| Sławmy Maryję, przepraszajmy Ją za grzech rozłamu, błagajmy o cud pojednania |
|
wiara dnia październik 15 2009 13:05:12
|
Kazanie ks. bp. Stanisława Napierały, ordynariusza kaliskiego, wygłoszone w Kotłowie podczas Mszy Świętej koronacyjnej 13 września 2009 r.
Stoimy na wzgórzu kotłowskim. Spójrzcie, jak wspaniała panorama roztacza się z niego. Zapewne zachwycali się nią w ciągu wieków mieszkańcy tej ziemi.
Jakieś tysiąc lat temu na tym wzgórzu dokonało się zwycięstwo dobra nad złem. Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały zwyciężył tu mroki pogaństwa i władzę szatana. Znakiem zwycięstwa jest świątynia, którą zbudowano tu, na szczycie wzgórza, przed 900 laty. Świątynia zachowała się do dziś. Nie zniszczyły jej pożary ani burze, ani zawieruchy wojenne, bo zbudowano ją z kamienia. Bloki z granitu ciosanego ułożone w jej murach leżały wcześniej na polach. Ile one pamiętają! Jest w nie wpisana historia. Na kamieniu zapisana historia jest trwała.
Kamienie kotłowskiej świątyni pamiętają, jak tu rodził się Kościół, Kościół żywy w ludziach, Kościół w jednej wierze, w tych samych sakramentach, z jednym przewodnictwem pasterskim. Pamiętają to kamienie kotłowskiej świątyni. Wołają i będą wołać, nawet jeśli ludzie by milczeli. Wołają, że od początku i przez wieki na tej ziemi był Kościół Jezusa Chrystusa. Jeden i jedyny, katolicki, apostolski, święty. Ten, który założył Jezus Chrystus, nie inny.
II
Od początku na kotłowskim wzgórzu była też Maryja, czczona w tajemnicy swego narodzenia. Kościół zbudowany 900 lat temu otrzymał Jej imię. Czy był w nim wtedy Jej wizerunek? W każdym razie kotłowski kościół, wzniesiony z kamiennych głazów, nosił Jej imię. Przyszedł czas, że ludzie, którzy Maryję czcili w kotłowskiej świątyni, otrzymali Jej portret - obraz, który dziś koronujemy. Obraz z 1605 roku.
Skierujmy nasze oczy ku niemu. Na obrazie Maryja wyłania się z obłoków. Na rękach trzyma Jezusa. Objawia się więc jako Matka. Matka Jezusa i nasza Matka.
Maryję na kotłowskim obrazie otaczają Aniołowie. Przed Nią klęczą święty Wojciech i święty Stanisław, biskup i męczennik - patronowie Polski. W ten sposób hołd Jej oddaje Niebo i Polska w swoich dziejach. Kłaniają się Jej jak Królowej. Królewską godność Maryi zaznacza na obrazie korona z gwiazd dwunastu nad Jej głową.
III
Zatrzymajmy się na chwilę przy Maryi Królowej. Sięgnijmy do wiary i tradycji, by sobie przypomnieć, na czym polega królewska godność Maryi i Jej władza jako Królowej.
Maryja, Matka Jezusa i nasza Matka, jest Królową. Taka jest nasza wiara. Sławimy Ją jako Królową Aniołów, Patriarchów, Proroków, Apostołów, Męczenników, Wyznawców, Dziewic, Królową Wszystkich Świętych. Maryja Królowa góruje nad całym stworzeniem. Jest jego Panią. Jest Arcydziełem Boga Stwórcy.
Maryja Królowa góruje także świętością. Jest pełna łaski. Jest cała święta, cała piękna, Niepokalana. Jest Arcydziełem Ducha Świętego.
Królewska godność Maryi oraz władza mają swoje źródło w Jej zjednoczeniu z Chrystusem. Maryja jest zjednoczona z Chrystusem nie tylko najpełniej, lecz w sposób jedyny i niepowtarzalny. Jest zjednoczona z Nim przez swoje macierzyństwo oraz przez swój udział w dziele Jego Odkupienia.
