państwowym i społecznym tworzyć takie programy, które przerastają możliwości indywidualnej rodziny - szczególnie w dziedzinie wykształcenia i zabezpieczenia zdrowotnego.

Rząd w Polsce pracuje nad projektem ustawy regulującej zapłodnienie in vitro. Czy poproszono kogoś np. z Rady ds. Rodziny KEP do prac nad projektem czy do zaopiniowania go? Co Ksiądz Biskup radziłby rządowi w tym temacie?
- Mówiąc precyzyjnie, są dwa zespoły. Rządowy przy premierze, w którego skład wchodzi przedstawiciel teologów, profesor z UKSW i Uniwersytetu Warszawskiego. Jest też drugi zespół, który powołał Episkopat, zespół ten jest w trakcie organizacji, pomyślanej jako zespół międzyresortowy. Prócz teologów są tam specjaliści innych dziedzin. Eksperci ci mają być ciałem opiniującym postęp współczesnej biotechnologii, tak jak komisje bioetyczne. Taką rolę pełni np. Papieska Akademia Życia przy Stolicy Apostolskiej, która rozpoznaje wszystko, co dzieje się na terenie biotechnologii, a także transplantologii. To wszystko objęte jest jedną troską - troską o człowieka. Nie muszę martwić się o prace zespołu, który powołuje KEP. Byłbym spokojny także o prace zespołu rządowego, gdyby polityka przyszła do nauki i moralności po poradę, a nie narzucała, na zlecenie władców, rozwiązania, które pod płaszczykiem wiedzy i norm moralnych faktycznie są decyzjami politycznymi. Tu widzę główną nieuczciwość i wręcz bardzo groźną, nową obyczajowość. Musimy jasno powiedzieć, że współczesny świat "bogaczy" jest głęboko cyniczny i nieuczciwy. Na zamówienie potęg ekonomiczno-politycznych naukowcy, społecznicy, prawnicy produkują najrozmaitsze opinie. Człowiek, rodzina są terenem eksperymentu, materiałem doświadczalnym. Myślenie wyborcy obrabia się psychosocjotechnologią. Potrzebne są tzw. fakty wyborcze. Tak jak są fakty prasowe, tak samo są fakty wyborcze. To nie ma nic wspólnego z troską o rodzinę, o człowieka. Człowiek jest masą, którą się wykorzystuje dla określonych celów. Ta logika mnie najbardziej niepokoi. Chciałbym uważnie obserwować opiniotwórcze środowiska. Te, które rzeczywiście są uczciwe w metodologii pracy, i te, które są, powiedzmy, podkomendnymi wielkich politycznych potęg.

