Prokuratura Rejonowa w Szamotułach wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnych nadużyć, jakich mogła dopuścić się Renata Beger przy sporządzaniu list z podpisami poparcia dla kandydatów Samoobrony w wyborach. Sprawa ma związek z informacjami prasowymi, że Beger miała od szefowej struktur partii w Szamotułach Renaty Jankowiak kupić listę 240 podpisów, wśród których 150 było fikcyjnych. Ordynacja zabrania "udzielania wynagrodzenia pieniężnego w zamian za zbieranie lub złożenie podpisu pod zgłoszeniem listy okręgowej". Posłance Samoobrony grozi kara grzywny do 10 tys. złotych oraz kara pozbawienia wolności do 5 lat. Wątpliwości co do całej sprawy ma premier Jarosław Kaczyński.
- Śledztwo dotyczy nadużycia przy sporządzaniu list poparcia poprzez podawanie nieprawdziwych danych na tych listach oraz udzielania wynagrodzenia pieniężnego za zbieranie tych podpisów - oświadczył wczoraj rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Mirosław Adamski.
- Nie kupowałam żadnych podpisów. Zapłaciłam jedynie za paliwo osobie, która zbierała dla mnie podpisy - tłumaczy Renata Beger, pilska posłanka Samoobrony.
Wczorajsza "Gazeta Wyborcza" podała, że Beger miała od szefowej struktur partii w Szamotułach Renaty Jankowiak kupić za 240 zł listę 240 nazwisk, wśród których 150 było fikcyjnych.
Zdaniem szefa Samoobrony Andrzeja Leppera, artykuł sugerujący, że posłanka jego partii Renata Beger kupowała podpisy poparcia pod listami Samoobrony, to "kolejna prowokacja" dziennikarzy "GW". Lider Samoobrony zapewnia również, że nie zamierza namawiać Beger do rezygnacji ze startu w wyborach parlamentarnych i zapewnia, iż podpisy, które zbierała, nie trafiły do PKW, ponieważ władze partii w ogóle nie planowały rejestrowania list w okręgu pilskim na podstawie podpisów.
Komentując tę sprawę, premier Jarosław Kaczyński powiedział, że ma wrażenie, iż tutaj chodzić może nie tyle o kupowanie podpisów, ile o zwykłe opłaty za ich zbieranie. - Nie wierzę, żeby ktokolwiek dostał złotówkę i w związku z tym się podpisał, bo to byłoby przestępstwo. To jest opłata dla zbierających. Niedobra rzecz - powtarzam - ale nieprzekraczająca granic prawa karnego. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo trzeba zbadać to dokładnie - dodał premier Kaczyński.
Innego zdania są przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej, którzy z całą stanowczością podkreślają, że zabronione jest udzielanie wynagrodzenia pieniężnego za zbieranie lub składanie podpisów poparcia pod listami wyborczymi.
- Jeśli zawarta zostałaby umowa, w ramach której świadczeniem komitetu wyborczego jest świadczenie pieniężne, a osoba zobowiązała się, że w ramach prac wykonywanych na rzecz komitetu będzie zbierać podpisy, to też mamy do czynienia z udzieleniem wynagrodzenia pieniężnego w zamian za zabieranie podpisów - uważa Krzysztof Lorentz, dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych. Przedstawiciel PKW zaznacza jednocześnie, że wydatki komitetów wyborczych na materiały kampanijne, wynajem pomieszczeń, koszty przejazdów czy koszty rozmów telefonicznych muszą być ujawnione w sprawozdaniu finansowym.
Beger już raz stawała przed sądem za fałszerstwa wyborcze. 30 czerwca 2006 r. sąd uznał, że przed wyborami w 2001 r. złożyła listy, na których były podrobione podpisy ponad 1,5 tys. osób. Miała namawiać do ich sfałszowania swojego współpracownika. Beger została skazana na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu i 30 tys. zł grzywny. Sąd kolejnej instancji skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia z przyczyn formalnych. Nowy proces ma zacząć się w listopadzie. Wojciech Wybranowski
Dodane przez wybory
dnia wrzesień 29 2007 22:48:37 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
1826 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Zdecydowanym zwycięzcą wyborów uzupełniających do Senatu w okręgu przemysko-krośnieńskim jest Stanisław Zając. Polityk PiS pokonał wszystkich konkurentów, w tym kandydata PO, który otrzymał niemal o połowę niższe poparcie podkarpackich wyborców.
Piętnaście lat temu ówczesny prezydent Lech Wałęsa forsował młodego polityka PSL Waldemara Pawlaka jako kandydata na stanowisko premiera. W obaleniu rządu Jana Olszewskiego Wałęsie pomagała wówczas i lewica Aleksandra Kwaśniewskiego, i nazywani z nieznanych nikomu powodów liberałami politycy KLD z Donaldem Tuskiem na czele.
Tusk zaprezentował swoje dość szczególne pojmowanie demokracji, publicznie występując z wyraźną aprobatą dla niekonstytucyjnych działań, które obliczone były na umocnienie władzy Wałęsy
Donald Tusk zadeklarował wczoraj w Lublinie wyraźne zwiększenie finansowania polskiej kultury i była to jedyna pozytywna wiadomość, jaką miał do przekazania w czasie konferencji prasowej w foyer Teatru im. J. Osterwy w Lublinie.