Jest Królową, bo jest Matką Króla. Jest Królową razem z Chrystusem Królem i w zależności od Chrystusa. Jest Królową przez uczestnictwo w królewskości Chrystusa. Chrystus jest Królem wszechświata, Królem wieków, Królem wiecznej chwały. Jest Królem również swojej Matki.
Chrystus daje Maryi udział w swojej królewskiej władzy przez to, że posługuje się Nią w udzielaniu ludziom owoców swojego Odkupienia i w rozdawnictwie swoich łask.
W akcie uroczystej koronacji, który za chwilę nastąpi, niczego nie dodamy Maryi Królowej, lecz przypomnimy sobie samym Jej królewską godność i na czym ona polega. Oddamy cześć Maryi wyniesionej przez Boga, by była Panią nieba i ziemi.
IV
Wróćmy do wizerunku Maryi na kotłowskim obrazie.
Kotłowianie pokochali Maryję, Matkę i Królową, z obrazu w ich świątyni. Przylgnęli do Niej wiarą i ufnością. Podążali do Niej na wzgórze co niedzielę, a także w ciągu tygodnia. Przychodzili do Matki Pocieszenia, która chciała w swoim wizerunku być pośród nich. Przynosili Jej swoje prośby, przedstawiali swoje potrzeby i biedy, ufni, że jeśli Ona je przedstawi swojemu Synowi, zostaną wysłuchani. Kotłowianie sławili swoją Panią i Matkę, jak tylko potrafili, na ile było ich stać.
Aż w 1968 roku w parafii kotłowskiej doszło do tragedii grzechu rozłamu. Rozłam nie dokonał się z przyczyn doktrynalnych, lecz z powodu księdza - następcy zmarłego proboszcza. Bolesna rana krwawi na Ciele Kościoła Jezusa Chrystusa w Kotłowie. Rozłam trwa do dziś. Niekiedy jest on w samych rodzinach.
Podział oddalił ludzi od siebie, ale nie oddalił ich od ukochanej Matki. Ona ciągle spogląda na nich w świątyni na wzgórzu. Jestem przekonany, że jedni i drudzy spoglądają z miłością na odnowione oblicze swojej Matki i Królowej i cieszą się, że Maryja w kotłowskim obrazie doznaje dziś szczególnego aktu czci.
Przekonanie to wzbudziła we mnie między innymi rozmowa, którą prowadziłem z diecezjanami na falach naszego diecezjalnego Radia Rodzina, w ostatnią niedzielę czerwca bieżącego roku. Tematem rozmowy była koronacja Kotłowskiej Pani.
Wielu zabrało głos, odezwali się ludzie: z Kępna, z Mikstatu, z Kaliszkowic Kaliskich, z Biskupic Zabarycznych, z Komorowa, ze Strzyżewa, z Kotłowa.
Ktoś powiedział, że po podziale "nie zarosły ścieżki do Matki Bożej Kotłowskiej". Wielu podkreślało swoją szczególną więź ze świątynią na wzgórzu w Kotłowie i z obrazem w niej się znajdującym. Jeden z rozmówców wyznał, iż codziennie modli się na różańcu o jedność w parafii kotłowskiej. Inny mówił o nadziei na zjednoczenie z pomocą Maryi. Odezwał się słuchacz, który do sytuacji kotłowskiej odniósł prorocze słowa kardynała Augusta Hlonda: Zwycięstwo, gdy przyjdzie (to jest zjednoczenie), będzie to zwycięstwo Maryi.
W tym kontekście przytoczę świadectwo słuchaczki, która wyznała: u nas podział dokonał się w rodzinie. Nasza umierająca matka modliła się o jedność dla nas. Jej modlitwa sprawiła, żeśmy się pojednali w rodzinie.