W najbliższą sobotę rozpocznie się 24. Ogólnopolska Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę. Jakie hasło jej przyświeca i jakie wydarzenia jej towarzyszą?
- Ogólnopolski program duszpasterski realizujemy pod hasłem "Bądźmy uczniami Chrystusa". Podczas pielgrzymki małżeństw zwrócimy szczególną uwagę na dochowanie wierności małżeńskiej. Jest to pierwsze zadanie małżonków, którzy niosą światu świadectwo wiary w Chrystusa. Dlatego konferencje towarzyszące pielgrzymce podejmują omówienie różnych uwarunkowań ze strony współczesnych obyczajów, które stają przed małżeństwem jako pomoc albo przeszkoda w wypełnianiu ich zadań.
Pomocą w tych rozważaniach będzie zwrócenie uwagi na przesłanie encykliki Papieża Pawła VI "Humanae vitae", która od czterdziestu lat służy budowaniu ładu moralnego naszych rodzin. Małżonkowie uroczyście odnowią swoje śluby.
To jest dziedzina, której najwięcej czasu powinno się poświęcać w naszej pracy kapłańskiej, ponieważ przez łaskę sakramentu rodzi się nierozerwalna więź, jedność małżeńska. Między mężem a żoną staje Chrystus. On cierpliwie czeka na świadomy udział w Jego łasce, w Jego uzdrawiającej miłości, miłości miłosiernej, przez męża i żonę. "Odświeżać" trzeba serca ludzkie, odświeżać trzeba decyzje, bo my w naszej psychofizycznej naturze po prostu się męczymy, zapominamy, zacierają się pewne fakty. To odświeżanie może odbywać się w rozmaity sposób. Ktoś mi opowiadał o takim pięknym zwyczaju, że małżonkowie co dzień rano całują swoje obrączki na znak, że dalej po latach "jest to moja urokliwa narzeczona, która została żoną, i fantastyczny rycerz, narzeczony, który stał się mężem". Przybyło może trochę siwych włosów, albo ich ubyło, pojawiły się zmarszczki, zmieniło się coś w tej zewnętrznej, emocjonalnie ocenianej, stronie małżeństwa, ale równocześnie przybyło bogactwo ich wspólnego życia, czyli to, co wytworzyli sercem jako dwoje. Żeby uświadomić sobie, że oni nie gasną, tylko codziennie się bogacą, sięgamy do źródła, które nie gaśnie, które nie ma zmarszczek, siwizny, znaków przemijalności. To jest sakramentalna obecność Chrystusa. Właśnie przez odnowienie ślubów małżeńskich wchodzimy z powrotem w zasięg szczególnego działania łaski Boga; przypomnieć trzeba tę prawdę pewnym obrzędem, pobudzić naszą ludzką, emocjonalnie zapisaną pamięć. Odnawiane śluby, i to w trakcie Eucharystii, przypominają dość dokładnie obrzęd samych zaślubin.
Jak już wspomniałem, część programu pielgrzymki rodzin poświęcona zostanie encyklice "Humanae vitae", w związku z obchodzoną w lipcu br. 40. rocznicą ukazania się tego wiekopomnego głosu Kościoła. Do dzisiaj nie brakuje głosów krytyki, które redukują przesłanie "Humanae vitae" do zakazu antykoncepcji. Przeciwnie, jest profetyczne nauczanie Papieża Pawła VI, które podkreśla w niezwykły sposób wartość miłości małżeńskiej, ukazując jej wymiar duchowy i cielesny. Nauczanie to kontynuował Jan Paweł II, zwłaszcza w cyklu katechez środowych. Encyklika Papieża Benedykta XVI "Deus caritas est" dopełnia to nauczanie, nawiązując niezwykle odważnym językiem i bardzo precyzyjnie do współczesnych poglądów na moralny wymiar miłości małżeńskiej.
Omówieniu tego "trójgłosu" ostatnich Papieży należałoby poświęcić osobny cykl wykładów, które będą organizowane w tym roku przez ośrodki akademickie i środowiska duszpasterskie.

Dziękujemy za rozmowę.



Jak powinny być wykorzystane środki przeznaczone na zdrowie prokreacyjne?
Priorytety prokreacji

Ostatnio trwa dyskusja na temat tego, co rząd powinien, a czego nie powinien refundować w zakresie leczenia niepłodności i profilaktyki zdrowia prokreacyjnego. Nie ulega wątpliwości, że te sfery dotyczą jednego z ważniejszych obszarów naszego życia. Obecnie z jednej strony refundacji podlega szereg preparatów antykoncepcji hormonalnej, a z drugiej strony pojawiła się duża presja medialna, aby refundować także procedurę in vitro. Powoli natomiast pojawia się też więcej głosów postulujących promocję metod rozpoznawania płodności (MRP, w ich obrębie mieści się naturalne planowanie rodziny (NPR), które jest jedną z form zastosowania MRP) czy takich schematów postępowania, jak NaPro Technology (NPT). Poniżej podaję kilka argumentów, dlaczego znaczące korzyści płynące ze stosowania tych metod wielokrotnie przewyższą nakłady finansowe, jakie rząd, a przede wszystkim społeczeństwo poniosłoby w ramach inwestycji w wiedzę czy w promocję wiedzy o tych metodach.


W NaPro Technology zakłada się uporządkowany, systematyczny sposób rozpoznawania, a później leczenia schorzeń ginekologicznych, w tym zaburzeń płodności, bez stosowania środków i metod antykoncepcyjnych i technik sztucznej prokreacji. Zachowany i uszanowany zatem zostaje pełny kontekst miłości ludzkiej i wyłączność do niego małżonków. W tej metodzie leczenia wykorzystuje się aktualną, nowoczesną wiedzę w zakresie endokrynologii, chirurgii ginekologicznej, naturalnego rozpoznawania płodności. Ważne jest opanowanie stresu i wsparcie duchowe udzielane parom, które borykają się z leczeniem niepłodności. Cały proces leczenia NPT zaczyna się od dokładnych obserwacji cyklu pod okiem instruktora, następnie prowadzi się badania diagnostyczne przy pomocy dostępnych nowoczesnych metod. Jeżeli to konieczne i możliwe, wdrażane jest leczenie i jego monitorowanie nieniszczące naturalnych mechanizmów płodności. Postępowanie według zasad NPT wymaga nieraz sporo czasu i cierpliwości, ale przynosi pozytywne rezultaty.
Na szczęście widać już przejawy zainteresowania tą metodą leczenia. Uruchomione zostało szkolenie lekarzy i innych osób w kraju - przy Instytucie Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II w Lublinie - i za granicą. Natomiast wciąż brakuje wsparcia finansowego.
Niektórzy zarzucają, że poradnictwo dotyczące MRP, w tym NPT, jest nienowoczesne. Tymczasem, w odróżnieniu od sztucznej produkcji embrionów, jest po prostu niespektakularne, jest powrotem do normalności, od której wielu zdaje się odchodzić. Zakłada współpracę pacjenta z lekarzem, wysłuchanie kobiety. Prowadzący poradę docenia znaczenie wywiadu, informacji pochodzących od pacjentki, docenia jej podmiotowość. Podjęcie z nią dyskusji, zaangażowanie jej samej i męża, odpowiada więc kryteriom nowoczesnego, bez nadmiernej medykalizacji, podejścia do rozwiązywania problemów zdrowotnych. Z pewnością kryteriom tym nie odpowiada porada polegająca jedynie na wypisaniu recepty antykoncepcyjnej czy skierowaniu do sztucznego rozrodu.
Ponadto podczas tej całej dyskusji należałoby poprosić Ministerstwo Zdrowia, by wśród programów zdrowotnych odnoszących się do prokreacji był finansowany chociaż jeden dotyczący pierwotnej profilaktyki zaburzeń płodności. Późniejsza inicjacja seksualna, monogamia, unikanie niszczących płodność chorób przenoszonych drogą płciową, papierosów, alkoholu i zmniejszenie presji na odkładanie poczęcia na późniejsze lata życia pozwoliłyby zmniejszyć częstość zaburzeń płodności w przyszłości. Dużą wartość mają także programy promujące czystość i afirmację płodności, także MRP, wśród młodzieży. Naturalne rozpoznawanie płodności pozwala też na wcześniejsze wykrycie wielu zaburzeń układu hormonalnego, układu podwzgórzowo-przysadkowo-jajnikowego, a co za tym idzie, zmniejszenie ich uciążliwości i kosztów. Wydatki finansowe, jakie trzeba będzie ponieść na popularyzację MRP i NPT, zostaną zrekompensowane poprzez zmniejszenie częstości poważniejszych zaburzeń, niepłodności czy trudności w donoszeniu ciąży, które mogą być następstwem stosowania sztucznych metod regulujących płodność, odkładania na późniejsze lata życia decyzji prokreacyjnych i niewiedzy o fizjologii płodności.
Efektywność ekonomiczna takiej inwestycji w wiedzę o MRP i NPT byłaby wzmocniona przez czynniki na wielu równoległych płaszczyznach:
Dlaczego więc często pomija się słuszność i zasadność zastosowania MRP czy NPT i obserwujemy uparte dążenie do refundacji metod sztucznego rozrodu? Warto dokonać trzeźwego porównania tych metod stosowanych i promowanych w ostatnim czasie z prawdziwym, przyczynowym leczeniem niepłodności i jej profilaktyką. Z jednej strony mamy do wyboru medycynę opartą na naturalnych mechanizmach leżących u podstaw naszego zdrowia, a z drugiej, kolejno, niegodne człowieka, często wieloletnie, ubezpłodnienie w ramach "kontroli urodzin", potem badanie nasienia na drodze zleconej masturbacji, sztuczną inseminację i program zapłodnienia pozaustrojowego, który zabija ludzkie życie i zapełnia lodówki ludźmi w embrionalnej fazie rozwoju.
Wciąż jednak nie wiemy, w którą stronę będą kierowane środki naszej publicznej służby zdrowia. Jak dotąd w poradniach ginekologicznych na szczegółową (i jednocześnie podstawową do rozpoczęcia jakiegokolwiek leczenia) ocenę cyklu miesięcznego, analizę oznak i objawów płodności nie przeznacza się obecnie zbyt dużo czasu. Nie ma współpracy z wykwalifikowanymi instruktorami MRP, wciąż zrzeszonymi jedynie w nielicznych organizacjach pozarządowych. Owszem, pyta się kobiety o charakter miesiączek, ale niekoniecznie o objawy owulacji (objaw śluzu szyjkowego, ewentualnie pomiar temperatury ciała). Tymczasem te dane są kluczowe, aby w sposób odpowiedzialny zająć się leczeniem wykrytych nieprawidłowości. Ich wartość jest nie do oszacowania.