Nikt tak nie chce podziałów w Kościele, jak Maryja. Krwawi Jej Serce na skutek tego, co dokonało się tu czterdzieści lat temu. Ona najlepiej wie, że to, co jest teraz, to nie "to samo", co było. To nie "to samo", jak ktoś próbuje tu wmawiać. Gdyby było "to samo", to nie byłoby rozłamu. Więc krwawi Serce Matki, ale nie przestaje kochać was, ludzi, którzy tu mieszkacie. Wstawia się za wami u swojego Syna i wyjednuje wam łaski. Na dowód tego przytoczę świadectwo jeszcze jednej mojej rozmówczyni. Dziękowała ona publicznie Matce Bożej Kotłowskiej za cudowne uzdrowienie trzyipółletniego dziecka.
Bracia i Siostry,
łatwo jest się poróżnić, pogniewać, podzielić. Bardzo trudno pojednać. Jest tak może dlatego, że drogą do pojednania jest przebaczenie i nawrócenie. A to nie przychodzi łatwo. Tymczasem Bóg nam przebacza. Zawsze przebacza i chce, żebyśmy my, ludzie, wzajemnie sobie przebaczali. "Ile razy mam przebaczyć bratu - zapytał kiedyś Piotr Pana Jezusa - Czy aż siedem razy?". Usłyszał: "Nie mówię ci siedem razy, ale siedemdziesiąt siedem razy" (Mt 18, 21-22). Zawsze mamy sobie przebaczać, jeśli chcemy, by Bóg nam przebaczył.
Jako biskup Kościoła diecezjalnego rozciągającego się na ziemi, gdzie czterdzieści lat temu dokonał się rozłam, pragnę w tym szczególnym dniu, kiedy staramy się jak najgodniej uczcić Maryję w Jej kotłowskim wizerunku, powtórzyć słowa, które wypowiedziałem tu rok temu: "Wszystkich, którzy by mieli jakiekolwiek żale, urazy, bóle, przepraszam; wszystkim przebaczam i proszę ich o przebaczenie".
Jeśli ludzie powaśnieni i podzieleni dojrzeją do tego, by mieć dobrą i szczerą wolę, by sobie przebaczyć, dojdzie do pojednania. Proszę zatem wszystkich, od których zależy pojednanie w parafii kotłowskiej, o jedno: o dobrą i szczerą wolę. Równocześnie muszę stwierdzić, że ludzie o własnych siłach nie są w stanie przywrócić jedności kościelnej. Konieczna jest pomoc Boga. O wyjednanie tej pomocy dla przywrócenia jedności w parafii kotłowskiej prosimy gorąco Maryję. Owszem, błagamy Ją o cud zbliżenia i pojednania.
A teraz z sercem skruszonym i z głęboką pokorą przystąpmy do aktu uroczystej koronacji. Maryja, Pani Kotłowska, w znaku swojego obrazu wyszła ze świątyni na wzgórzu i zeszła tu, na "łąkę"; na to pamiętne miejsce, na którym, po rozłamie w 1968 roku, odprawiano przez kilka lat Eucharystię niedzielną. Dziś tu na "łące", pod krzyżem, który wówczas postawiono, zostanie uroczyście uczczona jako Królowa przez nałożenie na skronie Boskiego Dziecięcia i Jej skronie złocistych koron, wykonanych z kruszcu biżuterii ofiarowanej dla Niej przez prawie 300 osób, niekiedy anonimowych. Po Mszy Świętej ukoronowana wróci do świątyni na szczycie kotłowskiego wzgórza, aby być ze swoimi dziećmi jako ich Matka i Królowa i powoli, cierpliwie prowadzić ich do jedności w jednym i jedynym Kościele swojego Syna.
Wszyscy tu zgromadzeni i z nami złączeni duchowo za pośrednictwem Radia Maryja i Telewizji Trwam pragniemy w akcie koronacji jak najpiękniej uczcić Maryję, naszą Matkę i Królową, pragniemy sławić Jej chwałę. Nasze uczucia niech pomogą nam wyrazić słowa pieśni: "Królowej Anielskiej śpiewajmy, różami uwieńczmy Jej skroń, Jej serca w ofierze składajmy... O Maryjo, bądź nam pozdrowiona, bądź Ty zawsze Matką nam... o Maryjo, Matko i Królowo, jakżeś Ty wspaniała!".
|
|
0 Komentarzy ˇ
408 Czytań
ˇ Drukuj
|
|