Procedura in vitro wciąż ma zwolenników, gdyż jest na swój sposób "nowoczesnym" zjawiskiem. Polega na przełamaniu nigdy wcześniej nieprzekraczanych barier kulturowych i etycznych i tworzeniu dzieci w warunkach laboratoryjnych, na szkle. Wobec tego ma cechy czegoś spektakularnego i sprawia, iż zwyczajne, zdrowe postępowanie medyczne polegające na znajomości fizjologii prokreacji, określaniu przyczyn zaburzeń i ich leczeniu schodzi w cień. W świecie badań medycznych takie normalne postępowanie staje się niemalże nieobecne w szumie publikacji i dociekań naukowych o procedurach związanych ze ścieżką sztucznego rozrodu. Recenzowane pisma obfitują w doniesienia o środkach hormonalnych do hiperstymulacji owulacji w celu uzyskania jajeczek do zapłodnień pozaustrojowych, o różnych hormonalnych środkach antykoncepcyjnych, o procedurach przygotowania nasienia pobieranego od dawcy, o docytoplazmowym wstrzykiwaniu plemników o obniżonej zdolności zapładniającej, o diagnostyce preimplantacyjnej dla eliminacji słabszych zarodków, o pożywkach, w których należy przetrzymywać zarodki, o metodach ich krioprezerwacji (zamrażania) itd. Wartość takich doniesień dla lekarzy i pacjentów szanujących ludzką prokreację jest co najmniej wątpliwa.

Tym większe znaczenie ma wiadomość o opublikowaniu pierwszego artykułu w pełni poświęconego metodzie NaPro Technology w prestiżowym piśmie Amerykańskiego Komitetu Medycyny Rodzinnej (Journal of the American Board of Family Medicine). 4 września br. pojawił się on jako artykuł przewodni w dziale badań oryginalnych i jest też w całości dostępny na stronie internetowej amerykańskiego towarzystwa medycyny rodzinnej: www.jabfm.org. Przedstawia zarys metody NPT i analizę danych z pierwszych 10 lat jej stosowania w praktyce lekarza rodzinnego dr. Phila Boyle'a w Irlandii.
Szczegółową analizę statystyczną skuteczności leczenia przeprowadzono na podstawie 1072 leczonych małżeństw. Były to małżeństwa, które średnio już 5-6 lat, czyli bardzo długo, starały się o uzyskanie poczęcia bez powodzenia przed zgłoszeniem się do NPT. Spośród nich w tej grupie, która kontynuowała leczenie przez pełen dwuletni cykl, połowa urodziła zdrowe dzieci. Odsetek niewytłumaczonej niepłodności spadł u nich do 0,5 proc. Pozostaje mieć nadzieję, że pojawienie się takich pozytywnych doniesień w piśmie recenzowanym jest oznaką, że klimat się zmienia i będzie już bardziej sprzyjający dla takich inwestycji w wiedzę, jak promocja MRP lub NPT.
Maria Klepacka-Środoń, dyrektor wykonawczy Fundacji MaterCare

Autorka jest dyrektorem wykonawczym Fundacji MaterCare International, międzynarodowej organizacji zrzeszającej ginekologów położników stawiających sobie za cel szeroko rozumianą pracę na rzecz etyki w medycynie i Ewangelii życia, inicjatorką cyklicznych warsztatów interdyscyplinarnych dla małżeństw niepłodnych w Niepokalanowie.

Dodane przez rodzina dnia Art. z 2008 roku ˇ 1018 Czytań - Drukuj
Nasze wiadomosci zostały przeczytane 845733 razy. Dziękujemy!



Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Proszę wybrać swoją ocenę:
Brak ocen.


Inne
Tarczyca
Otoczmy troską życie!
Bardziej siebie rozumiemy, bardziej siebie kochamy
Rzecznik ZUS radzi: Odszkodowanie z ZUS
Otoczmy troską życie! 4
Co jest istotą małżeństwa, do czego jest powołane?
Homeopatia sprzedaje złudzenia
Otoczmy troską życie! 20
Wiedza o NPR
Nowotwory da się wyleczyć!
Rzecznik ZUS radzi: Klikając ZUS
Rzecznik ZUS radzi: Emerytury pomostowe - kto może się o nie starać?
Opowieści dla najmłodszych
Lepiej się zaszczepić
Łaska sakramentu małżeństwa w codziennym życiu


Wróć do strony głównej < < RODZINA I ZDROWIE < <
Szukaj
Prymas Tysiąclecia w obronie nienarodzonych
Zmalała cena rodzących się Polaków! Gdy przegląda się pisma, zastanawia dziwny styl prasy, która napada bezmyślnie jak na największych wrogów na tych, którzy chcieliby wydać po Bożemu na świat kształtujące się życie i uszanować prawo do życia.
Stefan Kardynał Wyszyński (1 I 1960 r.)
Jeżeli problemy Cię przerastają i boisz się urodzić dziecko, które nosisz pod sercem:
Telefon nadziei
0800 112 800
(bezpłatny, pn.-pt.
w godz. 15.00-7.00,
pozostałe dni - całą dobę)

Jasnogórski Telefon Zaufania 034 365 22 55
(w godz. 20.00-24.00)
Polecamy

Komorowski wybory
975622 Unikalnych wizyt
Archiwum / Artykuły Polska / Artykuły Swiat / Jan Paweł II Wielki / Mysl Jest Bronia / Mysl jest bronia Rozmowy
Mysl jest bronia Wielcy zapomniani / Niedzielny Felieton / Wiara Ojców / Laboratorium Wiary / Kultura / Kultura Notatki o kulturze
Teatr Piórem Temidy / Kultura Z przepisów naszych czytelników / Kultura Ksiażka / Kultura Film / Kultura Muzyka
Dodatek W Rodzinie / Dodatek Szlachetne Zdrowie / Dodatek Ogród sama radosć / Wybory do Sejmu / Ostatnia strona Nasz Dziennik
Pielgrzymka do Polski / Pielgrzymka Benedykta XVI / Papież w Polsce / Benedykt XVI w Polsce / Pielgrzymka Papieża


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery

Tego jeszcze nie bylo: Kibol 2011 film pobierz Film Grzegorza Brauna Eugenika w imie postepu. Pobierz Eugenika w imie postepu Zobacz lub kup film: Krzyz Solidarni 2010 / Lista pasazerow - dodatek do gazety w 2 czesciach / oraz 10.04.10 film Anity Gardas Mgla - film dokumentalny - ten film trzeba zobaczyc! / Zobacz koniecznie film List z Polski lub pobierz List z Polski informacje ktorych potrzebujesz na kazdy nowy dzien archiwum informacji Nocna Zmiana